ROZDZIAŁ C – THE END

 



Rosalie i Matt zaręczyli się. Przyszedł czas na założenie rodziny. Rose była w ciąży, a Matt chciał jak najlepiej dla swojej wybranki i przyszłego potomka. Ze względu na odmienny stan narzeczonej zdecydowali się na szybką i skromną ceremonie za dwa miesiące. David się zakochał. Kto by przypuszczał, że ten nieokrzesany ciemnooki mężczyzna przeistoczy się z popijającego chłystka w gentlemana, zakocha się i odda całe swoje serce jednej kobiecie. Życie go wiele nauczyło, ale jednego był pewny, że takich przyjaciół, jakich ma dzisiaj to najlepsze, co go spotkało. Natalie… Piękna i stanowcza… Od razu zawróciła Davidowi w głowie. Okazała się dokładnie taką kobietą, jakiej David potrzebował. Władcza, stanowcza, ale przy tym wszystkim delikatna, kochająca i opiekuńcza. Oczywiście dobra w łóżku… Jakże by inaczej… Liam ciężko pracował w Afryce i jak na razie wracać nie planował. Zrozumiał, że niesienie pomocy potrzebującym to jego obecny cel. Nie szukał kobiety, nie miał na to czasu. Ciężko pracował w Kenii przy budowaniu szkoły. Zabawiał dzieciaki i czynnie uczestniczył na budowie. Vivian i Faith odnalazła między sobą wspólny język. Pomimo iż młoda mieszkała za granicą z rodzicami adopcyjnymi, bardzo często odwiedzała biologiczną matkę. Nigdy nie żywiła do niej urazy za to, że ją zostawiła, bo jak twierdziła dzięki temu miała najwspanialszych rodziców pod słońcem. Dało się między nimi jeszcze wyczuć lekki dystans, ale i On powili się zacierał i wszystko wskazywało na to, że pewnego dnia będą przyjaciółkami. Matka i córka, córka i matka…

***

Promienie słońca zakuły ją w oczy. Przetarła powieki i obróciła się, aby spojrzeć na drugą połowę łóżka. Paddy spał obok spokojnie, leżąc na plecach z twarzą zwróconą w jej stronę. Jego naga klatka piersiowa unosiła się w górę i w dół w bardzo spokojnym rytmie. Uspakajał ją ten widok, nie potrzebowała nic więcej: wystarczyło na niego popatrzeć, a wszystkie troski, wszystkie smutki odpływały w siną dal pozostawiając uczucie błogości, miłości i spokoju. Oparła głowę na łokciu i przyglądała się mu przez chwilę; patrzyła jak oddycha, jak swobodnie wypuszcza powietrze przez lekko rozchylone usta. Uwielbiała, gdy jeden z niesfornych i zburzonych przez noc kosmyków opada na jego twarz delikatnie ją przysłaniając. Wyglądał tak cudownie, tak spokojnie, że nie miała sumienia go budzić tak wcześniej, ale przecież musiała. Dzisiaj był ich ślub, dzisiaj miała zostać jego żoną. Wszystko było zaplanowane, ale nadal było wiele rzeczy do zrobienia przed godziną zero. Uradowana wyskoczyła z łóżka i pobiegła do łazienki, gdzie wzięła relaksującą kąpiel. A gdy z niej wyszła okryta skąpym ręcznikiem Paddy już nie spał, wyskoczył z łóżka i uniósł ja wysoko do góry tylko po to, aby się z nią okręcić kilka razy wokół własnej osi krzycząc:

  • To jest najpiękniejszy dzień w moim życiu!!! Kocham Cię!!! Kocham Cię!!! Kocham Cięęęę!!!! Słyszysz???

Zachichotała i odchyliła głowę w tył, a gdy ją postawił na ziemi wtuliła się w niego najmocniej jak potrafiła.

  • Ja Ciebie też kocham Panie Kelly – powiedziała spokojnym i stonowanym głosem uśmiechając się

Wszystko działo się szybko: kąpiel, wizyta w salonie piękności z przyjaciółkami. Wczesnym popołudniem Paddy pojechał do domu Denisa i tam się szykował. Mieli się spotkać podczas ceremonii ślubnej. Ten dzień kiedyś jej się śnił, wszystko było dokładnie tak jak w jej śnie, brakowało jedynie Julii. Posmutniała na jej myśl. Minęło tyle czasu odkąd ostatnio o niej myślała, ale widziała, że długonoga czuwa nad nimi i bacznie obserwuje. Chwilę później jej myśli powędrowały zupełnie gdzie indziej, musiała zrobić jeszcze jedno; coś, na co była dopiero dzisiaj gotowa. Większość gości jej rodzina spała u niej, rodzina Paddyego zatrzymała się w domku Denisa i Patrici, a dalsza w hotelu. Wyszła z sypialni i dojrzała go w kuchni.

