ROZDZIAŁ C – THE END

 



Rosalie i Matt zaręczyli się. Przyszedł czas na założenie rodziny. Rose była w ciąży, a Matt chciał jak najlepiej dla swojej wybranki i przyszłego potomka. Ze względu na odmienny stan narzeczonej zdecydowali się na szybką i skromną ceremonie za dwa miesiące. David się zakochał. Kto by przypuszczał, że ten nieokrzesany ciemnooki mężczyzna przeistoczy się z popijającego chłystka w gentlemana, zakocha się i odda całe swoje serce jednej kobiecie. Życie go wiele nauczyło, ale jednego był pewny, że takich przyjaciół, jakich ma dzisiaj to najlepsze, co go spotkało. Natalie… Piękna i stanowcza… Od razu zawróciła Davidowi w głowie. Okazała się dokładnie taką kobietą, jakiej David potrzebował. Władcza, stanowcza, ale przy tym wszystkim delikatna, kochająca i opiekuńcza. Oczywiście dobra w łóżku… Jakże by inaczej… Liam ciężko pracował w Afryce i jak na razie wracać nie planował. Zrozumiał, że niesienie pomocy potrzebującym to jego obecny cel. Nie szukał kobiety, nie miał na to czasu. Ciężko pracował w Kenii przy budowaniu szkoły. Zabawiał dzieciaki i czynnie uczestniczył na budowie. Vivian i Faith odnalazła między sobą wspólny język. Pomimo iż młoda mieszkała za granicą z rodzicami adopcyjnymi, bardzo często odwiedzała biologiczną matkę. Nigdy nie żywiła do niej urazy za to, że ją zostawiła, bo jak twierdziła dzięki temu miała najwspanialszych rodziców pod słońcem. Dało się między nimi jeszcze wyczuć lekki dystans, ale i On powili się zacierał i wszystko wskazywało na to, że pewnego dnia będą przyjaciółkami. Matka i córka, córka i matka…

***

Promienie słońca zakuły ją w oczy. Przetarła powieki i obróciła się, aby spojrzeć na drugą połowę łóżka. Paddy spał obok spokojnie, leżąc na plecach z twarzą zwróconą w jej stronę. Jego naga klatka piersiowa unosiła się w górę i w dół w bardzo spokojnym rytmie. Uspakajał ją ten widok, nie potrzebowała nic więcej: wystarczyło na niego popatrzeć, a wszystkie troski, wszystkie smutki odpływały w siną dal pozostawiając uczucie błogości, miłości i spokoju. Oparła głowę na łokciu i przyglądała się mu przez chwilę; patrzyła jak oddycha, jak swobodnie wypuszcza powietrze przez lekko rozchylone usta. Uwielbiała, gdy jeden z niesfornych i zburzonych przez noc kosmyków opada na jego twarz delikatnie ją przysłaniając. Wyglądał tak cudownie, tak spokojnie, że nie miała sumienia go budzić tak wcześniej, ale przecież musiała. Dzisiaj był ich ślub, dzisiaj miała zostać jego żoną. Wszystko było zaplanowane, ale nadal było wiele rzeczy do zrobienia przed godziną zero. Uradowana wyskoczyła z łóżka i pobiegła do łazienki, gdzie wzięła relaksującą kąpiel. A gdy z niej wyszła okryta skąpym ręcznikiem Paddy już nie spał, wyskoczył z łóżka i uniósł ja wysoko do góry tylko po to, aby się z nią okręcić kilka razy wokół własnej osi krzycząc:

  • To jest najpiękniejszy dzień w moim życiu!!! Kocham Cię!!! Kocham Cię!!! Kocham Cięęęę!!!! Słyszysz???

Zachichotała i odchyliła głowę w tył, a gdy ją postawił na ziemi wtuliła się w niego najmocniej jak potrafiła.

  • Ja Ciebie też kocham Panie Kelly – powiedziała spokojnym i stonowanym głosem uśmiechając się

Wszystko działo się szybko: kąpiel, wizyta w salonie piękności z przyjaciółkami. Wczesnym popołudniem Paddy pojechał do domu Denisa i tam się szykował. Mieli się spotkać podczas ceremonii ślubnej. Ten dzień kiedyś jej się śnił, wszystko było dokładnie tak jak w jej śnie, brakowało jedynie Julii. Posmutniała na jej myśl. Minęło tyle czasu odkąd ostatnio o niej myślała, ale widziała, że długonoga czuwa nad nimi i bacznie obserwuje. Chwilę później jej myśli powędrowały zupełnie gdzie indziej, musiała zrobić jeszcze jedno; coś, na co była dopiero dzisiaj gotowa. Większość gości jej rodzina spała u niej, rodzina Paddyego zatrzymała się w domku Denisa i Patrici, a dalsza w hotelu. Wyszła z sypialni i dojrzała go w kuchni.

  • Cześć Philip – stanęła na piętach
  • Viv! Już nie śpisz – ucieszył się – Sarah z dziewczynkami i Faith pojechały z kwiatami.
  • Tak, wiem – skinęła głową – Słuchaj Philip… Chciałabym z Tobą pogadać… Wiem, że między nami nie było zawsze dobrze, ale dzisiaj jest mój dzień i co byś powiedział na to, aby poprowadzić mnie do ślubu? No wiesz… – spuściła wzrok – Jak ojciec córkę…
  • Mówisz poważnie? – oczy mu rozbłysnęły
  • Jeśli nie chcesz to poproszę Matta… – odwróciła się gotowa do odejścia
  • Zwariowałaś? – złapał ją za rękę – Z przyjemnością to uczynię – uśmiechnął się życzliwie

Nie dał po sobie poznać, że ta propozycja całkowicie go wzruszyła, miał ochotę ją przytulić i wykrzyczeć całemu światu jak bardzo jest szczęśliwy, ale nie chciał jej zmuszać do wzruszeń, bo czekało ją ich mnóstwo dzisiejszego dnia.

*

Dopinała już wszystko na ostatni guzik, a Rosalie, Faith i Sarah dociągały sznurki w górnej, gorsetowej części sukni. Jej delikatnie upięte, falowane, ciemnobrązowe włosy opadały na ramiona doskonale odznaczając się na białej sukni. Chwilę później do pokoju wszedł Matt. Był elegancki jak nigdy wcześniej. Miał kruczoczarny garnitur, który kontrastował z białą koszulą i czarnym śledzikiem zawiązanym wokół szyi. Na widok Matta Rosalie się uśmiechnęła i skinęła na dziewczyny, aby dać tej dwójce jeszcze chwilę „sam na sam.” Gdy tylko drzwi się zamknęły Matt zmierzył Vivian wzrokiem od góry do dołu, wkładając ręce do kieszeni.

  • Mała, wyglądasz olśniewająco. Pięknie Ci w bieli!
  • Tak uważasz? – okręciła się wokół własnej osi
  • Tak – zrobił krok do przodu i złapał ją a ramiona – Paddy jest prawdziwym szczęściarzem – powiedział nieco poważniej
  • Dzięki Matty – zarzuciła mu ręce na szyję i mocno się w nią wtuliła
  • No dobra dobra – odsunął ja od siebie – tylko nie płacz. Panna Młoda nie powinna płakać w dzień własnego ślubu – musnął kciukiem jej policzek
  • Gotowi? – uchyliły się drzwi a w nich ukazała się głowa Davida – Oooo!!! Mapet w bieli!!! Niesamowite!!! – zadrwił
  • Daj sobie dzisiaj spokój – Matt nerwowo upomniał brata
  • Matty!!! Kij!!! – odpowiedział szybko David
  • Coo? Co Ty bredzisz? Jaki kij? – Matt pokiwał głową
  • W Twojej dupie! – David się głośno roześmiał
  • Spokojnie – Vivian położyła dłoń na ramieniu Matta – nikt mi dzisiaj nie zepsuje tego dnia, nawet David – puściła mu oko
  • Nie śmiałbym – David wyprostował się i stanął na baczność – Co więcej pokusiłbym się o stwierdzenie, że zazdroszczę Paddyemu. Wyglądasz naprawdę jak księżniczka.
  • Dziękuję – podeszła do niego i pocałowała go w policzek, na co się uśmiechnął zakłopotany
  • Dobra – David klasnął w dłonie – dosyć tych sentymentów, zbierajmy się, bo samochód już czeka.

*

Gdy wyszła z samochodu serce waliło jej młotem, chwyciła mocniej Philipa pod rękę i zrobiła pierwszy krok.

  • Nie pozwól mi upaść tato – szepnęła tuż za progiem.

Uśmiechnął się, a oczy mu zaszły mgłą. Pierwszy raz… Pierwszy raz od tak wielu lat usłyszał to słowo, na które czekał… „Tato…” Popatrzył na nią, a Ona w jego oczach zobaczyła własne odbicie. Tak. Była jego córką, a w jego oczach była piękna.

  • Nigdy – odpowiedział w końcu pewnie i mocniej zacisnął ramię, za które go trzymała

Gdy szła czerwonym dywanem, którego uścielały płatki róż rozsypywane przez jej siostrzenicę. Widziała wszystkich widziała bardzo dokładnie. Przy białych krzesłach rozstawionych po obu stronach widziała szwagra Johna z dziewczynkami, Rosalie z Mattem, Davida z Natalie, spojrzała w stronę Jimma, siedział chyba w piątym rzędzie zaraz obok Riri i mogłaby przysiąc, że trzyma ją za rękę. Dalej Patricia z Denisem, adopcyjni rodzice Faith, Ola z Tayem, Edyta z Piotrkiem, zaprzyjaźnione fanki, rodzeństwo Paddyego i wielu wielu innych. Spojrzała na Paddyego, czuła się tak bezpiecznie. Sami najbliżsi, tata u boku, a przed nią ten jeden i jedyny. Za jego plecami stał Angelo dumnie odbywając rolę drużby, a z drugiej strony Sarah czekająca na nią. Miała łzy w oczach widząc ją z Philipem… Ojcem… Jej wzrok w końcu spotkał się z Paddym. Popatrzyła w jego błyszczące granatowe oczy i nie spuszczała z niego wzroku do czasu aż Philip nie odprowadził jej pod samo jego ramie.

  • Wiesz, że będę o nią dbał – szepnął do Philipa

Uścisnął dłoń Paddyego i skinął głową, a ten złapał przyszłą żonę za rękę, uśmiechnął się i puścił jej oko. Ceremonia była piękna. Pogoda dopisała na zaślubiny na otwartym powietrzu. Przyszedł czas na przysięgę, którą zdecydowali się napisać samodzielnie.

  • Ostatnie miesiące były dla nas bardzo trudne – zaczął Paddy łapiąc dłoń Vivian w swoją – Przez ostatnie tygodnie intensywnie nadrabialiśmy stracony czas. Każdej nocy zastanawialiśmy się jak ta chwila będzie wyglądać i modliliśmy się, aby było idealnie. Zdaję sobie sprawę, że nie wiadomo jakbyś planowała cokolwiek, zawszę zdarzy się coś, co się nie uda, co wyjdzie źle, nie tak jak się to planowało, ale to też jest tym, co sprawia, że życie jest ekscytujące, a ja nie chce, aby moje życie przy Tobie było doskonałe, bo chce spędzać przy Tobie te dobre i złe chwilę, chce mieś wszystkie wspomnienia takie jak te, kiedy zwyzywałaś mnie za zniszczenie bluzki, jak wpadałaś w moje ramiona, i te jak w nich się śmiałaś i płakałaś. Więc to moja przysięga, muszę to powiedzieć – uśmiechnął się – aby to miało więcej sensu. Zatem przysięgam Ci, że nie ważne, co się wydarzy, nie ważne jak się wszystko pokręci zawszę będę Twoim oparciem. Obiecuję spędzić z Tobą to szalone życie, zawsze przy Twoim boku i zawsze trzymając Twoją dłoń. Może tego nie powiedziałem, ale wiedziałem, że Cię kocham już na samym początku, byłem przerażony tym jak silne są moje emocje. Gdy uczyłem się Ciebie, nie mogłem uwierzyć przez ile przeszłaś. Najlepszą decyzją, jaką podjąłem to przelanie moje całej miłości na Ciebie. Ślubuję Ci, że nasze życie będzie wypełnione pięknymi chwilami. Oddaje Ci moje serce, poświęcam Ci moje ciało, przyrzekam kochać Cię, aż do śmierci, a nawet i po niej. Zatem Ja Michael Patrick Kelly biorę Ciebie Vivian Moore za żonę I ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńska oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
  • Modliłam się każdej nocy, aby znaleźć idealnego mężczyznę, który nie tylko pokocha mnie – łza jej spłynęła po policzku – Ale takiego, który pokocha też moich przyjaciół, i moją córkę, która w końcu jest ze mną, a Bóg zrobił o wiele więcej niż odpowiedział na moje modlitwy – przetarła łzę z policzka – Pokazałeś mi czym jest prawdziwa miłość i nie tylko kochając mnie, ale walcząc o mnie, tłumacząc i pokazując gdzie tak naprawdę jest moje miejsce. Obiecuję Ci, że nie tylko będę Twoją żoną, ale będę również Twoją najlepszą przyjaciółką, obiecuję nie wycierać więcej niechlujnie nosa rękawem od bluzy, bo wiem, że doprowadza Cię to do szału – zaśmiała się przez łzy a Paddy i goście też się zaśmiali – Dziękuję za wybranie mnie na swoją żonę. Dziękuję za walkę, która stoczyłeś, za to, że pokazałeś, czym jest prawdziwa miłość i naukę wiary w to, co w życiu najważniejsze. Wyobrażam sobie i wiem, że będziesz najlepszym ojcem i już się nie mogę doczekać jak nasza rodzina się powiększy. Obiecuję więcej się nie bać, marzyć z Tobą, świętować z Tobą i iść przy Twoim boku podczas podróży, którą właśnie zaczynamy, na dobre i na złe i obiecuję Cię kochać do czasu, aż moje serce się zatrzyma a nawet i dłużej. Ja Vivian Moore biorę Ciebie Michaelu Patricku Kelly za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńska oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci
  • Vivian przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego
  • Paddy przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego

Ceremonia była piękna, a gdy padły słowa „Ogłaszam Was mężem i żoną” Paddy z uśmiechem złapał Vivian w pasie, odchylił do tyłu i namiętnie pocałował. Wszyscy bili brawo, łzy wzruszenia spływały po policzkach gości. Tego dnia wszelakie troski odeszły na dalszy plan, każdy był szczęśliwy, każdy się uśmiechał, a ta dwójka pomimo tylu przeciwności losu została związana świętym węzłem małżeńskim na zawsze…

Z ceremonii goście pojechali wynajętymi autobusami na salę weselną, natomiast Paddy i Vivian mieli na miejsce dojechać jako ostatni, jak już wszyscy goście będą na miejscu. Mieli zatem chwilę wytchnienia, chwilę dla siebie.

  • Kocham Cię wiesz – powiedziała kokieteryjnie
  • I ja Cię kocham – raz jeszcze zatopił swoje usta w jej ustach

Rozproszył ich klakson samochodu, oznaczający, że nadszedł czas na przyjęcie weselne. Uśmiechnął się, złapał ją za dłoń i skierowali się ku białemu kabrioletowi.

*

Gdy dojechali pod salę weselną goście czekali już przed wejściem, gdy wychodzili z samochodu na drogę usłaną białymi płatkami róż goście sypali ryżem wesoło życząc stu lat młodym. Gdzieś w tłumie dojrzał twarz. Była w ciemnych okularach i w chuście na głowie, mignęła mu tylko, ale ją rozpoznał, rozejrzał się jeszcze raz nerwowo, ale nigdzie jej nie było, jakby zapadła się pod ziemię.

  • Wszystko w porządku kochanie? – zapytała
  • Tak, tak… – odpowiedział

Stali przed schodami na salę, goście wesoło śpiewali młodym. Nagle rozległ się przeraźliwy huk. Paddy zdążył jedynie się przesunąć wydając z siebie krzyk. Po czym padł na kolana. Zza mgły, która pokryła jego oczy widział ją z daleka jak upuszcza srebrny przedmiot na ziemię i znika w tłumie „Zatrzymajcie ją!!! Zatrzymajcie ją!!!” Usłyszał jeszcze słowa. Uchronił swoją żonę przed śmiertelną kulą, ale siebie uchronić nie zdążył. Diana. Wróciła i się zemściła… Nagle zrobiło się ciszej, spokojniej i chłodniej. Upadł na plecy a piekący ból na brzuchu zdawał się być coraz słabszy. Widział jej zarys klęczącej nad nim, krzyczącej coś, płaczącej.

  • Nie płacz – powiedział resztkiem sił – Zawsze Cię będę kochać.

A jego powieki stały się ciężkie, jakby ważyły 500 ton. Zamknął oczy.

Jej biała suknia ślubna przesiąknęła gęstą, czerwoną cieczą. Klęczała nad nim krzycząc, szlochając, błagając, aby jej nie zostawiał, ale powiedział jedynie kilka słów i zamknął oczy. Odszedł. Odszedł i ją zostawił. Samą.

  • Nieeee….!!! – płakała z twarzą przyłożoną do jego zakrwawionego brzucha

Z jej gardła wydzierał się głośny, ochrypły krzyk największej rozpaczy. A On leżał tam na ulicy i się nie ruszał. Gdzieś z tyłu Matt i David biegali przed kościołem jak oszalali, dzwonili po karetkę, coś krzyczeli. Ale dla niej świat przestał istnieć, wszystko się działo jak w zwolnionym tempie. Krzyk… Płacz… Lament… Popłoch…

***

Gdy obudził się w hotelu Agape cały spocony całe życie przeleciało mu przed oczami. Zaczął analizować, myśleć, co zrobił źle, co dobrze. Gdzieś pod powiekami pojawił się obraz długich ciemnych włosów i ciemnych oczu, który coraz bardziej się zacierał. Próbował wytężyć myśli, przypomnieć sobie, ale obraz coraz bardziej się zamazywał… Te oczy… Te oczy były coraz mniej wyraźne… Kim była ta dziewczyna?

***

Gdy otworzyła oczy, jej przyjaciel Matt właśnie pochylał się nad nią głaszcząc delikatnie po policzku. Mrugnęła kilka razy i rozejrzała się po miejscu, w którym się znajduje, po ich małym mieszkaniu. W jej oczach zagościł smutek, gdy wróciła wzrokiem na przyjaciela. Chciała gwałtownie podnieść głowę, ale zorientowała się, że leży na podłodze

  • Shhh – syknęła – kładąc dłoń na potylicy
  • Spokojnie – Matt położył dłoń na jej ramieniu – Porządnie się uderzyłaś, gdy upadłaś z parapetu wieszając zasłony
  • Paddy! – krzyknęła zamroczona
  • Co? – popatrzył zdezorientowany
  • Paddy! Co jest z Paddym?
  • Kim? – Matt patrzył na nią z lekkim przerażeniem w oczach

Jeszcze raz rozejrzała się ze smutkiem po starym mieszkaniu, na kanapie leżały rzeczy Matta, a Oni byli tam gdzie się wszystko zaczęło. Ich małe mieszkanie.

  • Który dzisiaj jest – wydukała ze smutkiem
  • 27 styczeń – odpowiedział
  • 27 styczeń…. Ale który rok? – zamknęła oczy
  • 2014 – powiedział przyglądając się z troską przyjaciółce – Wszystko ok.?

Powoli zaczęło do niej dochodzić, że nic co się wydarzyło przez ostatnie półtorej roku nie miało miejsca, że to półtorej roku w ogóle nie istniało. Usiadła na podłodze i spojrzała w okno

  • Viv, wszystko ok.? – ponownie poczuła jego rękę na ramieniu

Niewiele się odzywała. Powoli do niej dochodziło, że ten piękny sen zakończony ogromną tragedią się skończył. Matt nie wypytywał, patrzył tylko podejrzliwie na przyjaciółkę. Zrobił im po kubku gorącej czekolady. Usiedli w kuchni, gdzieś w tle migał telewizor. Zabrała swoją porcję pachnącego napoju i otulona kocem podeszła do okna. Ciemność okryła już swym płaszczem budynki i ulice pozostawiając jedynie poświatę oddalonych od miast latarni, pod których załamanym światłem widać było coraz to większe płatki śniegu opadające na ciemne aleje, powoli rozświetlając ulice i budynki miasta. Patrzyła jak Budapeszt pokrywa kołdra białego puchu.

  • Vivian! – rozmyślenia przerwał Matt – Choć tu szybko!

Położyła kubek na komodzie obok okna, zrzuciła polarowy koc i podeszła wolnym krokiem do przyjaciela.

  • Matt, co się dzieje? Dlaczego krzyczysz? – zapytała
  • Vivian popatrz! – znowu krzyknął – Jesteśmy w Budapeszcie a za tydzień grają Oni!!! Masz wszystkie ich płyty, które od Ciebie pożyczam odkąd sięgam pamięcią. Musimy tam być!!!

Zamyśliła się. Zdawało się, że już kiedyś słyszała te słowa, Matt natomiast pośpiesznie otworzył laptopa i zaczął szukać biletów na koncert Pearl Jam

  • Vivian! Bilety idą jak świeże bułeczki, kupuje je od raz, bo jutro nic już pewnie nie zostanie – wykrzyczał

Stała i wpatrywała się z przerażeniem w zachowanie przyjaciela, które wydawało jej się tak bardzo znajome… Nie pamiętała tego tak dokładnie, ale jednak… Jednak była pewna, że to, co się działo teraz, że… Że już to słyszała… „To nie możliwe” pomyślała „De javu…”

Kolejne dni utwierdzały ją w fakcie, że ma rację; sparaliżowane miasto śniegiem, zamknięcie gazety i ten koncert… Mijały tygodnie… Obraz jej się coraz bardziej zacierał i zaczęła wierzyć w końcu w to, że to wszystko to tylko jej wyobraźnia… Koncert Pearl Jam. Poszła na niego, ale żeby nie kusić losu z bankietu nie skorzystała mimo iż Matt ją usilnie namawiał… Miała obawy, i wcale nie obawiała się o czerwona plamę z wina na swojej kremowej bluzce, ale tego, że gdzieś zobaczy czerwoną bejsbolówkę, katanę i te granatowe oczy…

  • Matt? – zapytała, gdy wracali z koncerty?
  • Hmm?
  • Myślałeś o tym, aby ściągnąć tu Davida? Wydaje mi się, że przydałoby się mu nasze towarzystwo…
  • Davida? Mojego brata? Tego ochlapusa?
  • Yhym – skinęła głową – Jaki by nie był to w końcu Twój brat…
  • Sam nie wiem mała… Zastanowię się ok.?
  • Nie ma problemu – uśmiechnęła się – I jeszcze jedno…
  • Tak?
  • Do nas przyjedzie Rosalie…
  • Rosalie… – pokiwał głową – pamiętam jak się w niej podkochiwałem na studiach…

*

Gdy wróciła do domu odpaliła laptopa i wpisała w wyszukiwarkę „Michael Patrick Kelly,” ale ta jej niewiele pokazała. Wikipedia parę stron fan clubów z biografiami i to wszystko. Wpisała w końcu „Paddy Kelly”, „No tak” – pomyślała – „Przecież On później zmienił imię”. Wyświetliły się jego zdjęcia. Gdy go zobaczyła, była pewna, że go zna, że ten sen to nie był zwykły sen, że to wydarzyło się na prawdę. Dojrzała też, że jutro – pierwszego marca ma koncert w Budapeszcie. Niewiele się zastanawiając kupiła bilet, a kolejnego dnia stała już pod domem kultury w Budapeszcie. „Paddy Kelly – Solo & Unplugged” – taki napis widniał na ścianie. Weszła do środka pod drzwiami przepychała się masa rozhisteryzowanych fanek. Zajęła miejsce z boku i czekała, aż drzwi się otworzą… „Sven” – powiedziała pod nosem, gdy mały człowieczek otworzył drzwi i zaczął wszystkich wpuszczać pokrzykując, doskonale pamiętała ten skrzeczący głos. Zajęła miejsce w ostatnim rzędzie, serce waliło jej jak młotem, a gdy zgasły światła i dojrzała jego cień za oświetlonym, białym prześcieradłem głośno przełknęła ślinę i zamknęła oczy. Strach. Znowu ogarnął ją strach. Powoli rozchyliła powieki i raz jeszcze spojrzała w kierunku sceny, gdzie stał i śpiewał. Zdawało jej się, że patrzy na nią, ale czy to w ogóle było możliwe? Czy byłby w stanie wypatrzyć ją w takim tłumie a do tego w ostatnim rzędzie? A nawet gdyby… Przecież jej nie znał.

Gdy koncert dobiegł końca, czekała aż ludzie opuszczą salę widowiskową, aby się nie pchać, nie gnieść, a gdy już się przeludniło podniosła swoją torebkę z podłogi i skierowała się ku wyjściu. Opuszczając salę poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Gdy się obróciła, myślała, że zemdleje. Stał za nią i patrzył na nią swoimi granatowymi, błyszczącymi oczami.

  • Przepraszam czy my się znamy? – zapytał
  • Nie sądzę… – spuściła zawstydzona głowę – Jestem…
  • Vivian. – dokończył za nią.

Spojrzała na niego pytająco, nie wiedziała, co się właśnie stało, myślała, że już całkowicie oszalała, że coś jej się stało, ma jakąś paranoję, albo jest już całkowicie obłąkana.

  • Tak. Vivian – odpowiedziała w końcu zachrypniętym głosem
  • Nie wiem skąd to wiem, ale coś mnie do Ciebie ciągnie… – patrzył na nią przenikliwie – Jakbym Cię znał – dodał… – Też to czujesz?

Nic nie odpowiedziała. Skinęła jedynie twierdząco głową. Chwile jeszcze stali na sali widowiskowej i przyglądali się jeden drugiemu. Zarówno Ona jak i On znali się, ale nie z prawdziwego życia, a jednak jakaś niewidoczna siła przyciągała ich do siebie z niezmożoną siłą.

  • Może to dziwnie zabrzmi… – milczenie przerwał granatowooki – Miałabyś ochotę wyskoczyć ze mną na kawę?
  • Teraz? – zapytała
  • Yhym – skinął głową i przygryzł dolną wargę.

Poczuła motyle w brzuchu, w głowie jej się zakręciło i niczego nie była w tym momencie tak pewna jak dwóch rzeczy, że przepadła w jego granatowych oczach i że na nic nie miała w tym momencie tak wielkiej ochoty jak na kawę.

  • Z przyjemnością – odpowiedziała

Uśmiechnął się, podniósł łokieć do góry rzucając żartobliwe „Madame” a chwilę później zniknęli już pochłonięci rozmową za drzwiami małej kawiarni. Tej kawiarni.

***

Czy w śnie może się spotkać dwójka ludzi? Czy mogą zakochać się w sobie tak bardzo, że pomimo, iż się nie znają, pomimo przepaści, odległości i różnic ich dzielących spotkają się się w rzeczywistości? Czy można kochać tak bardzo, aby miłości nie przezwyciężyło życie, strach i wszelkie hamulce? Chyba jednak można…

 

***KONIEC***

 

KILKA SŁÓW I PODZIĘKOWANIA

Moja przygoda z Vivian kończy się już dzisiaj. Jak odpowiadałam w pytaniach na grupie zakończenie nie każdego może satysfakcjonować i znajdą się pewnie Ci zadowoleni i Ci niezadowoleni, ale ja zakończenie miałam w głowie zanim zaczęłam jeszcze pisać więc nie linczujcie! Historia Vivian… Była to ciężka, ale i bardzo pouczająca droga. Zżyłam się z bohaterami tego Kelly-opowiadania i zżyłam się z Wami czytelniczkami. Nie macie pojęcia ile radości sprawiał mi każdy jeden komentarz, każda jedna odsłona. Chyba nie ma nic lepszego dla autora jak pytania „Kiedy kolejna część?” „Ola chyba go nie uśmiercisz? Powiedź, że tego nie zrobisz”, „Ola Oni muszą być razem” te wszystkie uwagi schlebiają na każdym kroku. Komentarze to coś, co motywuje do działania i nie ma znaczenia czy dobry czy zły komentarz ważne, że był, że kierował mną poprzez 100 części. To wy nakreślałyście fabułę, to dzięki Wam powstało 100 części (miało być 20 tak przynajmniej założyłam sobie, gdy zaczynałam pisać). Nie zapomnę tego wspaniałego uczucia, gdy patrzyłam jak się licznik przekręca na 100 odsłon, potem na 200, 300 potem 1000, 2000. Jak doszło do 10.000 to oczom nie wierzyłam. Dzisiaj jest ich niemal 25000 – dziękuję!!!

To wy stworzyłyście całą historię, to wy zmuszałyście mnie do myślenia, kombinowania, zaskakiwania Was. Hmmm… Mam nadzieję, że się udało. Właściwie jak zaczynałam pisać wiedziałam tylko tyle, że będzie to opowiadanie o Paddym, nawet imienia głównej bohaterki nie miałam, przewinęła się gdzieś tam właściwie przez moją rodzinkę – Moja siostra była w ciąży, przy samym rozwiązaniu i rozmawiałyśmy o tym, iż zdecydowała dać imię swojej córce „Liliana” – mój ojciec, uczestnik tej rozmowy natomiast mówił cały czas „Viviana, Viviana jak Julia Roberts w Pretty Woman.” Siostra się bardzo denerwowała, bo przecież wiadomo jaką rolę miała Julia Roberts w „Pretty Woman” :D, a mi natomiast się spodobała Viviana… Vivian… Potem powstał Matt… Sarah… Postacie innych bohaterów pojawiały się z biegiem czasu częściowo ja ich kreowałam w mojej głowie, częściowo Wy podsyłałyście mi pomysły. Ale też wiele z rzeczy zawartych w tym opowiadaniu wydarzyły się naprawdę, większość tych śmiesznych, a może jest ich więcej niż sama przypuszczam? Na przykład postać Rosalie… Inspiracją do tej postaci jest osoba, która też ma problemy z mężem prześladowcą. Chciałam pokazać, że można wyjść z każdej opresji, jeśli się tego chce, jeśli kiedykolwiek to przeczyta to będzie wiedziała, że strach nie jest dobrym doradcą. Wyimaginowanego Davida stworzyłam chyba dla siebie. Lubię takich niegrzecznych chłopców, mających swoje zdanie, trochę buntowniczych i takich mrocznych. Co do wyglądu i mojego typu to jest chyba postać Liama, ale to za chwilę zobaczycie na dole. Wracając do całej historii o Vivian. Z góry przepraszam Was za masę literówek i błędów, które odnalazłam jak czytałam wszystko od początku. Obiecuję, że teraz jak się skończyło siądę i poprawię, choć nie wiem czy sens jest? No, ale może ktoś kiedyś zażyczy sobie czytanie od początku. Na grupie na Facebooku umieszczę jeszcze dzisiaj kilka zdjęć bohaterów, abyście mogły sobie pooglądać jak ja to widziałam. Ciekawa również jestem jak Wy widziałyście przez całe opowiadanie bohaterów. Jeśli macie ochotę wklejajcie swoje propozycje, wizję będzie mi miło. Nie dałam się skusić, i nie zrobiłam tego, co dzieje się w każdym opowiadaniu. Od razu pojawiają się zdjęcia bohaterów. Nie twierdzę, że to jest złe czy niewłaściwe, ale według mnie całkowicie odbiera czytelnikowi wyobraźnie, to, co przy czytaniu czegokolwiek jest najważniejsze. Dlatego ja pomimo wielu próśb zostawiłam sobie tą przyjemność na koniec. Ale się rozpisałam, no tak, cała Aleksandra… Moje drogie chciałabym podziękować Wam wszystkim za wytrzymałość, cierpliwość, wyrozumiałość i przede wszystkim chęć czytania tego nudnego opowiadania (jak musiałam je przeczytać raz jeszcze to mnie zastanawiało co do cholery wy lubicie, co wam się podoba w tym tanim kiczu zakrapianym cynicznym żartem? Do tej pory się zastanawiam). Ale do rzeczy: dziękuje Wam wszystkim, każdej jednej osóbce z osobna za to, że jesteście i byłyście ze mną do dnia dzisiejszego. Chciałabym tutaj wyróżnić kilka osób, którym właściwie powinnam zapłacić za wsparcie, napędzanie i kibicowanie przy pisaniu.

Ola!!! Ty byłaś ze mną od początku, Ty przekonywałaś większość ludzi do tego by czytali, do tego by zajrzeli na stronę Vivian. Reklamowałaś Vivian na innych blogach i grupach, jeszcze wtedy nie znając mojej tożsamości, którą chciałam skrzętnie ukryć. Ty dałaś komentarz jako JEDYNA pod każdą jedną częścią; na początku mocno mobilizując mnie do pracy, wyoślając błędy śmiejąc się z niektórych używanych przeze mnie słów takich jak. „katana” a na koniec zachwycając się i dając kopniaka do dalszego działania. Dziękuję zatem Olu za każde słowo. Dziękuję Ci też za świetną przygodę z Hanvivem! Śmiechu miałam co niemiara pisząc z Tobą te wszystkie zabawne dialogi, o Paddym co się stukał w głowę, o Tayu, który niemal wjechał w krzaki. Przy pisaniu piosenki zaręczynowej i w ogóle całym tym łączeniu, które sprawiło mi taką frajdę, że chyba tylko Ty jesteś w stanie to zrozumieć, robiąc dokładnie to samo u siebie! Oleńko!!! Jeszcze raz dzięki!

Dziękuję Bonsai83 za wiarę w Padzika i upartą walkę, za podtrzymywanie rozmowy na grupie i za największą liczbę Twoich komentarzy właśnie tam! Za wsparcie i często miłe słowa, za łzy wzruszenia i za śmiech, za każde „dziękuję’, które mi napisałaś po części teraz ja Tobie dziękuję z całego serca!!! Edycie za wystąpienie z mężem w Hiszpanii, za pomoc w pisaniu reakcji Riri na Jimma, za to, że wspierałaś, a komentarzami łechtałaś nieraz moje ego tak bardzo, że musiałam sobie zajarać i zrobić drinka jak czytałam Twoje komentarze, Anecie (występującej również pod pseudonimami: Lisek, zabójca Lajkonika, wkurwiony Lisek, zadowolony Lisek) za wszystko; za nienawiść do Lajkonika i Diany za komentarze na bloku i grupie za wsparcie, a głownie za posiedzenia w kuchni przy fajce. One More Song kochana!!!! Riri za wsparcie, gościnne wystąpienie w dwóch częściach, a właściwie trzech, mam nadzieję, że dobrze Jimma ugościłaś w Katowicach??? Dzięki!!! Kochane byłyście przy mnie, dawałyście wiarę w to, co robię, zasypywałyście mnie komplementami. KOCHAM WAS za to!!! Dziękuję również Carol za to, że przy melisce, ale dałaś radę i wytrzymałaś, za konstruktywne i rzeczowe komentarze, za to, że byłaś na blogu i na grupie! Betsy za szczere i często śmieszne komentarze, po których nie raz oplułam telefon. Aleksandra-Frankfurt am Main za zwrócenie uwagi na różnice kulturowe! Marusia za to, że czytałaś w moich myślach, za podobne gusta muzyczne (nigdy nie zapomnę o Jacku White i Pearl Jam Crazy Mary)!!! Jesień kochana Tobie, głównie za jeden komentarz najbardziej, ten, co mnie podbudował i sprawił, że uwierzyłam, że mogę pisać dalej. Ty wiesz… Mojej siostrze Sis (eM, eMsI), że pomimo, iż fanką nie jest to darła pyska na Stille Nacht bardziej ode mnie ;) I oczywiście za to, że czytała!!! Kocham Cię siostrzyczko!!! I wszystkim pozostałym: Monika, Kacha, Clarissa, Aśka88, Kasik, Ania, Ploteczka, Aga, dzaga10713, Marta, Maja, Marzena, Ala, Agila, Alien, Joanna, Hanka, Melania, , Minimini, Hania. Oraz wszystkim tym, które czytały anonimowo!!! Wam też dziękuję, że dobrnęłyście ze mną do końca!!! Wszystkim Wam bardzo dziękuję!!! Jeśli kogoś pominęłam, przepraszam! Możecie śmiało hejtować w komentarzach lub upominać się o wyróżnienie. Każda z Was na nie zasługuje. Każdej wręczyłabym medal i wybudowała pomnik gdybym tylko mogła!!! Vivian żyła nie dzięki mnie tylko dzięki Wam. To wy byłyście, baaa jesteście maszyną, którą napędza ten cały fanficowy czar!!! Ludzie!!! Inne autorki!!! Takich czytelników Wam właśnie życzę, takich jak ja miałam, bo każdy był swoistą indywidualnością, ale wspaniałą!!!

Łza mi się w oku kręci, że to już koniec. Może kiedyś powrócę z czymś nowym, z czymś zupełnie innym. Nie wiem, zobaczmy, ale na pewno I’LL KEEP YOU POSTED!!! Dzięki wariatki raz jeszcze!!!