  • Cześć Philip – stanęła na piętach
  • Viv! Już nie śpisz – ucieszył się – Sarah z dziewczynkami i Faith pojechały z kwiatami.
  • Tak, wiem – skinęła głową – Słuchaj Philip… Chciałabym z Tobą pogadać… Wiem, że między nami nie było zawsze dobrze, ale dzisiaj jest mój dzień i co byś powiedział na to, aby poprowadzić mnie do ślubu? No wiesz… – spuściła wzrok – Jak ojciec córkę…
  • Mówisz poważnie? – oczy mu rozbłysnęły
  • Jeśli nie chcesz to poproszę Matta… – odwróciła się gotowa do odejścia
  • Zwariowałaś? – złapał ją za rękę – Z przyjemnością to uczynię – uśmiechnął się życzliwie

Nie dał po sobie poznać, że ta propozycja całkowicie go wzruszyła, miał ochotę ją przytulić i wykrzyczeć całemu światu jak bardzo jest szczęśliwy, ale nie chciał jej zmuszać do wzruszeń, bo czekało ją ich mnóstwo dzisiejszego dnia.

*

Dopinała już wszystko na ostatni guzik, a Rosalie, Faith i Sarah dociągały sznurki w górnej, gorsetowej części sukni. Jej delikatnie upięte, falowane, ciemnobrązowe włosy opadały na ramiona doskonale odznaczając się na białej sukni. Chwilę później do pokoju wszedł Matt. Był elegancki jak nigdy wcześniej. Miał kruczoczarny garnitur, który kontrastował z białą koszulą i czarnym śledzikiem zawiązanym wokół szyi. Na widok Matta Rosalie się uśmiechnęła i skinęła na dziewczyny, aby dać tej dwójce jeszcze chwilę „sam na sam.” Gdy tylko drzwi się zamknęły Matt zmierzył Vivian wzrokiem od góry do dołu, wkładając ręce do kieszeni.

  • Mała, wyglądasz olśniewająco. Pięknie Ci w bieli!
  • Tak uważasz? – okręciła się wokół własnej osi
  • Tak – zrobił krok do przodu i złapał ją a ramiona – Paddy jest prawdziwym szczęściarzem – powiedział nieco poważniej
  • Dzięki Matty – zarzuciła mu ręce na szyję i mocno się w nią wtuliła
  • No dobra dobra – odsunął ja od siebie – tylko nie płacz. Panna Młoda nie powinna płakać w dzień własnego ślubu – musnął kciukiem jej policzek
  • Gotowi? – uchyliły się drzwi a w nich ukazała się głowa Davida – Oooo!!! Mapet w bieli!!! Niesamowite!!! – zadrwił
  • Daj sobie dzisiaj spokój – Matt nerwowo upomniał brata
  • Matty!!! Kij!!! – odpowiedział szybko David
  • Coo? Co Ty bredzisz? Jaki kij? – Matt pokiwał głową
  • W Twojej dupie! – David się głośno roześmiał
  • Spokojnie – Vivian położyła dłoń na ramieniu Matta – nikt mi dzisiaj nie zepsuje tego dnia, nawet David – puściła mu oko
  • Nie śmiałbym – David wyprostował się i stanął na baczność – Co więcej pokusiłbym się o stwierdzenie, że zazdroszczę Paddyemu. Wyglądasz naprawdę jak księżniczka.
  • Dziękuję – podeszła do niego i pocałowała go w policzek, na co się uśmiechnął zakłopotany
  • Dobra – David klasnął w dłonie – dosyć tych sentymentów, zbierajmy się, bo samochód już czeka.

*

Gdy wyszła z samochodu serce waliło jej młotem, chwyciła mocniej Philipa pod rękę i zrobiła pierwszy krok.

  • Nie pozwól mi upaść tato – szepnęła tuż za progiem.