A na deser poniżej bohaterowie jak mniej więcej ja ich widziałam. Oczywiście MNIEJ WIĘCEJ!!! Bo na przykład takiego Davida, jakiego ja sobie wyobrażam to nie znajdę nigdzie… Wrrrr… Poniżej zdjęcia, więcej zdjęć na grupie na Facebooku. Jutro tutaj wrzucę też więcej fotek. Zapraszam wszystkich na grupę na drineczka pożegnalnego! Miłego oglądania i do następnego!!! HASTA LA VISTA!!!

BOHATEROWIE

VIVIAN

Free-Rachel-Bilson-Wallpapers-4

1ca1aafe3281d0dcd_Rachel-Bilson kinopoisk.ru

PADDY

14939_957953404222987_729183647379872672_n 11178420_10202864353329704_874937077_n 1044065_4402187992682_1205497783_n

VIVIAN I PADDY

padviv3 padviv4padviv1

MATT

485069-alex-pettyfer 90cbf74c4b91abf794fbd8e9fadbca6c 1568cff93824f8fb51e7ccfe52fc465b

DAVID

Daniel-Gillies (1) Daniel-Gillies-Wallpaper-daniel-gillies-29420394-1024-768 db27eb69ef83210b25195aa7abc68198

ROSALIE

Emily Bett Rickards makes a face at the Hollywood Foreign Press Association party **NO Australia, New Zealand** Emily Bett Rickards 497ba77f11131244db812f0e5ad31689 Emily_Bett_Rickards

LIAM

ian-somerhalder-gq-may-2010 381501-ian-somerhalder Ian+Somerhalder+Elton+John+Foundation+Benefit+TuAXP8Z5-6tl

JULIA

Steve Granitz "Burlesque" Los Angeles Premiere - Red Carpet AnnaLynne+McCord+Kellan+Lutz+dating+Y49AzDf_EPYl

DIANA

4b279fa83995968437cb3d41d5bfed3c Adriana-Lima_Chgo_2010-12-10_photoby-Bielawski adriana-lima-profile

MERCY

rose-mcgowan-ginger-1809379049 charmed-rose-mcgowan-paige-charmed-dvdbash-1509648125 rose-mcgowan-1723178946 

SARAH

erica_durance_1270229557 (1) 2787_erica_durance The CW Network Summer TCA Party - Arrivals

FAITH

2244151_1323880899693.09res_199_300 177342.1 1775610_1311241182133.09res_266_400

NATHAN

ZQ-Widescreen-Wallpaper-zachary-quinto-11538007-2560-1600 zachary-quinto-heroes-reborn zachquinto4 (1)

OLIVIER

joseph-morgan-dermaphoria-movie-casting joseph-morgan-lips1 c3e68ad400060ad950e8937d

PHILLIP

932705-george-clooney  8

PANI MOORE (MAMA VIV)

image-1-jpeg sarandon_silenced susan sarandon

JOHN (MĄŻ SARAH)

austin-nichols-lips-02 a6f1b69efc21d104ddc7fa42747cc780 Austin_Nichols

NATALIE (DZIEWCZYNA DAVE’A)

ASHLEY GREENE at Moscow's DKNY Fashion Show 6aedbbd51fb577e0fae98361f20596e3 7001569-ashley-greene-hd

JOELLE

paddy-kelly_hochzeit_04 (1) big_f143fd8b79_zps163ee443 paddy-kelly_hochzeit_01

OLA I TAY

OLA i TAY

EDYTA I PIOTREK

63915_635240949827514_62874656_n

RIRI I JIMMY

ririjim

ROZDZIAŁ XCIX – Beautiful Soul

*

Mijały dni, Jimmy nadal był w Katowicach i jak na razie nic nie zapowiadało jego powrotu. Potrzebował spokoju, potrzebował odetchnąć, więc nikt nie naciskał na jego powrót. Sprawa rozwodowa dała mu w kość, ciężko mu było uwierzyć, że jego żyrafka tak z nim postąpiła, ale musiał ruszyć do przodu, musiał w końcu się z tym uporać i odetchnąć, a miejsce gdzie nie ma innych problemów wydawało się najlepsze. Vivian i Paddy nie mogli nacieszyć się swoim towarzystwem, ciągle mieli wrażenie, że przez te miesiące tyle ich ominęło, więc nie marnowali czasu. Paddy od razu wprowadził się z powrotem do domu przyjaciół, a każdą możliwie wolną chwilę spędzali razem. Cieszyli się sobą, byli szczęśliwi. Pozytywna energia tak ich owładnęła, że mogliby nią obdarować miliony ludzi. Dzięki ich nastrojowi w domu panowała fenomenalna, radosna atmosfera, a ich dobry humor udzielił się nawet Davidowi. Jak cudownie się patrzyło na tą dwójkę, która nie widziała świata poza sobą. Każdemu życie zaczęło wracać na dobry, ten właściwy tor. Vivian i Paddy niemal dryfowali nad ziemią ze szczęścia, Matt i Rosalie planowali rodzinę, a David zakochał się w Natalie… Trzeba przyznać, że ta ładna dziewczyna dorównywała charakterkiem Davidowi i już nie tak łatwo rządziło mu się swoją nowo wybraną kobietą; teraz to Ona wiodła prym. Matt i Rosalie pochłonięci byli przygotowywaniami do powiększenia rodziny i pomimo iż brzuszek Rosalie był ledwie zauważalny ta dwójka miała już niemal wszystko zaplanowane. W ciągu kilku dni Matt się oświadczył a ich związek przybrał bardziej formalny charakter. Początkowo rozmawiali o przeprowadzce, ale Vivian i David skutecznie im to wybili z głowy, W domu było na tyle miejsca, że nie trzeba było szukać im innego mieszkania. Poza tym lepiej spożytkować pieniądze na dziecko… Faith coraz częściej odwiedzała matkę i jej przyjaciół. Czuła się dobrze w ich towarzystwie, do Vivian i Paddyego miała przyjechać na całe wakacje. Paddy również odnalazł wspólny język z młoda damą, ale jej faworytem i tak pozostał Matt…

*

Był sobotni ranek. Pogoda na zewnątrz zachęcała promieniami słonecznymi do spaceru. Wszyscy już wstali, Vivian ścieliła łóżko w swojej sypialni, gdy do pokoju wszedł radosny Matt.

  • Był kurier – wręczył Vivian duże białe pudło – Ta przesyłka jest dla Ciebie
  • Dla mnie? – zdziwiła się

Gdy Matt opuścił sypialnie, położyła białe pudło na łóżku i pociągnęła za różową wstążkę, po czym podniosła wieko do góry

  • Suknia ślubna – powiedziała do siebie

Tak ją pochłonął Paddy, że zapomniała zadzwonić do salonu i zrezygnować z sukni… Od razu wróciła myślami do Liama. Przykro jej się zrobiło. Zaraz po rozstaniu obsadził nowego prezesa w Budapest Enterprise a sam wyjechał z Budapesztu i słuch o nim zaginął. Usiadła na łóżku i wyciągnęła biała suknie z pudła, położyła na kolanach i przyglądała się ze smutkiem doszytym kryształkom. Spojrzała raz jeszcze do pudełka, ale oprócz sukni coś znajdywało się na jego dnie, jakaś kartka. Odłożyła suknię obok siebie na łóżku i sięgnęła po kartkę. Rozłożyła elegancki papier na kolanach i zaczęła czytać.

Vivian… Nie miałem odwagi się pożegnać, nie miałem również odwagi przyznać się przed Tobą i samym sobą do tego jak wiele dla mnie znaczyłaś. Nauczyłaś mnie współczuć, nauczyłaś mnie czuć, nauczyłaś mnie kochać. Otworzyłaś mi oczy na ludzką krzywdę i cierpienie. Nie jestem na Ciebie zły, że wybrałaś Paddyego, jestem zły na siebie, że nie jestem człowiekiem, którego da się tak kochać, że nie byłem wystarczająco dobry dla Ciebie. Ale nie tracę nadziei, wierzę, że gdzieś tam czeka na mnie jakaś wspaniała osoba, która zawróci mi w głowie jak Ty. Wierzę… Paradoks prawda? Ja Liam Hart wierzę w miłość! Kiedyś nie wierzyłem w nic oprócz pieniędzy, a dzisiaj… Dzisiaj wiem, czym jest życie, wiem czym jest miłość i krzywda ludzka. Nauczyłaś mnie tak wiele, nauczyłaś mnie, że w życiu jest wiele ważniejszych wartości od pieniędzy. Dlatego wyjechałem. Wyjechałem do Afryki, obecnie przebywam w Kenii buduję tu szkolę dla dzieci. Dzieciaki są wspaniałe, a krajobraz zapierający dech w piersi – spodobałoby Ci się. Nie uwierzyłabyś, jaka bieda tu panuje, trzeba tym dzieciakom pomóc, a ja mam na to wystarczająco środków. Dzisiaj jestem tutaj, a jutro nie wiadomo gdzie mnie nogi poniosą… Wiem jedno, już nie będę spędzać tyle czasu w biurze. Wiele osób potrzebuje moich pieniędzy, wiele osób potrzebuje mojej pomocy, a ja mam w sobie wiele siły i determinacji, aby im tą pomoc dostarczyć. Ale do rzeczy! Każdego z nas pochłonęło coś innego po rozstaniu i gdzieś po drodze zapomnieliśmy odwołać ślub. Nie pożegnałem się z Tobą, ale mogę Ci dać ostatni prezent: termin ślubu jest zaklepany, ślub i wesele opłacone, w ręku trzymasz suknie, nazwisko Pana młodego też zmieniłem. Więc szykuj się, bo wychodzisz za mąż! I nie płacz! Znam Cię wiem, że płyną Ci łzy jak grochy po policzkach! To mój prezent dla Was! A Ty w zamian za to bądź szczęśliwa!

Twój LH

Ze łzami w oczach czytała słowa Liama. Wiedziała, wiedziała od samego początku, że ma w sobie pokłady uczuć. Wystarczyło tylko znaleźć do nich drogę.

  • Dzięki Liam – uśmiechnęła się i niechlujnie wytarła nos rękawem

Złożyła suknie, zapakowała do pudła i schowała na dnie szafy. Po czym opuściła sypialnie i udała się do salonu, z którego dobiegały wesołe dźwięki. Sobota. Wszyscy wesoło ze sobą rozmawiali, śmiali się i planowali wieczorem grilla, wesoło i luźno dyskutowali i wybierali imię dla nowego członka ich rodziny.

  • Alfred – Matt zrywał boki – Chyba Cię braciszku zdrowo popierdoliło jeśli myślisz, że dam mojemu synowi na imię Alfred!

Pokładali się ze śmiechu na propozycję Davida. Skąd On w ogóle czerpał takie pomysły? Gdy weszła do pokoju śmiech zastygł. Paddy spojrzał na Vivian, od razu wiedział, że coś się stało, że coś chce powiedzieć.

  • Co to za paczka? – zapytał podejrzliwie Matt
  • Prezent od przyjaciela – uśmiechnęła się Vivian
  • Od przyjaciela? Uuuu – żartowała Rosalie
  • Tak. – skinęła głową uśmiechając się – I właściwie mam do Was pytanie… Co robicie za tydzień w sobotę?
  • (…) – patrzyli na nią pytająco
  • Co byście powiedzieli na wesele? Co powiesz Paddy na ślub? Chcesz zostać moim mężem za tydzień? – uśmiechnęła się.

ROZDZIAŁ XCVIII – Who’ll Come With Me

Siedziała w kuchni na krześle, twarz opierała na dłoniach złożonych w pięści. Myślała. Układała w głowie całą przemowę, próbowała dobrać jakieś odpowiednie słowa, aby wyjść z tej patowej sytuacji, aby wszystko jeszcze jakoś odkręcić. Ale jak odkręcić nie krzywdząc kogoś po drodze? Jak można zniszczyć czyjeś marzenia dlatego, że wcześniej dokonało się złych wyborów? Przecież to takie egoistyczne. Kochała ich obu; Liam – idealny kandydat na męża, przystojny, dobrze zbudowany, świetnie ustawiony we wszechświecie, dbający o nią, nie zadający milionów pytań mężczyzna, o jakim marzyła wtedy, kiedy Nathan uderzył ją po raz pierwszy… Marzyła o bezpieczeństwie, stagnacji i spokoju. Paddy – no jego widok się rozpływała. To była ta jedyna i prawdziwa miłość, kochała pomimo wszystko i na przekór wszystkiemu. Fajerwerki, motyle w brzuchu i ciągła ekscytacja. Ta jedyna prawdziwa miłość; szalona, beztroska i tak cholernie podniecająca.

Myślała w końcu musiała się zdecydować, podjąć decyzję, z którym pójdzie przez życie, ale decyzja ta musiała być ostateczna. Jeden z nich musiał odejść na zawsze, musiał zniknąć, aby nie cierpieć i nie pozwolić nigdy jej zmienić tej decyzji. Postanowiła. Najpierw pojedzie do tego, z którym zakończy całą sprawę, potem pojedzie do tego, z którym będzie chciała zostać przez resztę życia.

***

Paddy siedział na ganku i pochłonięty był czytaniem jakiejś książki. Gdy tylko usłyszał trzask zamykanych drzwi w samochodzie podniósł wzrok i spojrzał na Vivian. Odłożył książkę na drewnianym stole i przyglądał się jej zmierzającej w jego kierunku. Niewiele zdradzała swoim zachowaniem; jej mina nie wyrażała żadnych emocji, a wzrok błądził gdzieś ewidentnie unikając jego spojrzenia. Bez słowa weszła dwa stopnie na werandę i zajęła miejsce tuż obok niego na ratanowej, miękkiej kanapie. Nie odzywała się ani słowem, ta świadomość, jej zachowanie doprowadzało go do szaleństwa wiedział, że nie przyjechała na kawę, ani na jakieś tam „pogaduchy”, wiedział, że podjęła decyzję, a jej obojętne zachowanie nie zapowiadało nic dobrego. Dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu. Ona zapatrzona w swoje dłonie, którymi nieustannie się bawiła a On miał wtopiony wzrok gdzieś w krajobraz. Siedział rozluźniony opierając głowę na ścianie, zewnętrznie nie dało się po nim poznać zdenerwowania, ale w środku wręcz kipiał z niepewności. Jego dłonie spokojnie spoczywały wzdłuż jego ud, a serce waliło jak oszalałe. Milczała. Ten dźwięk ciszy był nie do zniesienia. Kontem oka widział jak się denerwuje, jak bawi się własnymi palcami wpatrując się we własne dłonie.

  • Podjęłam decyzję – powiedziała zachrypniętym i ściszonym głosem

Ledwo dosłyszał jej słowa. W jej głosie dało się wyczuć: ból, ale i pewność. Wiedział, że decyzja, jaką podjęła jest tą ostateczną, że już nie zmieni zdania. Czuł, że nie wybrała jego, że stracił ją na zawsze. Ale czy miał prawo mieć do niej pretensję? Czy miał prawo winić ją za wybór, jakiego dokonała? Nie miał prawa. I przyrzekł sobie, że jeśli wybrała Liama, On wyjedzie z Budapesztu i nigdy nie wrócił. Olbrzymia kula goryczy tkwiła mu w gardle, nie miał już dużej siły. Miał ochotę gorzko zapłakać, paść do jej stóp i błagać ją, aby jeszcze raz przemyślała swoją decyzję, ale przecież przyrzekł sobie. Przyrzekł, że pozwoli jej dokonać wyboru, nie będzie naciskał i odejdzie… Odejdzie, jeśli nie wybierze jego. Milczał jeszcze chwilę, chciał jak najdłużej odciągnąć ten moment prawdy, mógłby z nią tak siedzieć na tej werandzie całą wieczność, byle by nie usłyszeć słów, które miały za chwilę paść.

  • I co postanowiłaś? – zapytał równie cicho patrząc w dal

Jeszcze chwilę milczała, po czym spuściła swoją dłoń, która swobodnie opadła koło jego dłoni. Delikatnie musnęła jego zewnętrzną stronę dłoni małym palcem. Spuścił wzrok z krajobrazu i spojrzał na jej rękę. Przesunęła ją jeszcze bliżej i bliżej, a potem zaplotła swoje palce w jego palcach. Zdziwiony i zdezorientowany podniósł wzrok i na nią spojrzał. Patrzyła na niego swoimi ciemnymi oczami. I wtedy to zobaczył. Zobaczył w nich radość, spełnienie i światło. Jej oczy się uśmiechały a cała twarz promieniała.

  • Wybrałam prawdziwą miłość… – gdy wypowiedziała to zdanie delikatnie się uśmiechnęła – a moją prawdziwą miłością jesteś Ty.

Patrzył na nią nic z tego nie rozumiał, był pewny, że przyjechała tu się z nim pożegnać, a tymczasem siedziała koło niego mówiąc mu, że to jego kocha, że to z nim chce spędzić swoje życie.

  • Serio? – tylko tyle był w stanie z siebie wykrzesać
  • Serio, serio – zaśmiała się głośno widząc jego zdezorientowanie przeplatane wielką radością

Zerwał się gwałtownie z ratanowego mebla, klęknął przed nią i zaczął całować jej dłonie. Po czym wydał dziwny, dziki okrzyk, złapał ją w pasie, Ona zaplotła nogi wokoło jego bioder a On okręcił ją wokół właśnie osi.

  • Kocham Cię – powtarzał – Kocham Cię!!! – krzyczał

GODZINĘ WCZEŚNIEJ

Przyglądał jej się. Mówiła nieskładnie, po policzkach płynęły jej łzy. Najgorszym widokiem dla niego był widok jej cierpiącej. Nic nie łamało mu serca tak bardzo jak jej ból.

  • Nie musisz nic mówić – powiedział stając przy przeszklonej szybie w swoim biurze i zatapiając wzrok gdzieś w budynkach Budapesztu – Wiem, że go kochałaś i nadal kochasz – A ja… – przełknął ślinę – Nie mam zamiaru Cię zatrzymywać.

Nie spojrzał na nią, stał tyłem i mówił tak spokojnie, jakby wygłaszał mowę na jakimś biznesowym spotkaniu. Bolało go to bardzo, ale wiedział, że siła jej nie zatrzyma. Zresztą prędzej czy później i tak by od niego odeszła. Prawda była taka, że pochodzili z dwóch różnych światów, i nie miało to szans na powodzenie już od samego początku.

  • Liam…
  • Nie musisz mi się tłumaczyć – mówił dalej spokojnie – Zawsze go kochałaś bardziej ode mnie, wiec idź i odzyskaj szczęście!. Należy Ci się to! A teraz prosiłbym abyś wyszła, mam zaraz spotkanie i muszę się przygotować.

Chciała do niego podejść, podziękować, przytulić, cokolwiek, ale jak tylko zrobiła krok do przodu, usłyszała oschłe „Do widzenia” więc się wycofała.

  • Żegnaj… – szepnęła jeszcze zamykając drzwi od biura
  • Zegnaj – odpowiedział do siebie, gdy już zamknęła drzwi, gdy już nie słyszała, a jego lazurowe oczy pokryła mgła. Zdawały się gasnąć.

***

  • I tak kończy się cała historia – Vivian się uśmiechnęła
  • Mała jestem szczęśliwy – Matt przytulił przyjaciółkę
  • Do ostatniej chwili myślałam, że wybierzesz Liama – zaśmiała się Rosalie – Ale prawdziwa miłość wygrała. Cieszę się z Twojego szczęścia – potarła jej dłonią udo
  • Mapet, czy to oznacza, że goguś się znowu wprowadza? – wtrącił David

Wszyscy się zaśmiali, a David został zlinczowany poduszkami. Siedzieli w salonie jak za starych dobrych czasów w czwórkę, jak muszkieterowie walczący dzielnie jeden za drugiego – „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!”

  • My też chcieliśmy coś ogłosić! – Rose spojrzała na Matta i się uśmiechnęła, a ten uśmiech oddał – Będzie nas o jedną osobę więcej – Rose położyła dłoń na brzuchu i delikatnie go pomasowała.

Matt pocałował swoją partnerkę w policzek i przytulił ją mocno, David zakrztusił się piwem a Vivian patrzyła na nich z otwartą buzią.

  • Będę ciocią? – klasnęła w dłonie
  • Najlepszą! – dodał Matt
  • Ale jak to? Jak to się stało? – Vivian z uśmiechem na twarzy pokręciła głową
  • Wytłumaczyć Ci jak to się robi czy zademonstrować? – David wychylił się zza pleców Matta
  • Ohh, daj spokój – Viv przewróciła oczami – A wiecie już… – zwróciła się z uśmiechem do Rose i Matta – wiecie już czy to chłopczyk czy dziewczynka? – wyszczerzyła zęby
  • Yhym – uśmiechnęła się Rose – Chłopak – przygryzła wargę
  • Ale cudownie!!! Gratuluje Wam kochani!!! – ucałowała przyjaciół
  • Pfff – David przewrócił oczami – krzyki w nocy, wszędzie brudne pieluchy, unoszący się w domu odór moczu i kupy… Też mi powód do radości…
  • Dave! – upomniała go Vivian
  • Ok. ok.! – podniósł dłonie w geście obronnym
  • I jest jeszcze jedna rzecz – dodał Matt – Wiemy z Rose, że każdy z nas dużo przeszedł, ale wszyscy ludzie, którym ufam bezgranicznie znajdują się w tym pokoju i dlatego bardzo byśmy chcieli abyś to Ty Mała i Ty Dave – spojrzał na brata – zostali rodzicami chrzestnymi naszego syna.
  • Pfff – David znowu popluł się piwem
  • Tak… Tak!!!!!!!! – Viv klasnęła w dłonie – Oczywiście, że tak!!!!!!!!!! Gratuluje Wam kochani raz jeszcze!!!!!!

We wspaniałej atmosferze, wszyscy rozeszli się po innych pokojach, jedynie zdezorientowany David został z piwem na kanapie. Rozejrzał się jeszcze raz.

  • Jak ojcem chrzestnym? To znaczy, że będę musiał wydawać swoje pieniądze i kupować mu prezenty? – rozłożył ręce i krzyknął zdezorientowany, ale nikt już mu nie odpowiedział.

ROZDZIAŁ XCVII – Here To Stay

Zapraszam na 97 część, pozwoliłam sobie ją zatytułować jedną z piosenek Paddyego z nowej płyty „Human.”Zostały nam jeszcze 3 części a 100 będzie tą ostatnią. Planuję wrzucić ją 28.04.2015 około 20.00. Potem wszystkich zapraszam na grupę na małe pożegnanie, kto ma ochotę oczywiście. Link do grupy:

https://www.facebook.com/groups/554018618065576/

 

DWA TYGODNIE DO ŚLUBU

Żałował słów, które powiedział. Żałował bardzo, ale był tak bardzo zły, tak bardzo rozgoryczony i zawiedziony jej decyzją. I widział w jej oczach widział to, czego ujrzeć się nie spodziewał. Po tej nocy, kiedy zachłanni siebie kochali się u niego myślał, że wszystko się zmieni, myślał, że może uratować ich związek, odzyskać tą jedyna kobietę, którą kochał ponad życie, ale rzeczywistość okazała się brutalna, bez żadnych skrupułów wsadziła mu dłoń w klatkę piersiową, wyrwała serce i zdeptała. Tyle ich łączyło, a teraz tyle ich dzieliło. Przepaść czy mur nie do przeskoczenia. Tak bardzo ją kochał „Ty debilu” – przeklął pod nosem „Jak mogłeś jej powiedzieć, że żałujesz każdej chwili spędzonej z nią, toż to istne kłamstwo! Kurwa! Ty to potrafisz wszystko spierdolić Paddy…” – rzucił butelką z piwem o ścianę, a ta się rozbiła na drobne kawałeczki. Odłamki szkła rozsypały się po pokoju „Przecież chwilę spędzone z tą kobietą były najpiękniejsze w Twoim życiu.” Raz jeszcze spojrzał na zdjęcie, które niegdyś oboje nosili zawsze przy sobie. Zdjęcie, na którym uwiecznił niegdyś ich poranne wygłupy w łóżku. Zdjęcie, gdzie radość i uśmiech aż oślepia. Od czasu jak była u niego mijały tygodnie a On frustrował się, analizował i utwierdzał w miłości do niej. Po raz kolejny „hahaha” – zaśmiał się „Ale z Ciebie debil Paddy, debil do potęgi entej” Na dworze było ciepło. Lato – kochał je. Wyszedł na zewnątrz, a przyjemny ciepły wiatr otulił jego ciało. Usiadł na werandzie, otworzył kolejne piwo zamknął oczy i zatopił się w myślach, karcąc się za swoje poczynania. Chwilę później usłyszał czyjeś kroki, ktoś nad nim stał. Przez chwilę myślał, że to może Jimmy wrócił z wojaży, ale zapach osoby obok nie pachniał tygodniową libacją, a świeżością. Otworzył oczy i się zdziwił.

  • Obrońca ucieleśnionych – wycedził z rozczarowaniem przez zęby – przyszedłeś znowu mnie bić? – zapytał z ironią
  • Daj spokój Paddy, daj lepiej piwo

Paddy pokiwał jedynie głową z bezradnością, wszedł do domu i wrócił z kolejną butelką dobrze schłodzonego chmielowego trunku.

  • Widzę, że marnujesz alkohol – David się przechylił i zajrzał do domu na rozbite szkło
  • Nic Ci do tego – odburknął podając mu piwo
  • No daj spokój stary, przyszedłem się dogadać…
  • Dogadać? – Spojrzał zdziwiony na niego
  • Słuchaj pochłonęły mnie złe emocje i zachowywałem się irracjonalnie. Diana… – zrobił krótką pauzę i się zamyślił – Diana to zła kobieta, piękna – wciągnął powietrze do ust – ale zła. Na nas wszystkich miała zły wpływ. Przez nią to wszystko. Zniszczyła, zniszczyła miłość, przyjaźń, mnie…
  • Dave… – Paddy pokiwał głową – wiesz ja wtedy nie wiedziałem, że Wy…
  • Daj spokój, wiem że nie wiedziałeś, ale byłem na nią tak wściekły, tak mnie zraniła, zraniła Vivian i musiałem się na kimś wyżyć i padło na Ciebie… Sorry…
  • Stary, nie wiem co powiedzieć, no przykro mi – Paddy wzruszył ramionami z bezradnością
  • Daj spokój – poklepał go po plecach – Przecież wiem, że ta suka kłamała, że nic między Wami nie było.
  • Kłamała – pokiwał głową – I nie dość, że uszło jej to na sucho to osiągnęła swój cel… Zniszczyła mi życie.
  • Wiem… Ale na szczęście wróciła do USA… A życie natomiast bywa okrutne… To co? – David wyciągnął dłoń w kierunku Paddyego – Sztama?
  • Sztama! – uścisnął dłoń przyjaciela i stuknął piwem w jego butelkę
  • Jak się w ogóle trzymasz? – zapytał David
  • Jakoś – Paddy posmutniał i wzruszył ramionami – koncerty z nową płytą odciągają mi myśli od tego wszystkiego…
  • Tyle dobrze – pokiwał głową i się zamyślił – Ehhh… Wiesz co jeszcze na koniec ta czarna pizda wymyśliła?
  • Diana?
  • Yhy – pokiwał twierdząco głową
  • Co Ona jeszcze mogła wymyślić… – wypuścił bezradnie powietrze z płuc
  • Ta suka uwiodła Liama…
  • Co? – Paddy spojrzał na Davida
  • W tę noc, którą Viv spędziła u Ciebie… Tak w tę noc – wyprzedził pytanie Paddyego – powiedziała mi…
  • Ty chyba żartujesz? I ten ciul ją zdradził? – zacisnął dłonie w pięści
  • Zdradził czy nie, sam nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, ale nie dziw się Paddy… Przecież Ona mnie omotała, Ciebie, a Liam, który kocha piękne kobiety był dla niej łatwym celem…
  • To jest naprawdę zła kobieta… A co z Viv? Jak Ona się czuje?
  • Przyjęła to jakoś, wydaje mi się, że rozgrzeszyła go dlatego, że tę noc spędziła z Tobą… Poza tym stary… Ona go nie kocha… Przynajmniej na pewno nie tak jak Ciebie…
  • Boże… – ukrył twarz w dłoniach – Ona była tutaj a ja jej tyle przykrych rzeczy powiedziałem…
  • Wiem… Ale nie zadręczaj się – poklepał go po plecach – Jesteście dla siebie stworzeni, ale tak bardzo obydwoje zaparliście się, że teraz każde z Was boi się drugiemu przyznać, że nie możecie bez siebie żyć.
  • Tak myślisz? – zapytał z nadzieją w oczach
  • Paddy! – zaśmiał się głośno – Ja to wiem! Przecież aż wali piorunami jak jesteście w jednym pomieszczeniu. A teraz najważniejsze… Do ślubu zostały dwa tygodnie, więc nie marnuj czasu na siedzenie tutaj, bo potem będzie za późno. Masz – położył na stole pęk kluczy – to do naszego domu. Jedź tam od razu, jeszcze śpi… Jest sama.
  • Przestań – opadł na oparcie – Wybrała jego, ja nie mam czego tam szukać.
  • Czy Wy oboje musicie być uparci jak osły? Czy każdemu z Was trzeba tłumaczyć, że źle postępujecie? Bierz tą dupę i jedź ratować Was póki jeszcze jest co ratować, bądź mądrzejszy do cholery!

Paddy spojrzał na Davida i nawet na chwilę się nie zawahał. Odstawił piwo z hukiem na stół, złapał pęk kluczy i zbiegł po schodach.

  • Dzięki stary – krzyknął jeszcze jak wsiadał do auta – Jesteś dobrym przyjacielem!
  • A co zamierzasz zrobić? – David odkrzyknął
  • Jak to co? – uśmiechnął się – Zamierzam nie dopuścić do tego ślubu! – wsiadł do auta i z piskiem opon odjechał.
  • Rychło w czas… – David dodał pod nosem.

***

Powoli otworzył drzwi od domu, wszedł do sypialni, nie było jej tam a dochodzący zapach wanilii z łazienki świadczył o tym, że niedawno brała prysznic. Zrobił kilka kroków i zajrzał do kuchni. Stała tam w samym szarym T-shircie z mokrymi włosami opadającymi na jej plecy. Stała tyłem i piła kawę, po chwili sięgnęła po małe pudełeczko, wyciągnęła papierosa i go odpaliła.

  • Od kiedy palisz? – zapytał od razu
  • Paddy? – wzdrygnęła się i obróciła w jego stronę, a On patrzył na nią wyczekująco
  • Od kiedy palisz? – powtórzył pytanie
  • Od kiedy mnie zdradziłeś – odpowiedziała szybko
  • Wiesz, że Cię nie zdradziłem – zrobił dwa kroki w jej stronę
  • To już nie ważne… Co Ty tu do cholery robisz? Matta nie ma – zaciągnęła się papierosem
  • Nie przyszedłem do Matta – zrobił kolejne kroki i tym razem stał z nią twarzą w twarz
  • Nie? – zdziwiona zapytała i przełknęła głośno ślinę
  • Przyszedłem – wyciągnął jej papierosa z dłoni i zgasił w zlewie znajdującym się zaraz za jej plecami – do Ciebie
  • Do mnie? Po co?
  • Przyszedłem – odgarnął jej kosmyk włosów za ucho – Przyszedłem powiedzieć Ci, że nadal za Tobą szaleję i jeśli pozwolę Ci wyjść za mąż kiedykolwiek to tylko i wyłącznie za mnie – spojrzał jej głęboko w oczy
  • Przestań! – obróciła się tyłem – przecież żałujesz każdej chwili spędzonej ze mną… Dobrze pamiętam twoje słowa…
  • Przecież dobrze mnie znasz – nachylił się nad nią i wplótł swój nos w jej wilgotne i pachnące włosy – dobrze wiesz, że szaleje za Tobą…

Stała oparta o zlewozmywak i ciężko oddychała. W głowie jej się kręciło od bliskości granatowookiego. Mówił tak piękne rzeczy, znowu czuła motyle w brzuchu. Owszem kochała Liama, ale przy Paddym… Przy Paddym to było coś zupełnie innego. Gdy był blisko miała dreszcze na całym ciele, gdy mówił delikatnie muskając nosem jej włosy wprawiał jej całe ciało w przyjemne wibrację. W brzuchu czuła motyle tak intensywnie, że aż kręciło jej się w głowie, gdyby nie zlew, na którym trzymała oparte dłonie dawno by już upadła.

  • Wychodzę za mąż Paddy… – wydukała po cichu
  • Przestań! – obrócił ją gwałtownie – Przestań oszukiwać siebie i mnie! Znam Cię i widzę w Twoich oczach, że kłamiesz, czuję jak drżysz, kiedy Cię dotykam – opuszkami palców przejechał jej po ręce w górę ramienia
  • Czego Ty chcesz ode mnie? – zamknęła oczy i powiedziała resztkiem sił przełykając ślinę
  • Chce abyś powiedziała mi prawdę, abyś przyznała, że mnie kochasz! – podniósł głos
  • Już Ci tyle razy to mówiłam, nie będę powtarzać po raz setny! – odwróciła głowę w bok
  • To powiedz mi do cholery o co chodzi, bo czegoś nie rozumiem! Kochasz a się ode mnie non stop oddalasz, odpychasz! Wytłumacz mi to, bo już sam nie wiem jak mam do Ciebie dotrzeć!!! – krzyknął uderzając pięścią w szafkę nad jej głową
  • Przestań!!!! – skuliła się słysząc huk
  • Nie! Przepraszam! Ale chyba tyle mi jesteś winna??? Dlaczego przede mną uciekasz? – powiedział nieco spokojniej – Dlaczego kiedy ja robię krok do przodu, Ty od razu robisz krok w tył? Dlaczego mnie odpychasz?
  • Chcesz wiedzieć dlaczego??? – krzyknęła
  • Tak!!! Chce wiedzieć!!!
  • Bo Cię kocham tak mocno, że mnie to przeraża!!!! – krzyknęła przez łzy
  • Jak Cię przeraża? – pokiwał zdziwiony głową
  • Boje się… – dolna warga jej zadrżała – Boje się Ciebie, boję się cierpienia, boje się, że mnie skrzywdzisz pewnego dnia dlatego cały czas wybieram opcje bezpieczne dla mnie a z drugiej strony nie umiem bez Ciebie żyć! – po policzkach zaczęły jej płynąć łzy – Wiem, że to egoistyczne, ale tak się boje, że się w Tobie całkowicie zatracę, a Ty potem odejdziesz… Tyle wycierpiałam Paddy – wargi jej drżały a po policzkach płynęły słone krople
  • Hej – otarł dłonią jej łzy – Ale dlaczego myślisz o mnie tak? Dlaczego myślisz, że mógłbym Cię kiedykolwiek zostawić?
  • Spójrz na siebie – wskazała dłonią na niego – Przystojny. Sławny. Utalentowany. Każda kobieta się za Tobą obraca… A ja? – spojrzała na siebie łapiąc na brzuchu za bluzkę – Szara mysz w potarganym T-shircie. Zrozum… – spojrzała na niego – Boję się tak bardzo, że jakaś inna Diana, inna kobieta mi Ciebie zabierze, a moje serce tego nie wytrzyma i pęknie z rozpaczy…
  • Kochanie… – głośno wypuścił powietrze z płuc z ulgą i uśmiechnął się nieznacznie – Ale ja nie chce żadnej innej kobiety na świecie… – mówił bardzo spokojnie – Chcę Ciebie i tylko Ciebie, zrozum to w końcu, że działasz na mnie tak, że z jednej strony mam ochotę Cie zabić – wycedził przez zęby – A z drugiej przytulać, całować, opiekować się Tobą na każdym kroku! I uwierz – przełknął ślinę głośno i zmrużył oczy – Że piękniejszej kobiety nie widziałem na świecie i jak stoisz tu przede mną w samym tym potarganym T-shircie to nie mogę się opanować, aby nie pomyśleć o tym jak go z Ciebie zrywam. Kocham Cię głupku! I nigdy, przenigdy Cię nie skrzywdzę! Masz moje słowo!

Nachylił się i delikatnie dotknął jej usta swoimi ustami, przez chwilę pozostawał w bezruchu i przyglądał się, czekał na to czy go odepchnie. Nie zrobiła tego. Delikatnie musnął jej usta swoimi, teraz i jemu świat zaczął wirować, a pokusa stawała się coraz trudniejsza do opanowania.

  • Kocham Cię – szepnął – Będę walczyć ile sił, aby Cię odzyskać

Przełknęła ślinę, te słowa zwaliły ją z nóg i gdyby nie to, że trzymał w swoich dłoniach jej przedramienia zapewne osunęłaby się na podłogę. Delikatnie musnął jej wargi, na początku nie zareagowała, ale sekundę później wciąż z zamkniętymi oczami musnęła go, oddała pocałunek. Przycisnął się do niej mocniej, ale nie zachłannie całował i pieścił jej pełne i czerwone usta. Zarzuciła mu ręce na szyję a on złapał jej plecy, podskoczyła i usiadła na nim okrakiem. Posadził ją na blacie.