Uśmiechnął się, a oczy mu zaszły mgłą. Pierwszy raz… Pierwszy raz od tak wielu lat usłyszał to słowo, na które czekał… „Tato…” Popatrzył na nią, a Ona w jego oczach zobaczyła własne odbicie. Tak. Była jego córką, a w jego oczach była piękna.

  • Nigdy – odpowiedział w końcu pewnie i mocniej zacisnął ramię, za które go trzymała

Gdy szła czerwonym dywanem, którego uścielały płatki róż rozsypywane przez jej siostrzenicę. Widziała wszystkich widziała bardzo dokładnie. Przy białych krzesłach rozstawionych po obu stronach widziała szwagra Johna z dziewczynkami, Rosalie z Mattem, Davida z Natalie, spojrzała w stronę Jimma, siedział chyba w piątym rzędzie zaraz obok Riri i mogłaby przysiąc, że trzyma ją za rękę. Dalej Patricia z Denisem, adopcyjni rodzice Faith, Ola z Tayem, Edyta z Piotrkiem, zaprzyjaźnione fanki, rodzeństwo Paddyego i wielu wielu innych. Spojrzała na Paddyego, czuła się tak bezpiecznie. Sami najbliżsi, tata u boku, a przed nią ten jeden i jedyny. Za jego plecami stał Angelo dumnie odbywając rolę drużby, a z drugiej strony Sarah czekająca na nią. Miała łzy w oczach widząc ją z Philipem… Ojcem… Jej wzrok w końcu spotkał się z Paddym. Popatrzyła w jego błyszczące granatowe oczy i nie spuszczała z niego wzroku do czasu aż Philip nie odprowadził jej pod samo jego ramie.

  • Wiesz, że będę o nią dbał – szepnął do Philipa

Uścisnął dłoń Paddyego i skinął głową, a ten złapał przyszłą żonę za rękę, uśmiechnął się i puścił jej oko. Ceremonia była piękna. Pogoda dopisała na zaślubiny na otwartym powietrzu. Przyszedł czas na przysięgę, którą zdecydowali się napisać samodzielnie.

  • Ostatnie miesiące były dla nas bardzo trudne – zaczął Paddy łapiąc dłoń Vivian w swoją – Przez ostatnie tygodnie intensywnie nadrabialiśmy stracony czas. Każdej nocy zastanawialiśmy się jak ta chwila będzie wyglądać i modliliśmy się, aby było idealnie. Zdaję sobie sprawę, że nie wiadomo jakbyś planowała cokolwiek, zawszę zdarzy się coś, co się nie uda, co wyjdzie źle, nie tak jak się to planowało, ale to też jest tym, co sprawia, że życie jest ekscytujące, a ja nie chce, aby moje życie przy Tobie było doskonałe, bo chce spędzać przy Tobie te dobre i złe chwilę, chce mieś wszystkie wspomnienia takie jak te, kiedy zwyzywałaś mnie za zniszczenie bluzki, jak wpadałaś w moje ramiona, i te jak w nich się śmiałaś i płakałaś. Więc to moja przysięga, muszę to powiedzieć – uśmiechnął się – aby to miało więcej sensu. Zatem przysięgam Ci, że nie ważne, co się wydarzy, nie ważne jak się wszystko pokręci zawszę będę Twoim oparciem. Obiecuję spędzić z Tobą to szalone życie, zawsze przy Twoim boku i zawsze trzymając Twoją dłoń. Może tego nie powiedziałem, ale wiedziałem, że Cię kocham już na samym początku, byłem przerażony tym jak silne są moje emocje. Gdy uczyłem się Ciebie, nie mogłem uwierzyć przez ile przeszłaś. Najlepszą decyzją, jaką podjąłem to przelanie moje całej miłości na Ciebie. Ślubuję Ci, że nasze życie będzie wypełnione pięknymi chwilami. Oddaje Ci moje serce, poświęcam Ci moje ciało, przyrzekam kochać Cię, aż do śmierci, a nawet i po niej. Zatem Ja Michael Patrick Kelly biorę Ciebie Vivian Moore za żonę I ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńska oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
  • Modliłam się każdej nocy, aby znaleźć idealnego mężczyznę, który nie tylko pokocha mnie – łza jej spłynęła po policzku – Ale takiego, który pokocha też moich przyjaciół, i moją córkę, która w końcu jest ze mną, a Bóg zrobił o wiele więcej niż odpowiedział na moje modlitwy – przetarła łzę z policzka – Pokazałeś mi czym jest prawdziwa miłość i nie tylko kochając mnie, ale walcząc o mnie, tłumacząc i pokazując gdzie tak naprawdę jest moje miejsce. Obiecuję Ci, że nie tylko będę Twoją żoną, ale będę również Twoją najlepszą przyjaciółką, obiecuję nie wycierać więcej niechlujnie nosa rękawem od bluzy, bo wiem, że doprowadza Cię to do szału – zaśmiała się przez łzy a Paddy i goście też się zaśmiali – Dziękuję za wybranie mnie na swoją żonę. Dziękuję za walkę, która stoczyłeś, za to, że pokazałeś, czym jest prawdziwa miłość i naukę wiary w to, co w życiu najważniejsze. Wyobrażam sobie i wiem, że będziesz najlepszym ojcem i już się nie mogę doczekać jak nasza rodzina się powiększy. Obiecuję więcej się nie bać, marzyć z Tobą, świętować z Tobą i iść przy Twoim boku podczas podróży, którą właśnie zaczynamy, na dobre i na złe i obiecuję Cię kochać do czasu, aż moje serce się zatrzyma a nawet i dłużej. Ja Vivian Moore biorę Ciebie Michaelu Patricku Kelly za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńska oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci
  • Vivian przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego
  • Paddy przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego

Ceremonia była piękna, a gdy padły słowa „Ogłaszam Was mężem i żoną” Paddy z uśmiechem złapał Vivian w pasie, odchylił do tyłu i namiętnie pocałował. Wszyscy bili brawo, łzy wzruszenia spływały po policzkach gości. Tego dnia wszelakie troski odeszły na dalszy plan, każdy był szczęśliwy, każdy się uśmiechał, a ta dwójka pomimo tylu przeciwności losu została związana świętym węzłem małżeńskim na zawsze…

Z ceremonii goście pojechali wynajętymi autobusami na salę weselną, natomiast Paddy i Vivian mieli na miejsce dojechać jako ostatni, jak już wszyscy goście będą na miejscu. Mieli zatem chwilę wytchnienia, chwilę dla siebie.

  • Kocham Cię wiesz – powiedziała kokieteryjnie
  • I ja Cię kocham – raz jeszcze zatopił swoje usta w jej ustach

Rozproszył ich klakson samochodu, oznaczający, że nadszedł czas na przyjęcie weselne. Uśmiechnął się, złapał ją za dłoń i skierowali się ku białemu kabrioletowi.

*

Gdy dojechali pod salę weselną goście czekali już przed wejściem, gdy wychodzili z samochodu na drogę usłaną białymi płatkami róż goście sypali ryżem wesoło życząc stu lat młodym. Gdzieś w tłumie dojrzał twarz. Była w ciemnych okularach i w chuście na głowie, mignęła mu tylko, ale ją rozpoznał, rozejrzał się jeszcze raz nerwowo, ale nigdzie jej nie było, jakby zapadła się pod ziemię.

  • Wszystko w porządku kochanie? – zapytała
  • Tak, tak… – odpowiedział

Stali przed schodami na salę, goście wesoło śpiewali młodym. Nagle rozległ się przeraźliwy huk. Paddy zdążył jedynie się przesunąć wydając z siebie krzyk. Po czym padł na kolana. Zza mgły, która pokryła jego oczy widział ją z daleka jak upuszcza srebrny przedmiot na ziemię i znika w tłumie „Zatrzymajcie ją!!! Zatrzymajcie ją!!!” Usłyszał jeszcze słowa. Uchronił swoją żonę przed śmiertelną kulą, ale siebie uchronić nie zdążył. Diana. Wróciła i się zemściła… Nagle zrobiło się ciszej, spokojniej i chłodniej. Upadł na plecy a piekący ból na brzuchu zdawał się być coraz słabszy. Widział jej zarys klęczącej nad nim, krzyczącej coś, płaczącej.

  • Nie płacz – powiedział resztkiem sił – Zawsze Cię będę kochać.

A jego powieki stały się ciężkie, jakby ważyły 500 ton. Zamknął oczy.