  • Nie masz majtek – syknął i oparł czoło na jej czole
  • Wyszłam właśnie z łazienki…

Zamruczał jej do ucha całując szyję i pieszcząc piersi wsuwając dłoń pod jej T-shirt, drugą rozpinał rozporek i spodnie. Pragnął jej tu i teraz. Nie miało znaczenia, że byli w kuchni, że w każdej chwili mógł pojawić się ktoś z domowników, że ktoś mógłby ich nakryć. Musiał ją mieć, inaczej eksplodowałby od środka. Zsunął jeansy drugą ręką błądząc po jej najczulszych punktach, a potem wbił się w nią zachłannie, jakby to był ich ostatni raz, jakby świat za chwilę miał przestać istnieć. Jęknęła i odchyliła głowę w tył. Pocałował jej szyje poruszając się w niej z dziką rządzą. Położył jej dłoń na potylicy i zmusił, aby na niego spojrzała. Przyspieszył… Krzyknęła… Chwilę później i On krzyknął. Złapał jej twarz w dłonie i złożył na jej ustach tak gorący pocałunek, że aż ją to przyjemnie zapiekło.

  • Szaleję za Tobą, Kocham Cię Viv, kurwa kocham nad życie!!!

Spojrzała na niego łapiąc oddech przełknęła ślinę.

  • Ja też Cię kocham – szepnęła

W jej oczach pojawiły się łzy, a jego ponownie rozjaśniały i rozbłysły. Złapał ja w ramiona i całował każdy fragment jej ciała. Śmiała się, chichotała, bo ją łaskotało. Potem wtuliła się w niego mocniej, a On całując jej wysunięte ramie podniósł ją na ręce i niósł do sypialni, za której drzwiami zniknęli.

ROZDZIAŁ XCVI – They Will Be Done

Patrzyła na niego w milczeniu, gdzieś obijały jej się słowa Liama, że przyszła wczoraj do niego Diana, że próbowała go uwieść, że w ostatniej chwili wpadła Rosalie i ich powstrzymała, ale przed oczami miała wczorajszy gorący i namiętny seks z Paddym. Seks taki, że na jego wspomnienie mrowiły ją palce w stopach i przyjemne uczucie łaskotania pojawiało się w podbrzuszu. Seks taki, że na samą myśl oblewała się rumieńcem i nie potrafiła zdjąć uśmiechu z twarzy.

  • Co? – nagle się opamiętała
  • Czy Ty mnie Vivian słuchasz? – Liam zauważył, że jego narzeczona jest jakaś zamyślona – Słuchasz mnie? – powtórzył i uklęknął łapiąc jej dłonie w ręce – Przepraszam, wybaczysz mi?
  • Tak… Wybaczę… – pokiwała głową zdezorientowana
  • Co? – spojrzał na nią zdziwiony – Tak po prostu?
  • Tak po prostu. Ja też nie byłam do końca fair, wczoraj ja i… – nabrała powietrze w płuca
  • Nic nie musisz mówić – wstał i stanął do niej tyłem – Paddy – wypowiedział jego imię z dezaprobatą i smutkiem – Twoje oczy zdradziły mi wszystko od razu wyczułem, że coś między Wami było…

Wstała i podeszła do niego. Złapała za ramię i obróciła. Spojrzała w jego lazurowe oczy. Lubiła tonąć w ich błękicie, ale dzisiaj widziała w nich smutek i poczucie winy.

  • Wczorajszy wieczór mi uświadomił jak bardzo chce zostać z Tobą, Tobie uświadomił, że chcesz być ze mną. Chcemy być razem, co więcej potrafimy sobie powiedzieć o wszystkim, nawet o najgorszych rzeczach bez złości, wyrzutów i pretensji. To chyba o czymś świadczy prawda?
  • To znaczy, że nadal chcesz zostać moją żoną? – dojrzała błysk w jego oczach
  • Tak – uśmiechnęła się – Nadal chce zostać Panią Hart.

***

Otworzył drzwi zaspany, gdy ją ujrzał u progu. Patrzył na nią a nim się odezwała wyczytał wszystko w jej oczach. Duża dławiąca kula utkwiła mu w gardle.

  • To koniec? – zapytał niemal szeptem
  • Co? – zbił ją z tropu
  • Przyszłaś mi powiedzieć, że to koniec, że ten seks nic nie znaczył? – zapytał spokojnie a zarazem groźnie
  • To nie tak Paddy… Nie tak…
  • Nie tak? – uniósł brwi do góry
  • Ten seks… To było coś najwspanialszego, najwspanialszy seks pod słońcem, ale zbyt dużo nas dzieli, zbyt dużo – pokiwała głową
  • Czyli to nic dla Ciebie nie znaczyło? Dalej masz zamiar ożenić się z tym całym Liamem? – na dźwięk jego imienia przybrał dziwny grymas na twarzy
  • Paddy…
  • Przyznaj, że nic dla Ciebie nie znaczyłem! – krzyknął – Byłem jedynie Twoją zabawką!
  • To nie tak… Zawsze będziesz dla mnie ważny.
  • Nie chce Cię dłużej słuchać. Okłamujesz się i doskonale o tym wiesz! Wynoś się do swojego idealnego świata i do tego całego Liama!!! Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi!
  • Paddy… Chce abyś wiedział, że zawsze będziesz miał miejsce w moim sercu, ale może w przyszłym życiu nam się uda zresztą ja wychodzę za Liama, Ty masz Ashley…
  • Ashley – zaśmiał się głośno i ironicznie.

Patrzyła na niego zdezorientowana. Niepewna co ma na myśli. Strasznie ją zabolało jego zachowanie, nie tego się spodziewała. Myślała, że uda jej się jakoś to wszystko odkręcić. Jasne, nie liczyła na to że padnie jej do stóp i będzie błagać o jej przyjaźń, ale liczyła na zrozumienie. Miała do siebie żal, że pozwoliła się oddać emocjom dnia wczorajszego, ale dzięki temu łatwiej jej było znieść myśl, że Liam i ta wywłoka… Nie mogła o tym myśleć, paliło ją serce na samą myśl.

  • Coś między Wami nie tak? – zapytała zdezorientowana
  • Wiesz co Viv, idź do domu do swojego idealnego świata, do swojego idealnego Liama a mi daj spokój. A jeśli chcesz wiedzieć to Ashley już nie ma. Po naszej ostatniej nocy wierzyłem, że między nami jest jeszcze szansa uratować to co było i zakończyłem to co było z Ashley, ale najwyraźniej okazałem się skończonym idiotą, bo tylko ja wierzyłem w naszą przyszłość. Co za kretyn – dodał pod nosem wyraźnie rozbawiony i pokiwał przecząco głową
  • Paddy…
  • Przestań. Przestań! – podniósł dłonie do góry – Nie chce słuchać Twoich kolejnych kłamstw, i wiesz co Ci powiem?
  • (?) – patrzyła na niego pytającym i zranionym wzrokiem
  • Że żałuje każdej chwili spędzonej z Tobą, żałuje, że Cię w ogóle poznałem – wycedził gorzko przez zęby – i mam nadzieje, że znikniesz z mojego życia tak szybko jak się pojawiłaś!
  • Paddy…
  • Nie! – po raz kolejny jej przerwał – Żegnaj Vivian – rzucił na „do widzenia” i zamaszystym ruchem trzasnął jej drzwiami przed nosem.

*

Gdy wróciła do domu głośno zapłakała w ramionach Davida, który jakimś sposobem znowu zjawił się przy niej w tej trudnej chwili. Długo płakała, a gdy się trochę uspokoiła na spokojnie opowiedziała wszystko przyjacielowi. Opowiedziała o zdradzie Liama, i o tym, że w tym samym czasie Ona przespała się z Paddym, opowiedziała o tym, że postanowiła zostać z Liamem, że to jego wybrała, że chciała z Paddym porozmawiać, o tym co jej powiedział nie dając jej nawet cienia szansy, aby mu wytłumaczyła, aby w pełni mogła mu wszystko wytłumaczyć… Davidowi nie spodobało się co usłyszał od przyjaciółki, sam był zaślepiony nienawiścią do Paddyego tak bardzo za całą sytuację z Dianą, że nie widział tego co było najważniejsze. Zatracił się w goryczy, podczas gdy zaraz obok niego tak drobna istota cierpiała. Teraz wiedział, że musi wiele rzeczy odkręcić wiedział, że musi spróbować dać poprawić się tej sytuacji, że jeszcze nie jest za późno… Czy David lubił Liama? Czy lubił Paddyego? Ciężko stwierdzić… Na pewno lubił siebie i na pewno lubił kobiety, ale Vivian… Vivian kochał całym serem, tylko ona była mu przyjaciółką bliską i szczerą do bólu, tylko Ona stawiła się za nim, podczas gdy to On ją skrzywdził, tylko Ona była z nim na dobre i złe… Jak mógł to przeoczyć? Jak mógł być tak bardzo zaślepiony, że nie zauważył, że najbliższa mu osoba cierpi

  • Jak Liam mógł ją w ogóle do siebie wpuścić… – powiedział zdenerwowany
  • Wiesz, mi też nie podoba się, że dał się zmanipulować tej babie… Ona tyle krzywd nam wyrządziła – pokiwała ze smutkiem głową – Ale wiem, jaka to jędza, doskonale wiem, że działa z premedytacją, doskonale wiem, że każdy jej ruch jest zaplanowany, a wy faceci jesteście tak podatni na nią, no jej wdzięki… Sam popatrz Ciebie omamiła, Paddyego, Liama… kto następny Matt? – spojrzała na przyjaciela a w jej oczach pojawiło się przerażenie
  • Mapet, może to jakiś wampir energetyczny? – uniósł głowę do góry
  • Chyba emocjonalny – spojrzała z politowaniem na przyjaciela

***

Musiał z tym w końcu zrobić porządek. Szukał jej próbował w domu, w studio. Sprawdzał miejsca, w których niegdyś bywała. Nigdzie jej nie było. Pusto. Wściekły jeździł od jednego miejsca do drugiego. Miał nadzieje jej nawtykać, zagrozić, że jeszcze raz się zbliży do któregoś z nich to z nim będzie miała do czynienia. Nie było jej, nigdzie jej nie było. Zapadła się pod ziemię. Rozmawiał z Mattem, a brat mu powiedział o wszystkim co wiem od Rosalie. Umówili się przed bramą aresztu śledczego. Mattowi nie podobał się ten pomysł, ale Mercy… Mercy wiedziała sporo i była ich ostatnią deską ratunku.

Czuli się jak w szkole. Sala pełna była szkolnych drewnianych ławek wraz drewnianymi krzesłami. Sala widzeń pożal się boże. Więźniów wprowadzano tam z łańcuchami na nogach i rękach. Wszelkie możliwe środki bezpieczeństwa musiały być zachowane. W końcu się pojawiła, jej rude włosy niemal zlewały się z pomarańczowym kombinezonem, który miała na sobie. Na widok Davida i Matta zmrużyła oczy i z podniesioną głowa podeszła do stołu, przy którym się znajdywali. Brzęczenie łańcuchów przy nogach dudniło im w głowie, gdy do nich poodchodziła.

  • Witajcie chłopcy – uśmiechnęła się pewna siebie
  • Cześć Mercy – David odezwał się jako pierwszy

Matt się jej przyglądał. Do dzisiejszego dnia nie mógł uwierzyć w to, że porwała Rosalie, że z kobiety, którą niegdyś kochał przekształciła się w bezwzględną kryminalistkę zdolną do najgorszej zbrodni. Nie mógł uwierzyć, że kobieta siedząca przed nim była niegdyś jego żoną. Nie mógł uwierzyć w to, że kochał ją całym sercem a dzisiaj… Dzisiaj czuł do niej pogardę.

  • A Ty się ze mną nie przywitasz Matty? – uśmiechnęła się do byłego męża
  • Dość! – Matt wstał, nie wytrzymam z nią tutaj dłużej
  • Poczekaj – David złapał brata za ramię – Wytrzymaj chwilę, tylko Ona ma informację jakich potrzebujemy – szepnął mu na ucho
  • Mercy dość tych zabaw – David powiedział groźnie – Gdzie jest Diana?
  • A dlaczego miałabym Ci to powiedzieć? – zaśmiała się drwiąc
  • Dlatego, że jeśli to zrobisz Rose wycofa część oskarżeń i powie, że nie działałaś ze szczególnym okrucieństwem i tym sposobem może Ci skrócą wyrok o dwa lata, rok, miesiąc… – wzruszył ramionami
  • Dobra – założyła ręce na piersi – Co chcecie wiedzieć?
  • Po pierwsze chcemy znać jej plan – powiedział David
  • Plan – zaśmiała się – Z tego co wiem to nasz kochany Liam już zasmakował jej wdzięków… Tylko ta Twoja mała dziwka – spojrzała na Matta – musiała wszystko zepsuć
  • Nie waż się tak o niej mówić! – Matt uderzył pięścią o stół
  • Matt spokojnie – upomniał go brat – Czyli co? To była ta zemsta? – upewnił się David
  • Słuchaj. – nachyliła się w stronę Davida – Liam miał się z nią przespać, ich wspólne zdjęcia miały trafić do Vivian, a potem planowała coś na Paddyego, nie znam szczegółów, ale jego miała zostawić sobie na deser, ale skoro wszystko się przez Twoja cwaną dziwkę rypnęło to bym się nie martwiła… – opadła na oparcie krzesła
  • Czyli mówisz, że Diana nam nie zagraża?
  • O nie kochany… Tego nie powiedziałam. Ona jest znacznie gorsza i bardziej bezwzględna niż ja i tam gdzie Ona będzie tam będzie zagrożenie – uśmiechnęła się
  • Czyli jednak… To nie koniec – spojrzał na brata – Trzeba powiadomić policję Matt spojrzał na brata
  • Spokojnie przystojniaku – Mercy się zaśmiała triumfalnie – Ptaszki mi wyćwierkały, że narobiła sobie tu wiele problemów i wielu wrogów i uciekła z powrotem do stanów, także możecie spokojnie żyć – ponownie opadła na oparcie krzesła niezadowolona
  • Nie ma jej? Wyjechała? – ucieszył się David – W końcu zniknęła! – zaśmiał się – Dzięki Mercy – dodał – Miłego gnicia w więzieniu!

Wstali i ruszyli w kierunku drzwi wyjściowych, w o wiele lepszych nastrojach niż tu przychodzili.

  • Heejjj! – krzyknęła za nimi – A co z wycofaniem zarzutów???
  • Ależ Ty jesteś naiwna Mercy – Matt się odwrócił w jej stronę, a David wystawił jej środkowy palec, gdy krata się zamykała.

ROZDZIAŁ XCV – Key To My Heart

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Jimmy wygrał sprawę rozwodową. Sędzina nawet na chwilę nie zawahała się i orzekła winę Meike. Dzięki pomocy Paddyego i Vivian, Meike nie otrzymała nic z majątku Jimma. Sąd przyznał opiekę nad dziećmi matce, ale tylko tymczasowo, mieli się dogadać. I wcale nie było to takie trudne, Jimmy obiecał płacić alimenty na dzieci i zabierać je na każdy weekend. Tak było lepiej. Jego tryb życia, koncerty, libacje nie pozwalały mu opiekować się młodymi, a poza tym kolejnej wojny z Meike mógłby nie przeżyć i dzieciaki mogłyby na tym ucierpieć. Odetchnął, że udowodnił jej winę. Ale potrzebował odpoczynku, potrzebował oderwać się od tego wszystkie. Odetchnąć i wyjechać gdzieś, gdzie nikt nie będzie mu zadawać pytań. Wybrał Polskę. Katowice.

***

Rosalie była przerażona tym, co się stało, ale nie dawała tego po sobie poznać. Nie martwiło ją to, że Mercy chciała się na niej zemścić, że kilka razy dostała od niej po twarzy. Ona już im nie zagrażała, ale gdzieś tam pamięta jej słowa, pamięta doskonale jak opowiadała o tym, że z Dianą wszystko uknuły, i że ta druga planuje zemstę na Viv, Liamie i Paddym… Nie mogła powiedzieć o tym przyjaciółce, zbyt dużo miała na głowie, zdradziła zatem to jedynie Mattowi. Miała tylko nadzieje, że Diana nie jest zdolna do zbrodni, że nie jest tak wyrachowana jak Mercy, że jej zemsta będzie bardziej „emocjonalna” i właściwie nie pomyliła się…

***

  • Tak, tak jeśli udzielisz mi wywiadu byłabym wdzięczna. Muszę zależy mi. Chodzi o Twoją nowa płytę, w twoje życie prywatne nie mam zamiaru ingerować.
  • (…)
  • Ok., będę zatem o 18.00. Dzięki Paddy!

*

Ten artykuł spadł na nią jak grom z jasnego nieba jeszcze tuż przed ślubem, musiała widywać Paddyego. Jej szef – Jack Daniels chyba pominął gdzieś fakt, że byli kiedyś parą, a może w ogóle nie wiedział… Ciężko pisać artykuł na temat kogoś kogo się kiedyś kochało? Ciężko zachować obiektywizm i swoją dziennikarską uszczypliwość… O co miała go pytać? No chyba jedynie o to kiedy jakieś koncerty, bo poza tym wiedziała o nim niemal wszystko, nawet rozmiar jego buta nie był jej obcy. Wcale nie musiała zadawać mu miliona pytań, po to aby poznać odpowiedź. No chyba, że miałyby to być jego własne słowa i zależało mu aby właśnie tak to ujęła. Nawet się nie zorientowała, a parkowała już przed domem Paddyego. „Cholerny artykuł” przeklęła pod nosem „Jack mi wisi dobre wino za to…” Nacisnęła na dzwonek, a kilka chwil później drzwi się otworzyły.

  • Cholera! – wyrwało jej się na przywitanie
  • Ty też witaj – odpowiedział zaczepnie
  • Nie wzięłam baterii do dyktafonu… Masz może baterie? – zapytała
  • Coś się znajdzie.

Minutę później siedziała już w salonie przygotowując dyktafon i układając kartki z pytaniami, które po raz ostatni przeglądała. Jeszcze żaden wywiad jej tak nie stresował jak ten, który miała za chwilę przeprowadzić. Paddy krzątał się po kuchni, i przygotowywał kawę.

  • Może się napijemy wina? – krzyknął z kuchni
  • Przyjechałam samochodem! – odkrzyknęła zapatrzona w pytania
  • Jedną lampkę możesz wypić! – odkrzyknął – Zresztą zawsze możesz wrócić taksówką – dodał podchodząc do niej i kładąc przed nią duży puchar wypełniony ciemno bordowym trunkiem.

Machnęła ręką a w myślach stwierdziła, że faktycznie może wino rozluźni ją na tyle, że poprowadzi ten wywiad tak jak powinna. Miała nadzieję, ze się jakoś rozluźni. Spojrzała na niego i wystarczyło jedno spojrzenie na niego stojącego nad nią boso w wytartych jeansach i T-shircie. Przełknęła ślinę i zatopiła wzrok w notatkach aby ukryć swoją reakcję. Usiadł naprzeciw niej ze swoją lampką wina, oparł się luźno na kanapie i na nią patrzył mrużąc powieki.

  • Przejdźmy od razu do wywiadu – pogoniła – Zacznijmy może od tego – nacisnęła czerwony przycisk na dyktafonie i włączyła nagrywanie – powiedź o czym właściwie jest Twoja nowa płyta.
  • A o czym ma być – wzruszył ramionami – o życiu, o tym co się zmieniło, o tym co utraciłem i o tym co zyskałem, o rzeczach i ludziach na których mi zależy…
  • Stąd tytuł „Human”? – podniosła wzrok i spojrzała na niego
  • Yhy – uśmiechnął się i przygryzł dolną wargę

Jego uśmiech robił różne dziwne rzeczy z jej wnętrzem od zawsze, rzeczy, które starała się, chciała ignorować.

  • Czyli o tym, że jesteś teraz szczęśliwy? – zadała pytanie nie myśląc. Sama nie wiedziała dlaczego, przecież nie miała takiego zapisanego na kartce…

Odczuł dziwne rozdrażnienie słysząc to pytanie, może dlatego, że wiedział o tym, iż doskonale wiedziała, że do pełni szczęścia brakowało mu jedynie jej.

  • Mieliśmy nie rozmawiać na prywatne sprawy, tylko na temat płyty
  • Odpowiedz na moje pytanie – zwęziła oczy i wydęła policzki, a Paddy omal się nie roześmiał
  • To nie przestępstwo, ale pytanie mężczyzny, z którym się rozstałaś o to czy jest szczęśliwy może być niebezpieczne – obniżył głos niemal do szeptu – Mogłabyś dostać odpowiedź bardziej wyczerpującą niż się spodziewałaś.
  • Może potrafię znieść o wiele więcej niż Ci się wydaje – odpowiedziała szybko

Spojrzał na jej zaczerwienione usta i na jej lekko opalone nogi, które do górnych partii ud były odsłonięte, resztę przykrywały postrzępione jeansowe szorty. Przełknął głośno ślinę i pomyślał o Ashley o tym, że układa sobie w końcu życie, o tym, że próbuje być szczęśliwy, a Ona zadaje mu takie pytania na „dzień dobry”… Przeklął pod nosem, wstał z kanapy i wolnym krokiem zbliżył się do drzwi wyjściowych. Uchylił je. W tej sytuacji najlepiej by było, aby opuściła jego dom. „Do cholery” pomyślał, nie mógł sobie z tym poradzić, siedząc tak blisko i wdychając jej zapach rozchodzący się po całym domu, nie mógł patrzeć długo na jej ciemne oczy i mocno zaczerwienione usta. Jej zwykła biała bokserka i krótkie spodenki również mu tego nie ułatwiały.

  • Dobranoc Viv. Idź do domu prześpij się. Dokończymy jutro – powiedział spokojnie
  • Poczekaj chwilę – wstała – Daj mi 5 minut potrzebuję zacząć od czegoś pisanie…
  • Nie powinnaś już spać?

Gdy tylko zadał to pytanie w jego głowie przemknęła myśl o niej nagiej w łóżku, wijącej się podczas gdy On… „Kurwa!!!” – skarcił się w myślach. Musiał się opanować. Podszedł do stołu, złapał lampkę wina i wypił ją do dna, z kuchni przyniósł niemal jeszcze do połowy pełną butelkę i uzupełnił puchar.

  • Chce Ci zadać tylko kilka pytań, muszę skończyć ten artykuł a potem uciekam – powiedziała szybko, stając z kartkami w dłoni przy fotelu, na którym wcześniej siedziała.

Wzięła oddech, aby się uspokoić, widziała w jego oczach coś co jej się nie spodobało, ale udawała, że tego nie widzi. Chciała mieć to już za sobą, zadać te wszystkie pytania i wrócić do domu, do Liama.

  • Więc pytaj – powiedział spokojnie

Zrobił krok w jej strony, za chwilę następny i stał przed nią, zaledwie kilka centymetrów przed jej twarzą. Zadrżała, przeszła jej przez głowę niepokojąca myśl, chciałaby zanurzyć swoje palce w jego ciemnych włosach, sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Czy On naprawdę myślał, że Ona będzie mu zadawać pytania gdy stoi tak blisko niej?

  • A więc wydałeś płytę, poniekąd Twoje marzenie się spełniło, czy jest zatem jeszcze coś czego pragniesz? – przełknęła ślinę i spojrzała w górę w jego ciemne oczy
  • Jesteś pewna, że chcesz znać odpowiedź na to pytanie? – powiedział bardzo niskim głosem
  • Od tego zależy moja dalsza kariera w gazecie – powiedziała pewnie, nie zdradzając, że ta bliskość ją krępuje
  • Czego pragnę? – zmrużył oczy i się jej przyglądał

Czuła jego ciepły oddech na swojej twarzy, gdy do niej mówił. Mówił niskim, zachrypniętym głosem. Miała gęsią skórkę na plecach, ze strachu, z pożądania, z tej całej patowej sytuacji.

  • Tak. Chciałabym to wiedzieć – powiedziała pewnie
  • Może Ci pokażę? – przechylił delikatnie głowę na bok, spojrzał na nią i zmrużył oczy
  • Nie mam nic przeciwko – powiedziała pewnie, ale zaraz za chwilę żałowała tych słów

Jeszcze chwilę jej się przyglądał, widział jak drży zawstydzona tym, że ich twarze są tak blisko siebie. Dłużej nie wytrzymał. Położył jej rękę na biodrze i gwałtownie przyciągnął do swojego ciała. Od razu poczuła jego twardość przez ubranie. Zatopił raz jeszcze swój wzrok w jej oczach, a potem spuścił go niżej na jej biust. Zamruczał, a Ona przełknęła ślinę. Podniósł całkowicie ciemne już oczy i raz jeszcze na nią spojrzał po czym gwałtownie przyciągnął i zatopił swe usta w jej ustach. Pocałunek był głęboki i zaborczy, jego język zagłębił się w jej ustach. Jego palce wsunęły się w jej włosy, przechylił jej głowę, aby pogłębić pocałunek. Jęknęła przez jego usta. Minęła wieczność odkąd ktoś tak ją całował. Jakby była jedyną kobietą na świecie, którą pragnął. Gorąco przepłynęło od głowy do rąk i nóg. Ciało ją mrowiło. Wbiła palce w koszulkę na jego ramionach. Gdy wziął ją w ramiona poczuł miękkość jej krągłości przez ubranie. Zatracił się w niej całkowicie. Pośpiesznie zerwał z niej ubrania, a potem sam ciężko oddychając zrzucił T-shirt i spodnie. Ich pociemniałe spojrzenia spotkały się, Paddy przeciągnął wargi po nabrzmiałych ustach Vivian, przygryzł ją po czym przyciągnął jej delikatne ciało do siebie. Przycisnął ją mocniej do ściany, nogi jej drżały, ciało miała napięte. Nie dał jej czasu na myślenie, zaplótł jej nogi wokół swoich bioder. Całował ją zachłannie gdy szedł z nią do swojej sypialni. Potrzeba bycia w niej była tak silna, że Paddy czuł się jak we mgle żądzy. Dotykał ją, całował, pieścił każdy najbardziej wrażliwszy fragment jej ciała. Gwałtownie rzucił się z nią na łóżko zrywając z niej i siebie pośpiesznie resztki garderoby. Po czym wsunął swoje biodra między jej rozłożone uda. Wydała cichy jęk kiedy przygryzł opuszek jej ucha. Wbił się w nią gwałtownie a Ona w zamian obdarowała go krzykiem rozkoszy. Czuł drżenie jej ud. Pchnął ponownie i jeszcze raz. Znowu krzyknęła, jego głowa opadła na jej ramieniu, poruszał się coraz szybciej stękając do jej ucha. Pchnął ponownie. Wiła się pod nim coraz szybciej oddychając, jej wnętrze w końcu tak mocno się na nim zacisnęło, że zatracił się do samego końca. Krzyknął wbijając się w nią ostatni raz, a euforia zdawała się trwać wiecznie. W końcu opadł na nią bezwładnie. Przed długi czas leżeli tak, jej głowa na wysokości jego klatki piersiowej, oddechy urwane i ciężkie, on w ciągu dalszym w niej. Gdy ich oddechy nabrały w miarę równego tempa pocałował ją w czoło i odgarnął wilgotne włosy z jej twarzy

***

Vivian była pochłonięta córką i artykułem a wszystkie przygotowania do ślubu spadły na nią, i dobrze bo w końcu po tym dziwnym uprowadzeniu przez szaloną Mercy pewnie siedziałaby i myślała. Niby miała zajęcie, ale z drugiej strony dziwne było, że to Ona zajmowała się organizacją ślubu a nie sami zainteresowani. Musiała z nim o tym porozmawiać. Irytowało to ją, a rozmowa z nim wydawała się najrozsądniejszym wyjściem. Wsiadła w taksówkę i pojechała tam gdzie mieszkał. Nigdy nie należała do okrzesanych ludzi, ale gdy nikt nie odpowiadał na pukanie weszła do środka. To, co zobaczyła zmroziło jej krew w żyłach. Oni… Razem… Niemal nadzy… On ze spodniami spuszczonymi w kolanach… Ona z opartymi łokciami na stole wypinając zgrabne pośladki, które trzymał ściśnięte w swoich łapskach. Musiała czym prędzej powiedzieć co zobaczyła! Wybiegła z domu na świeże powietrze dysząc, On biegł za nią. Spodnie zapinał w biegu. Musiał czym prędzej z nią porozmawiać

  • Rosalie poczekaj! – krzyknął łapiąc ją za ramię
  • Puszczaj Ty… Ty… Jesteś obrzydliwy – powiedziała przez zęby. Vivian Ci nigdy tego nie wybaczy.
  • Rose to nie tak…
  • Nie tak??? – krzyknęła na ulicy machając na taksówkę
  • Macałeś tą lafiryndę, która rozpieprzyła jej poprzedni związek, i jeśli Paddyemu nie wybaczyła to zapewne i Tobie nie wybaczy!!! Tego Ci na pewno nie wybaczy…
  • Rose do niczego nie doszło, przyszła zwodziła… Ja sam nie wiem jak mogłem do tego dopuścić, ale jestem tylko facetem… Mam swoje potrzeby…
  • Liam, czuć od Ciebie alkohol. Nie będę z Tobą dyskutować, nie dzisiaj, ale masz o tym powiedzieć Vivian, bo jeśli Ty tego nie zrobisz, ja to zrobię!

ROZDZIAŁ XCIV – Every Baby…

Przepraszam… Nie zdążyłam poprawić, mam gościa więc nie linczujcie za błędy ;)

Zdziwiło go, że tak długo nie wychodziła z pracy. Przecież zawsze ją o tej porze odbierał, zawsze wychodziła punktualnie z nocnej zmiany. Nie mogła przecież wrócić do domu, poza tym mieli razem zjeść śniadanie. Coraz bardziej zaniepokojony wszedł po nią do środka, ale jej tam nie było. Od innej pracownicy dowiedział się, że Rosalie nie pojawiła się wczoraj wieczorem. Nie zadzwoniła, nikogo nie poinformowała. Miał złe przeczucia, nigdy tak nie robiła, a wczoraj wyjątkowo jej nie zawiózł do pracy. Ależ miał do siebie pretensję. „Coś musiało się stać” – powiedział pod nosem siedząc w samochodzie i zastanawiając się gdzie mogła zniknąć „Może Olivier wyszedł z więzienia? Nieeee… To nie możliwe” – pokiwał głową. Raz jeszcze zadzwonił do niej na komórkę „Abonent czasowo niedostępny. Proszę zadzwonić później” – usłyszał jedynie. Jedyną osobą, która mogła wiedzieć, co dzieje się z Rosalie była Vivian, ale i Ona nie odbierała telefonu. Ruszył więc z piskiem opon w kierunku domu.

***

Ashley Benson. Spotykał się z nią zaledwie kilka tygodni. Poznali się w trakcie ustalania trasy koncertowej „Human.” Paddy został zaproszony na rozdanie nagród Echo w Niemczech i Ona również tam była. Spotkali się na kawie i spotykają się do dnia dzisiejszego.

***

Siedziały spięte na kanapie naprzeciw siebie. W domu panowała niezręczna cisza. Domowników nie było, a Liam zostawił je same, aby spokojnie mogły porozmawiać, ale o czym? W ogóle się nie znały, więc o czym miały rozmawiać? Paradoks. Matka z córką. Sytuacja była niezręczna. Siedziały i wykonywały masę nerwowych ruchów.

  • Masz jakieś rodzeństwo? – Faith przerwała ciszę
  • Co? – Vivian jakby wyrwana z amoku spojrzała na młoda dziewczynę
  • Pytałam czy masz jakąś rodzinę… – powtórzyła
  • Eee… Tak. Mam siostrę. Młodszą. – pokiwała zdezorientowana głową
  • A rodziców? Mam biologicznych dziadków?
  • Mama nie żyje. Zmarła kilka miesięcy temu, a ojciec mieszka w stanach i właściwie też, ehhh – wypuściła głośno powietrze z płuc – to skomplikowane…
  • Nie mam pięciu lat, więc nie musisz mnie oszukiwać Vivian. Mogę do Ciebie mówić Vivian?
  • Eee, co? Tak, jasne – pokiwała głową

Vivian przymknęła oczy, historia lubi się powtarzać… Kiedyś Philip ją opuścił, odnalazła go, ale nigdy nie potrafiła do niego powiedzieć „tato”. Tak bardzo go nienawidziła, a niczym się od niego nie różniła, sama zrobiła to, czym brzydziła się najbardziej, zostawiła swoje dziecko, swoją mała, niewinna i bezbronną córeczkę, która dzisiaj ją odnalazła i pewnie z takiego samego powodu, pewnie z takiej samej przyczyny, chce mówić do niej „Vivian…”

  • Jesteśmy podobne wiesz? – powiedziała Faith – Mamy ten sam kolor włosów i oczu…
  • Tak… – uśmiechnęła się
  • Czyli z dziadkiem nie masz kontaktu? – zmieniła temat
  • Mam, mam. Dziadek ma na imię Philip, ale dopiero niedawno go odnalazłam. On… On nas opuścił jak byłam mniej więcej w Twoim wieku
  • Aha… – pokiwała głową ze zrozumieniem – Czy On wie o moim istnieniu?
  • Tak dowiedział się całkiem niedawno…
  • A Ty? Czy kiedykolwiek próbowałaś mnie szukać? – dziewczyna spojrzała na Vivian swoimi ciemnymi oczami
  • Tak. Odnalazłam Cię, właśnie dziadek mi pomógł, widziałam jak wchodzisz do szkoły, jak jesteś pochłonięta rozmową z jakąś koleżanką – spuściła wzrok i zapatrzyła się w dywan – Widziałam, że jesteś szczęśliwa, więc nie chciałam Ci tego szczęścia odbierać, wchodzić z butami do Twojego życia… Mam nadzieję, że rozumiesz…
  • Tak. Nie przyjechałam tu, aby robić Ci wyrzuty. Nie mam pretensji do Ciebie, poza tym wiem, sama szukałam jakiś informacji na Twój temat i ojca. Chciałam Was po prostu poznać, chciałam wiedzieć kim jesteście i nie mam do Ciebie żalu. Wiem, że byłaś niewiele starsza ode mnie jak zaszłaś w ciążę. Choć mnie by pewnie rodzice pomogli, a Tobie nie miał kto.
  • Rodzice w ogóle wiedzą, że tu jesteś? – Vivian nagle oprzytomniała – Pewnie się martwią, może do nich zadzwonię?
  • Tak wiedzą spokojnie. Rodzice przyjechali tu ze mną. Zostali w hotelu, wiedzieli, że chciałam Cię poznać.
  • A czy oni…
  • Tak – uprzedziła pytanie – Dali mi miłość i kochali całym sercem. Miałam szczęśliwe dzieciństwo i wspaniałych rodziców.
  • A kiedy dowiedziałaś się, no wiesz… Że jesteś adoptowana?
  • Mama i tata nigdy mnie nie okłamywali od samego początku mówili mi, jaka jest sytuacja. Potem jak dorastałam nienawidziłam Ciebie i ojca biologicznego, a potem nienawiść przerodziła się w ciekawość. Chciałam Was poznać, poznać odpowiedzi na pytania, dlaczego mnie zostawiliście, dlaczego mnie nie chcieliście
  • Faith…
  • W porządku Vivian, rodzice nie należą do biednych i udostępnili mi wiele możliwości, mogłam się o Was wielu rzeczy dowiedzieć. I wtedy chyba zrozumiałam, dlaczego to zrobiłaś – spojrzała w oczy Vivian – chciałaś mnie przed nim chronić… Tak wiem – pokiwała głową – Wiem, że siedzi w więzieniu, wiem też, że mnie szukał.
  • Faith… Nie możesz się mu pokazać – kucnęła przy córce – To bardzo zły człowiek, poza tym więzienie to nie miejsce dla tak młodych dziewczyn
  • O tym zdecydują moi rodzice – powiedziała chłodno – Ale dla twojego spokoju nie mam zamiaru go poznawać.
  • Wiesz… – Vivian usiadła z powrotem naprzeciw Faith – rodzice wychowali Cię na mądrą dziewczynę.
  • Jak wspomniałam. Dali mi wszystko – wzruszyła ramionami
  • Faith… Ja wiem, że nie powinnam prosić i pytać… Ale na jak długo tu przyjechaliście? Może… Może udałoby się nam spędzić razem trochę czasu, poznać się, poznać Twoich rodziców…
  • Tak – uśmiechnęła się nieznacznie – Byłoby miło. Zostaniemy w mieście na kilka dni.

W tym momencie drzwi wejściowe trzasnęły a kilka sekund później w salonie pojawił się Matt radośnie krzycząc, czy jest ktoś w domu. Na widok gościa siedzącego w salonie zrobił poważną minę i wyprostował się.

  • Matt – Vivian zaczęła i wskazała dłonią gościa – To jest…
  • Twoja córka… – dokończył za nią robiąc zdziwioną minę

Vivian otworzyła szerzej oczy widząc, że przyjaciel tak szybko się zorientował i młoda dama również się zdziwiła, że kolejna osoba wie o jej istnieniu.

  • Kim on jest? – zdziwiona Faith spojrzała na Vivian
  • To mój przyjaciel. Matt.