Jej biała suknia ślubna przesiąknęła gęstą, czerwoną cieczą. Klęczała nad nim krzycząc, szlochając, błagając, aby jej nie zostawiał, ale powiedział jedynie kilka słów i zamknął oczy. Odszedł. Odszedł i ją zostawił. Samą.

  • Nieeee….!!! – płakała z twarzą przyłożoną do jego zakrwawionego brzucha

Z jej gardła wydzierał się głośny, ochrypły krzyk największej rozpaczy. A On leżał tam na ulicy i się nie ruszał. Gdzieś z tyłu Matt i David biegali przed kościołem jak oszalali, dzwonili po karetkę, coś krzyczeli. Ale dla niej świat przestał istnieć, wszystko się działo jak w zwolnionym tempie. Krzyk… Płacz… Lament… Popłoch…

***

Gdy obudził się w hotelu Agape cały spocony całe życie przeleciało mu przed oczami. Zaczął analizować, myśleć, co zrobił źle, co dobrze. Gdzieś pod powiekami pojawił się obraz długich ciemnych włosów i ciemnych oczu, który coraz bardziej się zacierał. Próbował wytężyć myśli, przypomnieć sobie, ale obraz coraz bardziej się zamazywał… Te oczy… Te oczy były coraz mniej wyraźne… Kim była ta dziewczyna?

***

Gdy otworzyła oczy, jej przyjaciel Matt właśnie pochylał się nad nią głaszcząc delikatnie po policzku. Mrugnęła kilka razy i rozejrzała się po miejscu, w którym się znajduje, po ich małym mieszkaniu. W jej oczach zagościł smutek, gdy wróciła wzrokiem na przyjaciela. Chciała gwałtownie podnieść głowę, ale zorientowała się, że leży na podłodze

  • Shhh – syknęła – kładąc dłoń na potylicy
  • Spokojnie – Matt położył dłoń na jej ramieniu – Porządnie się uderzyłaś, gdy upadłaś z parapetu wieszając zasłony
  • Paddy! – krzyknęła zamroczona
  • Co? – popatrzył zdezorientowany
  • Paddy! Co jest z Paddym?
  • Kim? – Matt patrzył na nią z lekkim przerażeniem w oczach

Jeszcze raz rozejrzała się ze smutkiem po starym mieszkaniu, na kanapie leżały rzeczy Matta, a Oni byli tam gdzie się wszystko zaczęło. Ich małe mieszkanie.

  • Który dzisiaj jest – wydukała ze smutkiem
  • 27 styczeń – odpowiedział
  • 27 styczeń…. Ale który rok? – zamknęła oczy
  • 2014 – powiedział przyglądając się z troską przyjaciółce – Wszystko ok.?

Powoli zaczęło do niej dochodzić, że nic co się wydarzyło przez ostatnie półtorej roku nie miało miejsca, że to półtorej roku w ogóle nie istniało. Usiadła na podłodze i spojrzała w okno

  • Viv, wszystko ok.? – ponownie poczuła jego rękę na ramieniu

Niewiele się odzywała. Powoli do niej dochodziło, że ten piękny sen zakończony ogromną tragedią się skończył. Matt nie wypytywał, patrzył tylko podejrzliwie na przyjaciółkę. Zrobił im po kubku gorącej czekolady. Usiedli w kuchni, gdzieś w tle migał telewizor. Zabrała swoją porcję pachnącego napoju i otulona kocem podeszła do okna. Ciemność okryła już swym płaszczem budynki i ulice pozostawiając jedynie poświatę oddalonych od miast latarni, pod których załamanym światłem widać było coraz to większe płatki śniegu opadające na ciemne aleje, powoli rozświetlając ulice i budynki miasta. Patrzyła jak Budapeszt pokrywa kołdra białego puchu.

  • Vivian! – rozmyślenia przerwał Matt – Choć tu szybko!

Położyła kubek na komodzie obok okna, zrzuciła polarowy koc i podeszła wolnym krokiem do przyjaciela.

  • Matt, co się dzieje? Dlaczego krzyczysz? – zapytała
  • Vivian popatrz! – znowu krzyknął – Jesteśmy w Budapeszcie a za tydzień grają Oni!!! Masz wszystkie ich płyty, które od Ciebie pożyczam odkąd sięgam pamięcią. Musimy tam być!!!