Podszedł do kobiet i przyjrzał się dokładniej młodej osóbce siedzącej w salonie. Spoglądał raz to Faith, raz na Vivian. Nie tego się spodziewał.

  • Matt skąd Ty wiedziałeś…?
  • Jesteście jak dwie krople wody… – pokiwał głową ze zdziwieniem, a Ty młoda Panno – chwycił dziewczynę za dłoń zmuszając ją tym do wstania – jesteś kopią swojej matki z młodzieńczych lat – obrócił ją jakby z nią tańczył. Zaśmiała się głośno, po czym z powrotem zajęła swoje miejsce na kanapie – Zostawię Was same. Macie pewnie wiele do nadrobienia. A Ty młoda damo – zwrócił się do Faith – nie myśl, że Cię ominie puchar truskawkowych lodów i gorąca czekolada!
  • Uwielbiam lody i gorącą czekoladę – zaśmiała się a oczy jej zabłyszczały
  • To jesteśmy umówieni – puścił jej oko i wystawił dłoń tak, aby przybiła mu „piątkę” – Viv – chwile później zwrócił się do tej starszej
  • Tak?
  • Nie wiesz może co z Rosalie? – zapytał
  • Nie – pokiwała przecząco głową a coś się stało?
  • Mam nadzieje, że nie… – zamyślony wypowiedział te słowa i wyszedł
  • Kim jest Rosalie? – Faith spojrzała pytająco na Vivian
  • Moją przyjaciółką, a dziewczyną Matta – wytłumaczyła
  • Aha – posmutniała – Myślałam, że Matt nie ma dziewczyny…

***

Przypomniała sobie słowa Davida, gdy ją szkolił po pobiciu przez Oliviera „(…)Znajdź słaby punkt przeciwnika, wykorzystaj go… Spokój, spokój jest najważniejszy tylko wtedy jesteś skłonna trzeźwo myśleć(…)” Była już do przodu, wiedziała, że sprawczynią jest Mercy, poza tym osiągnęła już jeden cel. Miała rozwiązane oczy, usta i dłonie. Wykorzystała nieuwagę rudowłosej i gdy gdzieś tam chodziła po piwnicy prowadząc monolog „Pożałujecie Ty i Matt tego co mi zrobiliście” rozwiązała nogi rzuciła się w jej kierunku nokautując rudą. Uderzyła jej głową kilka razy w betonową ścianę, z kieszeni Mercy wyrwała telefon komórkowy, wybiegła przed piwnicę, zadzwoniła do Matta, opisując miejsce swojego pobytu, a ten zjawił się tam z policją niespełna kilka minut późnij. Nic jej nie było, właściwie David przygotował ją na jeszcze gorsze sytuacje, dlatego ta cała sprawa z Mercy jakoś specjalnie jej nie poruszyła. Gdy Mercy odzyskała przytomność jej nadgarstki oplecione były już zimnym metalem. Stali jeszcze przy opuszczonym blokowisku, gdzie światło migało na niebiesko od policyjnych kogutów. Wyprowadzili ją ze skutymi dłońmi z przodu.

  • Pożałujecie tego! – krzyczała i szarpała się – Jeszcze wszyscy tego pożałujecie! To nie koniec!

***

Nie nocowała u niej, ale widywały się niemal codziennie. Poznała również jej rodziców adopcyjnych wydawali się przemiłymi ludźmi. Bardzo się z nią zżyła i nie miała najmniejszej ochoty, aby wyjeżdżała z Budapesztu. Kilka dni sprawiło, iż instynkt macierzyński w niej odżył i pokochała ją całym sercem. Kochała ją dokładnie tak jak jeszcze nosiła ją pod sercem. Musiała sobie tylko przypomnieć to uczucie… Musiała je odkopać. Zauważyła również, że Faith wspaniale dogaduje się z Mattem. To jemu opowiadała o tajemnicach i miłosnych zawodach, nie Vivian a Mattowi. Nadszedł dzień wyjazdu, ale obiecała, że przyjedzie na ślub Vivian i Liama. Liama też polubiła choć wydawał jej się nieco mniej dostępny niż Matt i David, to z nimi miała rewelacyjny kontakt. To z nimi mogłaby konie kraść… Zresztą jak jej matka. Tak niewiele się różniły.

ROZDZIAŁ XCIII – Motherless Child

 

DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Otworzyła oczy, było ciemno, czuła na twarzy jakiś uciskający materiał na oczach i ustach. Nie mogła się ruszyć. Jej ręce związane były jakimś tworzywem z tyłu krzesła. Podobnie jej nogi. Oddychała ciężko, szamotała się, ale uścisk w nadgarstkach i kostkach nie poluźniał się. W pomieszczeniu śmierdziało stęchlizną, co sugerowało, że znajduje się w jakiejś piwnicy. Oddychała ciężko, łapała powietrze w płuca z olbrzymim trudem. Zakneblowana jakimś materiałem i przerażona. Serce waliło jak oszalałe. Nagle usłyszała dźwięk, jakby dźwięk przekręcanego zamka, a potem czyjeś kroki, coraz bliżej i bliżej. Ktoś się przed nią chyba zatrzymał. W głuchej ciszy słyszała czyjś oddech. Płakała i przygryzała materiał silnie tkwiący w jej ustach. Próbowała krzyknąć, ale z jej gardła wydobywał się jedynie cichy jęk. W końcu ktoś się odezwał, Mogłaby przysiąc, że zna ten głos…

***

Minęły dwa miesiące. Zaczął się gorący okres przygotowań do ślubu. Była podekscytowana i pochłonięta ostatnimi przymiarkami sukni, doglądaniem cateringu i sali. Wesele miało się odbyć w plenerze, także wiele trzeba było załatwić: catering, księdza, tort, kwiaty no i oczywiście gości. Okres ten wprowadzał ją w ogromną radość. Z Paddym też miała dobry kontakt sytuacja Jimma zbliżyła ich do siebie i widywali się dość często, ale nie namawiał jej już na pozostawienie Liama, co więcej poznał jakąś kobietę, dla odmiany blondynkę – Ashley, tak chyba miała na imię. Twierdził, że na razie to nic poważnego, i że małymi krokami próbuje sobie ułożyć życie. Ostatnio widziała się z nim kilka dni temu ustalili z prawnikiem jak co dokładnie ma powiedzieć w sądzie. Miała być pewna i nie wahać się, że to Meike była osobą, która widział niegdyś z kochankiem w parku. Miała mówić, że było wystarczająco jasno i że jest pewna na sto procent inaczej prawnik Meike zjadłby ją żywcem gdyby się zawahała, pokazała cień niepewności… Przeciągnęła się raz jeszcze i spojrzała na drugą stronę łóżka. Liama już nie było, zeskoczyła szybko z miękkiego matraca, ubrała ulubioną szarą bluzę i weszła do salonu. Liam siedział na kanapie gotowy do wyjścia. Miał już na sobie garnitur, pił kawę i czytał poranną gazetę. Weszła przewieszając się przez jego ramię.

  • Witaj skarbie – pocałowała go w szyję
  • Moja przyszła żona – złapał ją i przerzucił tak że leżała na jego kolanach.

Po chwili złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Jego oczy zabłyszczały. Położył jej rękę na policzku i delikatnie potarł.

  • Jestem szczęśliwy – powiedział po cichu
  • I ja jestem szczęśliwa – uśmiechnęła się – a teraz idę zrobić sobie kawę, aby wypić z moim narzeczonym zanim pójdzie do pracy.

Wstała z kanapy i radośnie poczłapała do kuchni. Krzątała się po domu podśpiewując pod nosem jakąś niedawno zasłyszaną w radio piosenkę. Z rewelacyjnego nastroju wyrwał ją brzęczący telefon. Niemal w podskokach podbiegła do szafki na której leżał. Uśmiechnęła się widząc kto dzwoni.

  • Znowu Paddy? – Liam krzyknął z salonu
  • Kochanie – uśmiechnęła się – Bądź miły
  • Ehhh – pokiwał głową z dezaprobatą

Liamowi puściła oko, spojrzała na wyświetlacz, to faktycznie był Paddy. Miała dzisiaj bardzo dobry dzień, więc z uśmiechem i pogodnym nastrojem odebrała.

  • Cześć Michael – powiedziała żartobliwie
  • Grrr… – po drugiej stronie rozległ się dźwięk niezadowolona – wiesz, że tego nie lubię – dodał po chwili
  • Nie lubisz, nie lubisz a sam się tak nazwałeś eMPeKu mój drogi – powiedziała śmiejąc się pod nosem
  • Tak, dla fanów Viv dla fanów! Dla przyjaciół, znajomych, rodziny zawsze będę Paddy… – burknął
  • Dobra, dobra Paddy – przewróciła oczami – Co tam?
  • A no nic, chciałem tylko zapytać czy to, o czym rozmawialiśmy dalej aktualne?
  • Pewnie – kończąc to zapewnienie rozległ się dzwonek do drzwi – Muszę kończyć. Kogoś niesie tu w poniedziałek rano
  • Ok. – usłyszała zrezygnowany głos po drugiej stronie – zdzwonimy się jeszcze – dodał
  • Pa!

Rozłączyła telefon i wybiegła z kuchni. Liam nadal siedział w garniturze z poluzowanym krawatem na kanapie w salonie i czytał gazetę. W podskokach dobiegła wpierw do niego stając za jego plecami oparła dłonie na jego ramionach i pocałowała w policzek

  • Miłego dnia kochanie – powiedziała z uśmiechem na twarzy i skierowała się żwawym i wesołym krokiem w kierunku drzwi.

Spojrzał na nią, była taka radosna i wesoła. Kobieta jego życia. Dzisiaj zrobiłby dla niej wszystko. Dzisiaj oddałby życie za każdy jej uśmiech. Patrzył na nią a Ona śmiała się do niego tak szczerym i promiennym uśmiechem, który natychmiast oddał, a chwilę później wrócił do przeglądania porannej prasy.

Otworzyła drzwi w radosnym nastroju, ale nie spodziewała się tego, kogo tam ujrzy. Serce zabiło jej mocniej, zakręciło się w głowie.

  • Dzień dobry – odezwał się gość

W drzwiach stała młoda dziewczyna na oko mogła mieć piętnaście lub szesnaście lat. Miała długie ciemne włosy i ciemne oczy. Jej wyraz twarzy zdradzał ogromne zdenerwowanie.

  • Vivian? Vivian Moore? – zapytała dziewczyna
  • Tak. – Vivian nie kryła zdziwienia
  • Jestem…
  • Faith. – wtrąciła. Wiem. Jesteś Faith. Moja córka.

Dziewczyna uśmiechnęła się nerwowo i skinęła głową.

  • Wejdź. – Vivian odsunęła się od drzwi – Chyba musimy porozmawiać…

***

  • Musisz coś zjeść – odezwał się kobiecy głos

Chwilę później poczuła jak ucisk na twarzy się rozluźnia, a materiał tkwiący w jej ustach wypada. Mogłaby przysiąc, że głos który do niej przemawia jest znajomy, że słyszała go gdzieś nie raz, ale nie potrafiła dopasować jego dźwięku. Chwilę później poczuła mokrą ciecz w ustach. Woda. Tak bardzo jej się chciało pić. Wypiła niemal całą szklankę, a za chwile trafiła do jej ust jakaś papka.

  • Jedź – zimny i chłodny kobiecy głos ponownie zabrzmiał w jej uszach
  • Jak? Jak mam związane ręce i zawiązane oczy? Rozwiąż mnie.

Kobieta odłożyła miskę, a chwilę później taśma na jej nadgarstku się rozluźniła. Na udach poczuła naczynie z łyżką, teraz mogła swobodnie zjeść.

  • Jedz! – usłyszała znowu głos

Teraz już była pewna do kogo należał ten damski, chropowaty głos. Była pewna na sto procent kim jest kobieta, która ją tu trzyma.

  • Mercy? – zapytała

Nie odezwała się, przez chwilę milczała.

  • Mercy, wiem, że to ty poznaje Cie po głosie
  • Skoro tak… – zerwała jej opaskę z oczu – To to Ci będzie niepotrzebne

Powoli jej się obraz zaostrzał. Była w jakieś piwnicy, spojrzała na postać stojącą naprzeciwko niej. Najpierw obraz był zamazany, wzrok musiał przyzwyczaić się do półmroku, ale kilka chwil później rude kosmyki zaczęły się jej zaostrzać. Teraz już ją widziała. Widziała bardzo wyraźnie.

  • Dlaczego to robisz…? – zapytała
  • Dlaczego? – zaśmiała się głośno i triumfalnie – Należysz do mojego planu zemsty. Matt będzie cierpiał – ponownie się zaśmiała
  • Matt? – powtórzyła zapłakana – A co On Ci zrobił? To Ty go zdradziłaś
  • Milcz! – krzyknęła
  • Zdradziłaś go! – krzyknęła a chwilę później poczuła na twarzy piekący ból. Mercy wumierzyła jej ostry policzek
  • On… On… – mówiła bardzo nerwowo – Zabrał mi wszystko… Dom… Samochód… Pieniądze… Godność… A Ty! – szarpnęła ją za włosy – A Ty zabrałaś mi jego!!!
  • Mercy, proszę wypuść mnie – błagała… – Kiedyś się przyjaźniłyśmy… Proszę… – Błagała
  • Zamknij się! – uderzyła ją w twarz – Matt i ty pożałujecie! Wszyscy pożałujecie. Vivian też pożałuje! Miałam małą pomoc od Diany…
  • Diany? – pokiwała zdezorientowana głową
  • Mówi Ci coś to imię? – zaśmiała się szyderczo – Tak Diany… I powiem Ci – zbliżyła twarz ku twarzy Rosalie ja zniszczę Ciebie i Matta, a Diana zniszczy Vivian, Paddyego i Liama. I co Ty na to? – zaśmiała się szyderczo po raz kolejny

ROZDZIAŁ XCII – I Wanna Be Loved

***

Czarna i ruda. Idealnie pasowały do siebie charakterami. Dwie wredne kobiety siedziały w kawiarni w Edynburgu i punkt po punkcie układały plan zemsty. Wymieniały się informacjami, uzupełniały fakty. Dwie oszukane i odrzucone kobiety potrafią być groźniejsze od skrzywdzonego mężczyzny. Potrafią być niebezpieczne jak lew czyhający na swoją ofiarę w ukryciu obserwując i czekając na odpowiednią chwilę by zaatakować. Dwie skrzywdzone kobiety bez problemu odnajdą wspólny język, bez problemu opracują wspólną zemstę, a gdy już dopadną swoją ofiarę nie zawahają się nawet na chwilę – skoczą do gardła i będą walczyć na śmierć i życie. Nie poddadzą się do ostatniej chwili… Do chwili, aż ofiara nie padnie przed nimi bezwładna, bezsilna i poddana. Wtedy zadadzą ostateczny cios.

***

Długo wpatrywała się w aparat telefoniczny i zastanawiała się czy oddzwonić. Tym razem w jej głowie panował całkowity spokój. Była szczęśliwa. Wczoraj ustalili z Liamem datę ślubu, mieli się pobrać już w czerwcu tego roku. Już w tym roku miała zostać szczęśliwą żoną. Była szczęśliwa, a wczorajszy seks przypieczętował jej uczucie do Liama i utwierdził w fakcie z kim chce spędzić resztę życia. Gdy wczoraj wróciła do domu i to wszystkim oznajmiła, jedyną niepocieszoną osobą był Matt, ale zaakceptował to, zrozumiał. Wiedział, że to jej decyzja, a na pytanie „A co z Paddym?” dostał szybką ripostę „Wrócił do Joelle.” Zatkało go. Uśmiechnęła się do siebie. Kto by pomyślał, że jej życie tak się przewróci do góry nogami. Raz jeszcze spojrzała na wyświetlacz i na nieodebrane połączenia od Paddyego. Przyszło jej na myśl, że może coś się stało… Że może chodzi o Jimma? Właściwie nie miała nic do stracenia więc oddzwoniła. Był jakiś taki pogodny, pełny życia. Chciał się z nią natychmiast spotkać. Spojrzała na jeszcze śpiącego Liama na drugiej stronie łóżka i wyszeptała, że chętnie się z nim napije porannej kawy w kawiarni, w centrum, tam gdzie kiedyś…

*

Nabrała powietrza do płuc i otworzyła drzwi do kawiarni. Mimo wczesnej godziny, był spory tłum. Przeleciała wzrokiem po ludziach aż napotkała granatowe, błyszczące oczy. Tak, siedział w rogu pod oknem i machał do niej wskazując aby tam podeszła. Był jakiś taki pogodny, zadowolony. „Pewnie mu się z byłą żoną układa” – pomyślała. Podeszła do niego, nieśmiało zrzuciła z ramion sweter i przewiesiła go na oparciu krzesła.

  • Cześć – powiedziała i usiadła na przeciwko
  • Czego się napijesz? – zapytał
  • Kawę poproszę – odpowiedziała krótko
  • Z mlekiem? Jak zawsze? – uśmiechnął się zawadiacko

Nic nie odpowiedziała, skinęła jedynie twierdząco głową. Pomachał ręką i gestem poprosił kelnerkę o kawę. Chwilę jej się przyglądał. Widział, że się zmieniła, że jest jakaś bardziej żywsza, szczęśliwsza. Patrzył na nią i nie był niczego w życiu bardziej pewny, niż tego, że kocha ją nad życie. Taką jaka jest, w całej okazałości. Ciężko mu było przejść do konkretów, więc zaczął wypytywać o prace, pytał o Rose i Matta, nawet zaciekawiony był nową dziewczyną Davida. Gdy w końcu zebrał się na odwagę wytłumaczył jej całe nieporozumienie z Joelle, a potem wyznał swoje uczucia. Tłumaczył jak bardzo się pogubił, że wszystko przybrało dla niego nieoczekiwany obrót. Przytaczał jakieś fragmenty książek, mówił chaotycznie i nieskładnie, ale sens był łatwy do odgadnięcia. Kochał ją całym sercem i chciał ją odzyskać za wszelką cenę.

  • Paddy… – pokiwała zaskoczona głową – Nie wiem co powiedzieć… Ale…
  • Nic nie mów – złapał jej dłonie – Po prostu zgódź się iść ze mną przez życie, zgódź się budzić każdego ranka przy mnie, kochać mnie i być przy mnie, a w zamian ofiaruję Ci to samo a nawet więcej! Kocham Cię Viv – położył dłoń na jej policzku.

Z jej oczu popłynęły łzy. Pewnie, że go kochała, o takim uczuciu nie zapomina się z dnia na dzień. Takie uczucie rośnie i dojrzewa i nie da się go wyrwać jak jakiegoś najzwyczajniejszego chwasta. Dojrzewa w sercu i zakorzenia się tak głęboko, że wyplewienie go całkowicie jest niemożliwe. Tak silne uczycie zostaje z nami na zawsze, a gdy my odchodzimy ono odchodzi razem z nami, stłumione, przygaszone gdzieś tak sobie żyje i czeka na odpowiednią okazję aby ponownie zapłonąć dużym, żywym i gorącym ogniem.

  • Paddy to niemożliwe… – szepnęła i spuściła głowę
  • Co Ty mówisz, wszystko jest możliwe – złapał jej dwie dłonie w swoje – Jeśli tylko chcemy możemy przenosić góry!
  • Paddy ja biorę ślub… Za trzy miesiące będę już mężatką… – wyswobodziła swoje dłonie z jego rąk
  • Z nim? – opadł na krzesło i zapytał lekko podirytowany
  • Tak Paddy z nim… – skinęła głową
  • Wiesz, że nie będziesz z nim szczęśliwa, jesteś przeznaczona mi. To ze mną powinnaś być! Twoje serce należy do mnie, a moje należy do Ciebie! – ponownie złapał jej dłonie
  • Nie. – wyrwała swoje dłonie z jego objęć – Będę z nim szczęśliwa i nie zniszczysz tego! Kocham go Paddy… – spuściła głowę

Patrzył na nią pytającym wzrokiem i starał się wyczytać coś z jej zachowania. Próbował się doszukać jakiejś wątpliwości, próbował przeczytać jej myśli, ale nie potrafił… Po raz pierwszy nie potrafił odgadnąć tego o czym myśli, a na tą myśl przebiegł go dreszcz… Nie potrafił, bo albo był zbyt zdenerwowany, zawiedziony, albo po prostu nie znał jej tak jak mu się wydawało.

  • Paddy – spojrzała mu w oczy a głos jej drżał – kocham Cię nad życie, nikogo nie pokocham tak bardzo jak Ciebie… Nawet Liama. Jego też kocham, ale to zupełnie inna miłość. – tłumaczyła
  • Skoro mnie kochasz tą prawdziwą miłością to dlaczego On? Wytłumacz mi to proszę, bo nie rozumiem… – założył ręce na klatkę piersiową
  • Paddy, bo On jest przy mnie. On mnie nie krzywdzi, stara się. Poza tym w najgorszych momentach mojego życia byłeś gdzieś – rozłożyła ręce – nie wiadomo gdzie. A On po prostu jest… Nie pyta, nie ma pretensji. Jest przy mnie…
  • A jakie to chwile? – zapytał ironicznie
  • Najpierw po cierpieniu po rozstaniu z Tobą, potem wspierał mnie po śmierci matki. W chwilach największego zwątpienia to on był przy mnie. I wczoraj, gdy miałam jeszcze ostatnią iskrę nadziei, że może jednak mamy szansę, gdy Jimmy swoimi słowami po raz kolejny zgniótł moje serce, znowu mogłam liczyć na niego, nie na Ciebie. Ty byleś u innej… Znowu ten sam ból, ta sama historia…
  • Ale gdybym wiedział…
  • Ale nie wiedziałeś, nie miałeś prawa wiedzieć. Nie mam pretensji do Ciebie i wiedz o tym, ze za każdym razem jak Cię zobaczę moje serce mocniej do Ciebie zabije, ale widocznie los tak chciał widocznie nie jesteśmy sobie przeznaczeni…
  • Rozumiem Viv, ale naprawdę nie widzisz szansy? Nie możemy zacząć od początku?
  • Paddy… Proszę, dla mnie to też nie jest łatwe… Kocham Cię, ale nie mam siły już próbować, a jeśli Ty kochasz mnie tak bardzo jak ja Ciebie to pozwolisz mi odejść…

Milczał. Był zapatrzony w filiżance stygnącej już kawy. Jej słowa zabolały go bardzo, ale miała rację. Skrzywdził ją, a Liam… Liam dawał jej to czego On nie potrafił jej dać… Dawał jej poczucie bezpieczeństwa…

  • Ok – powiedział w końcu szeptem
  • Ok? – podniosła wzrok i spojrzała na niego zdziwiona…
  • Tak. Pozwolę Ci odejść, jeśli tego chcesz i będziesz szczęśliwa pozwolę…
  • Wiesz… Nie musimy urywać kontaktu… Miło by było razem czasami wyskoczyć na kawę…
  • Myślisz, że tak się da? – w jego oczach zabłysnęła nadzieja
  • Myślę, że tak… – uśmiechnęła się
  • To co przyjaciele?
  • Przyjaciele – wystawiła w jego kierunku rękę
  • Przyjaciele – odpowiedział i uścisnął jej dłoń
  • A mogę Cię o coś zapytać? – uśmiechnęła się zawadiacko
  • Jasne pytaj – wzruszył ramionami
  • Dlaczego MPK?
  • MPK… – zaśmiał się
  • Wiem, wiem, że to Michael Patrick Kelly, wiem, że to Twoje pełne imię, ale tyle lat byłeś Paddy…
  • Tak… Ale kiedyś – wypuścił głośno powietrze z płuc – myślałem dużo o tym kim jestem, jaką mam tożsamość… Paddy to moje przezwisko – Nie wiem czy wiesz, że w Irlandii na byle gościa się mówi „Paddy” – zaśmiał się
  • Tak, wiem – również się uśmiechnęła – ale tyle lat… Nie szkoda Ci kreować pod nową nazwą marki, siebie jako artysty?
  • Nie myślałem o tym w ten sposób… Ja po prostu, chce być sobą, a do tego płyta „Humen”… opowiada o mnie… No nie całkowicie o mnie… O moich przeżyciach bardziej – tłumaczył – I dlatego skoro to mam być ja – spojrzał na nią – Rozumiesz?
  • Myhm… – skinęła głową – To do zobaczenia Empeku – wstała biorąc do ręki sweter i puściła mu oko z uśmiechem na twarzy
  • Złośliwa jesteś – uśmiechnął się i żartem pogroził palcem – Aaa!!! Zapomniałbym…
  • Tak?
  • Mam nadzieję, że mogę liczyć na Ciebie, a właściwie Jimmy na rozprawie rozwodowej?
  • Jasne – skinęła głową – Lubię Meike, ale nie znoszę zdrady…

Obróciła się i wyszły z kawiarni. Chwilę patrzył jak odchodzi i wtedy przeszło go to dziwne uczucie… Uczucie, że spieprzył, a Ona wybrała innego… Uczucie, że już jej nigdy nie odzyska…

ROZDZIAŁ XCI – Give Me One More Chance

Zaczynamy odliczanie do końca :) Głosowaniem na fb części będą wrzucane co równe dwa dni. Na kolejną zatem zapraszam w niedzielę :)

Czasami jest tak, że nadzieja zakwita już o świcie. Gdy otwieramy oczy i mamy przed sobą cały dzień wtedy wszystko wydaje się możliwe. Potem jednak mijają godziny, rodzą się problemy, łzy zaczynają się lać strumieniami. Nadzieja jakoś blednie. Może nie ufamy jej zbyt wystarczająco? W amoku snuła się po ulicach miasta, jakby jej wędrówka wcale nie miała celu. Przed oczami mignęły jej ich wspólne chwile. Wspomnienia… Wspomnienia są piękne, ale cóż można zbudować na wspomnieniach? Sentyment… Miłość… To wszystko było tak bardzo kruche i ulotne. Zatrzymała się i zapaliła papierosa, czy właściwie miała ochotę żyć dalej? Czy nie goniła przypadkiem za czymś, czego już tak naprawdę nie ma? Bogatsza o doświadczenia, zachodziła w głowę czy mają jeszcze jakikolwiek wspólny grunt? Wspomnienia… Dają poczucie bezpieczeństwa, pachną wanilią i czekoladą. Wspomnienia… To coś, czego nam nikt nie odbierze, coś co trwać będzie wiecznie. Ulotne wspomnienia i szara rzeczywistość. Ból i rozczarowanie. Ból. Miała wrażenie, że mogłaby płakać, a jej organizm nie nadążyłby za produkcją łez. Słonych i gorzkich łez rozczarowania, zmarnowanego czasu i piekącego bólu w klatce piersiowej. Płacz. Zrozumiała, że On jej pomaga, pomaga wydostać się na zewnątrz wszystkim złym i okropnym emocjom. Płacz z bezradności, z bezsilności, z powodu straty kogoś, kogo się kocha najbardziej. Smutek. Smutek z powodu bezzwrotnej utraty kogoś bliskiego. Smutek ogarniający duszę i wypełniający ciało po same koniuszki. Żal… Co najgorsze może przytrafić się po stracie kogoś bliskiego to wiedza, że zmarnowało się szanse, a jeszcze gorsze jest to, aby pozostać w tym bólu.

Gdy się zorientowała stała u drzwi gmachu jednego z największych budynków w mieście. Tym razem rozpacz i rozczarowanie pchnęło ją ku nowemu innemu życiu po raz kolejny. Nie zawahała się. Wyjechała windą tam gdzie miał swoje biuro. Gdzieś słyszała asystentkę krzyczącą za nią, że nie może tam teraz wejść, że ma spotkanie. Nie słuchała. Otworzyła drzwi. Stał tam z jakimś mężczyzną, zdziwiony widząc ją u siebie o tej porze, ale nie dał tego po sobie poznać. Przeprosił dużo starszego od siebie mężczyznę, z którym właśnie rozmawiał. Pamiętała, że podał mu dłoń, poklepał delikatnie po ramieniu, po czym mężczyzna opuścił gabinet. Zraz potem zapytał, co się stało, nie odpowiedziała. Nacisnął zielony guzik na telefonie stacjonarnym, a dwa sygnały później odezwał się przepraszający głos asystentki „Przepraszam panie Hart, ta Pani nie chciała słuchać…” Przerwał jej nie słuchając, co ma do powiedzenia mówiąc, żeby mu nie przeszkadzać. Rozłączył się i podszedł do niej. Wskazującym palcem uniósł jej brodę do góry i spojrzał w jej napuchnięte oczy.

-         Paddy… – powiedział ze stoickim spokojem zaciskając szczękę

-         Przepraszam – odpowiedziała

Zrobił skrzywioną minę, położył dłoń na jej potylicy i przyciągnął do siebie wtulając jej twarz w swój tors. Jeszcze chwilę płakała głośno i jakąś przy nim nie musiała się z tym kryć. „Przepraszam” – powtarzała w kółko „Przepraszam, że w Nas zwątpiłam.” Teraz była pewna gdzie jej miejsce, doceniła człowieka, który na zewnątrz zdawał się nie mieć uczuć, a dla niej miał ich całe pokłady.

-         Kocham Cię… Przepraszam… – wydukała

Odsunął ją od siebie i spojrzał jej w oczy, a jego własne turkusowe zabłyszczały. Na twarzy pojawił się grymas powstrzymujący ogromną wewnętrzną radość.

-         Kochasz mnie? – zapytał

-         Myhmm – kiwnęła głową i niechlujnie wytarła nos

-         To się dobrze składa, bo ja chyba też Cię kocham – tym razem pozwolił sobie na delikatny uśmiech

-         Liam. Chce zostać Twoją żoną. Dzisiaj. Jutro, jak najszyb…

Przerwał jej zamykając jej usta pocałunkiem. Delikatnie, smakując smak jej słonych ust całował ją nieprzytomnie. Potem zrobiło się jakby cieplej, całował ją jak szaleniec, zachłannie i gwałtownie wbijając język w jej rozchylone wargi. Byli u niego w biurze, ale pożądanie wzięło górę nad rozsądkiem. Jedną ręką szybko rozpiął jej spodnie, drugą ściągnął bluzkę. Nie była dłużna, poluzowała krawat i rozszarpała jego błękitną koszulę odsłaniając umięśniony brzuch. Miotali się między czułością a niepohamowaną żądzą. Jego ręka zjechała niżej pomiędzy jej gorące uda. Jęknął, podniósł ją do góry, Ona oplotła go nogami, a On skierował się w kierunku skórzanej sofy. Położył całując namiętnie jej szyję. Po chwili zsunął swoje spodnie i ukląkł między jej nogami. Nachylił się i czubkiem języka wypisał w jej najczulszym miejscu cały alfabet, gdy skończył przysunął się bliżej i nadział na nią swoją twardość. Jego ruchy były zdecydowane i mocne, a to co czuła dawało jej ukojenie. Po chwili fala spełnienia oblała ich obnażone ciała… Panowała całkowita cisza… Słychać było jedynie ich powoli uspokajające się oddechy i wibrację jej telefonu, spoczywającego na dnie jej torebki.

***

Chodziła po pokoju i coś mruczała pod nosem. Nie do końca był pewny, co mówiła. Klęła to było pewne, doskonale wiedział, jakie miny robiła, kiedy wypowiadała przekleństwa. Bardzo rzadko to robiła, a teraz? Teraz miał wrażenie, że chodzi po pokoju mówiąc co drugie słowo „Kurwa, kurwa, kurwa.” Chwile się jej przyglądał. Był ciekawy jej reakcji i tego co powie. Nie do końca dała mu szansę się wytłumaczyć. Była jedyną przyjaciółką, jaką miał od wyjścia z zakonu, reszta przyjaciół wraz z porzuceniem jego sławy odeszła. Tragedie okrutnie weryfikuj znajomości. Niektórzy sprawdzeni znajomi bezszelestnie znikają, gdzieś się rozpływają. O wszystkim od wielu lat wiedziała jedynie Ona – Joelle i może był to paradoks, ale wiedziała o nim więcej niż On sam. Potrzebował jej towarzystwa i potrzebował czyjeś rady. Kiedyś przecież tak bardzo mu pomogła. Kochał ja najbardziej na świecie. Kochał ją, była jego jedyną najlepszą przyjaciółką i chciałby, aby znowu te chwile wróciły.

-         Joelle powiesz coś w końcu?

-         Patrick do cholery, przychodzisz do mnie, wyznajesz mi miłość półtorej roku od otrzymania papierów rozwodowych i chcesz abym się z Tobą przyjaźniła, żyła? Czyś Ty oszalał?

-         Zrozum… – tłumaczył – Jesteś moją Joelle… Sam nie wiem czemu tu jestem… Tutaj mnie Bóg przyprowadził – zerwał się z kanapy, podszedł do niej i wziął jej dłonie w swoje – Wydaje mi się, że nadal Cię kocham…

-         Paddy… –wzięła głęboki oddech – Przyjeżdżasz tutaj i bombardujesz mnie wiadomościami o Twoich zawodach miłosnych, wyznajesz mi miłość, ale z miłością nie jest tak, że Ci się coś „wydaje”. Albo kochasz kogoś i jesteś tego pewny na sto procent, albo nie, a jeśli Ci się wydaje – pokiwała głową a oczy zaszły jej łzami – to znaczy, że jesteś skrzywdzony i szukasz pocieszenia… – spuściła głowę, a zaraz za chwilę ją podniosła i spojrzała mu głęboko w oczy – Kocham Cię. Kocham Cię od zawsze i pewnie nigdy nie przestanę, a Ty? Ty mnie nie kochasz, znam Cię i widzę to w Twoich oczach. Kochasz ją.

-         Joelle…

-         Nie Paddy – pokiwała głową i mrugnęła kilka razy, aby odgonić łzy – To przy niej powinieneś teraz stać, ją powinieneś trzymać za rękę i ją powinieneś prosić o kolejną szansę.

Spuścił głowę i zatopił wzrok w podłodze. Był tak bardzo zagubiony, tak bardzo przestraszony samotnością, że gotów był odsprzedać duszę diabłu, aby mieć kogoś, przy kim mógłby się budzić szczęśliwy. A Joelle? Oni mieli swoje „pięć minut”, nie udało się, i po tym wszystkim, jakie miał właściwie prawo, aby po raz kolejny wchodzić z buciorami do jej życia i mieszać jej w głowie? Już raz przecież to zrobił, a potem były gorzkie łzy i smutny finał w sądzie na rozprawie rozwodowej.

-         Przepraszam – podniósł zakłopotany wzrok

-         Nie przepraszaj Paddy – wymusiła uśmiech – Jesteś zagubiony jak owieczka w lesie – położyła mu dłoń na policzku i pogłaskała – Ale musisz w końcu zawalczyć o swoje. Słyszysz? Musisz! Nie pozwól, aby jakiś facet Ci sprzątnął ją sprzed nosa. Nie możesz na to pozwolić…

-         A Ty?

-         A ja… A ja tu będę zawsze… Może kiedyś… Może kiedyś Bóg nauczy Cię mnie kochać tak jak kochasz ją. Może kiedyś będzie nam dane nauczyć się nie krzywdzić siebie nawzajem… Może kiedyś… Może w przyszłym życiu… A teraz najważniejsze jest to, abyś nie stracił jej. Zatem jedź Paddy, jedź i walcz o swoje szczęście!

Uśmiechnął się do niej, pocałował w policzek, a gdy wychodził wrócił się jeszcze i mocno przytulił szepcząc do ucha „Na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię będzie nosił na rękach. Zasługujesz na to. Dziękuje.” Nic nie odpowiedziała, uśmiechnęła się jedynie delikatnie, a On zniknął za drzwiami.

*

-         Halo, słyszysz mnie Jim – krzyknął do telefonu i mijając znak świadczący o tym, że właśnie wyjechał z Kolonii

-         Słyszę! Nie krzycz… – Jimmy przewrócił oczami

-         Wracam! Joelle mi po raz kolejny otworzyła oczy. Kocham Vivian. Kocham ją nad życie. Będę o nią walczyć – uśmiechnął się do siebie

-         Paddy… – Jimmy podrapał się po szyi

-         Co?

-         Yyy

-         Co? No mów…!!!

-         Może być ciężko… – powiedział pod nosem

-         Co? Czemu? Co wiesz?

-         Wiesz Ona tu była… Dzisiaj… I ja jakby… Hmmm

-         Co jakby? Jimmy coś Ty zrobił?

-         Byłem zaspany, nie pomyślałem

-         Jimmy co do cholery zrobiłeś?

-         Powiedziałem jej, że wróciłeś do Joelle

-         Co?

-         Tak mi powiedziałeś, a ja nie pomyślałem…

-         Czyś Ty ocipiał dokumentnie??? – Paddy krzyknął

-         Przepraszam… – wydukał

Nie słuchał dalszych tłumaczeń, rozłączył się po czym pośpiesznie wykręcił numer do niej. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć sygnałów. Nie odebrała. Spróbował raz jeszcze to samo, nikt nie odpowiadał.

-        Kurwa mać!!! – krzyknął, dodał gazu i rozłączył telefon.