Zamyśliła się. Zdawało się, że już kiedyś słyszała te słowa, Matt natomiast pośpiesznie otworzył laptopa i zaczął szukać biletów na koncert Pearl Jam

  • Vivian! Bilety idą jak świeże bułeczki, kupuje je od raz, bo jutro nic już pewnie nie zostanie – wykrzyczał

Stała i wpatrywała się z przerażeniem w zachowanie przyjaciela, które wydawało jej się tak bardzo znajome… Nie pamiętała tego tak dokładnie, ale jednak… Jednak była pewna, że to, co się działo teraz, że… Że już to słyszała… „To nie możliwe” pomyślała „De javu…”

Kolejne dni utwierdzały ją w fakcie, że ma rację; sparaliżowane miasto śniegiem, zamknięcie gazety i ten koncert… Mijały tygodnie… Obraz jej się coraz bardziej zacierał i zaczęła wierzyć w końcu w to, że to wszystko to tylko jej wyobraźnia… Koncert Pearl Jam. Poszła na niego, ale żeby nie kusić losu z bankietu nie skorzystała mimo iż Matt ją usilnie namawiał… Miała obawy, i wcale nie obawiała się o czerwona plamę z wina na swojej kremowej bluzce, ale tego, że gdzieś zobaczy czerwoną bejsbolówkę, katanę i te granatowe oczy…

  • Matt? – zapytała, gdy wracali z koncerty?
  • Hmm?
  • Myślałeś o tym, aby ściągnąć tu Davida? Wydaje mi się, że przydałoby się mu nasze towarzystwo…
  • Davida? Mojego brata? Tego ochlapusa?
  • Yhym – skinęła głową – Jaki by nie był to w końcu Twój brat…
  • Sam nie wiem mała… Zastanowię się ok.?
  • Nie ma problemu – uśmiechnęła się – I jeszcze jedno…
  • Tak?
  • Do nas przyjedzie Rosalie…
  • Rosalie… – pokiwał głową – pamiętam jak się w niej podkochiwałem na studiach…

*

Gdy wróciła do domu odpaliła laptopa i wpisała w wyszukiwarkę „Michael Patrick Kelly,” ale ta jej niewiele pokazała. Wikipedia parę stron fan clubów z biografiami i to wszystko. Wpisała w końcu „Paddy Kelly”, „No tak” – pomyślała – „Przecież On później zmienił imię”. Wyświetliły się jego zdjęcia. Gdy go zobaczyła, była pewna, że go zna, że ten sen to nie był zwykły sen, że to wydarzyło się na prawdę. Dojrzała też, że jutro – pierwszego marca ma koncert w Budapeszcie. Niewiele się zastanawiając kupiła bilet, a kolejnego dnia stała już pod domem kultury w Budapeszcie. „Paddy Kelly – Solo & Unplugged” – taki napis widniał na ścianie. Weszła do środka pod drzwiami przepychała się masa rozhisteryzowanych fanek. Zajęła miejsce z boku i czekała, aż drzwi się otworzą… „Sven” – powiedziała pod nosem, gdy mały człowieczek otworzył drzwi i zaczął wszystkich wpuszczać pokrzykując, doskonale pamiętała ten skrzeczący głos. Zajęła miejsce w ostatnim rzędzie, serce waliło jej jak młotem, a gdy zgasły światła i dojrzała jego cień za oświetlonym, białym prześcieradłem głośno przełknęła ślinę i zamknęła oczy. Strach. Znowu ogarnął ją strach. Powoli rozchyliła powieki i raz jeszcze spojrzała w kierunku sceny, gdzie stał i śpiewał. Zdawało jej się, że patrzy na nią, ale czy to w ogóle było możliwe? Czy byłby w stanie wypatrzyć ją w takim tłumie a do tego w ostatnim rzędzie? A nawet gdyby… Przecież jej nie znał.

Gdy koncert dobiegł końca, czekała aż ludzie opuszczą salę widowiskową, aby się nie pchać, nie gnieść, a gdy już się przeludniło podniosła swoją torebkę z podłogi i skierowała się ku wyjściu. Opuszczając salę poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Gdy się obróciła, myślała, że zemdleje. Stał za nią i patrzył na nią swoimi granatowymi, błyszczącymi oczami.

  • Przepraszam czy my się znamy? – zapytał
  • Nie sądzę… – spuściła zawstydzona głowę – Jestem…
  • Vivian. – dokończył za nią.

Spojrzała na niego pytająco, nie wiedziała, co się właśnie stało, myślała, że już całkowicie oszalała, że coś jej się stało, ma jakąś paranoję, albo jest już całkowicie obłąkana.

  • Tak. Vivian – odpowiedziała w końcu zachrypniętym głosem
  • Nie wiem skąd to wiem, ale coś mnie do Ciebie ciągnie… – patrzył na nią przenikliwie – Jakbym Cię znał – dodał… – Też to czujesz?

Nic nie odpowiedziała. Skinęła jedynie twierdząco głową. Chwile jeszcze stali na sali widowiskowej i przyglądali się jeden drugiemu. Zarówno Ona jak i On znali się, ale nie z prawdziwego życia, a jednak jakaś niewidoczna siła przyciągała ich do siebie z niezmożoną siłą.

  • Może to dziwnie zabrzmi… – milczenie przerwał granatowooki – Miałabyś ochotę wyskoczyć ze mną na kawę?
  • Teraz? – zapytała
  • Yhym – skinął głową i przygryzł dolną wargę.

Poczuła motyle w brzuchu, w głowie jej się zakręciło i niczego nie była w tym momencie tak pewna jak dwóch rzeczy, że przepadła w jego granatowych oczach i że na nic nie miała w tym momencie tak wielkiej ochoty jak na kawę.

  • Z przyjemnością – odpowiedziała

Uśmiechnął się, podniósł łokieć do góry rzucając żartobliwe „Madame” a chwilę później zniknęli już pochłonięci rozmową za drzwiami małej kawiarni. Tej kawiarni.

***

Czy w śnie może się spotkać dwójka ludzi? Czy mogą zakochać się w sobie tak bardzo, że pomimo, iż się nie znają, pomimo przepaści, odległości i różnic ich dzielących spotkają się się w rzeczywistości? Czy można kochać tak bardzo, aby miłości nie przezwyciężyło życie, strach i wszelkie hamulce? Chyba jednak można…

 

***KONIEC***

 

KILKA SŁÓW I PODZIĘKOWANIA

Moja przygoda z Vivian kończy się już dzisiaj. Jak odpowiadałam w pytaniach na grupie zakończenie nie każdego może satysfakcjonować i znajdą się pewnie Ci zadowoleni i Ci niezadowoleni, ale ja zakończenie miałam w głowie zanim zaczęłam jeszcze pisać więc nie linczujcie! Historia Vivian… Była to ciężka, ale i bardzo pouczająca droga. Zżyłam się z bohaterami tego Kelly-opowiadania i zżyłam się z Wami czytelniczkami. Nie macie pojęcia ile radości sprawiał mi każdy jeden komentarz, każda jedna odsłona. Chyba nie ma nic lepszego dla autora jak pytania „Kiedy kolejna część?” „Ola chyba go nie uśmiercisz? Powiedź, że tego nie zrobisz”, „Ola Oni muszą być razem” te wszystkie uwagi schlebiają na każdym kroku. Komentarze to coś, co motywuje do działania i nie ma znaczenia czy dobry czy zły komentarz ważne, że był, że kierował mną poprzez 100 części. To wy nakreślałyście fabułę, to dzięki Wam powstało 100 części (miało być 20 tak przynajmniej założyłam sobie, gdy zaczynałam pisać). Nie zapomnę tego wspaniałego uczucia, gdy patrzyłam jak się licznik przekręca na 100 odsłon, potem na 200, 300 potem 1000, 2000. Jak doszło do 10.000 to oczom nie wierzyłam. Dzisiaj jest ich niemal 25000 – dziękuję!!!

To wy stworzyłyście całą historię, to wy zmuszałyście mnie do myślenia, kombinowania, zaskakiwania Was. Hmmm… Mam nadzieję, że się udało. Właściwie jak zaczynałam pisać wiedziałam tylko tyle, że będzie to opowiadanie o Paddym, nawet imienia głównej bohaterki nie miałam, przewinęła się gdzieś tam właściwie przez moją rodzinkę – Moja siostra była w ciąży, przy samym rozwiązaniu i rozmawiałyśmy o tym, iż zdecydowała dać imię swojej córce „Liliana” – mój ojciec, uczestnik tej rozmowy natomiast mówił cały czas „Viviana, Viviana jak Julia Roberts w Pretty Woman.” Siostra się bardzo denerwowała, bo przecież wiadomo jaką rolę miała Julia Roberts w „Pretty Woman” :D, a mi natomiast się spodobała Viviana… Vivian… Potem powstał Matt… Sarah… Postacie innych bohaterów pojawiały się z biegiem czasu częściowo ja ich kreowałam w mojej głowie, częściowo Wy podsyłałyście mi pomysły. Ale też wiele z rzeczy zawartych w tym opowiadaniu wydarzyły się naprawdę, większość tych śmiesznych, a może jest ich więcej niż sama przypuszczam? Na przykład postać Rosalie… Inspiracją do tej postaci jest osoba, która też ma problemy z mężem prześladowcą. Chciałam pokazać, że można wyjść z każdej opresji, jeśli się tego chce, jeśli kiedykolwiek to przeczyta to będzie wiedziała, że strach nie jest dobrym doradcą. Wyimaginowanego Davida stworzyłam chyba dla siebie. Lubię takich niegrzecznych chłopców, mających swoje zdanie, trochę buntowniczych i takich mrocznych. Co do wyglądu i mojego typu to jest chyba postać Liama, ale to za chwilę zobaczycie na dole. Wracając do całej historii o Vivian. Z góry przepraszam Was za masę literówek i błędów, które odnalazłam jak czytałam wszystko od początku. Obiecuję, że teraz jak się skończyło siądę i poprawię, choć nie wiem czy sens jest? No, ale może ktoś kiedyś zażyczy sobie czytanie od początku. Na grupie na Facebooku umieszczę jeszcze dzisiaj kilka zdjęć bohaterów, abyście mogły sobie pooglądać jak ja to widziałam. Ciekawa również jestem jak Wy widziałyście przez całe opowiadanie bohaterów. Jeśli macie ochotę wklejajcie swoje propozycje, wizję będzie mi miło. Nie dałam się skusić, i nie zrobiłam tego, co dzieje się w każdym opowiadaniu. Od razu pojawiają się zdjęcia bohaterów. Nie twierdzę, że to jest złe czy niewłaściwe, ale według mnie całkowicie odbiera czytelnikowi wyobraźnie, to, co przy czytaniu czegokolwiek jest najważniejsze. Dlatego ja pomimo wielu próśb zostawiłam sobie tą przyjemność na koniec. Ale się rozpisałam, no tak, cała Aleksandra… Moje drogie chciałabym podziękować Wam wszystkim za wytrzymałość, cierpliwość, wyrozumiałość i przede wszystkim chęć czytania tego nudnego opowiadania (jak musiałam je przeczytać raz jeszcze to mnie zastanawiało co do cholery wy lubicie, co wam się podoba w tym tanim kiczu zakrapianym cynicznym żartem? Do tej pory się zastanawiam). Ale do rzeczy: dziękuje Wam wszystkim, każdej jednej osóbce z osobna za to, że jesteście i byłyście ze mną do dnia dzisiejszego. Chciałabym tutaj wyróżnić kilka osób, którym właściwie powinnam zapłacić za wsparcie, napędzanie i kibicowanie przy pisaniu.

Ola!!! Ty byłaś ze mną od początku, Ty przekonywałaś większość ludzi do tego by czytali, do tego by zajrzeli na stronę Vivian. Reklamowałaś Vivian na innych blogach i grupach, jeszcze wtedy nie znając mojej tożsamości, którą chciałam skrzętnie ukryć. Ty dałaś komentarz jako JEDYNA pod każdą jedną częścią; na początku mocno mobilizując mnie do pracy, wyoślając błędy śmiejąc się z niektórych używanych przeze mnie słów takich jak. „katana” a na koniec zachwycając się i dając kopniaka do dalszego działania. Dziękuję zatem Olu za każde słowo. Dziękuję Ci też za świetną przygodę z Hanvivem! Śmiechu miałam co niemiara pisząc z Tobą te wszystkie zabawne dialogi, o Paddym co się stukał w głowę, o Tayu, który niemal wjechał w krzaki. Przy pisaniu piosenki zaręczynowej i w ogóle całym tym łączeniu, które sprawiło mi taką frajdę, że chyba tylko Ty jesteś w stanie to zrozumieć, robiąc dokładnie to samo u siebie! Oleńko!!! Jeszcze raz dzięki!

Dziękuję Bonsai83 za wiarę w Padzika i upartą walkę, za podtrzymywanie rozmowy na grupie i za największą liczbę Twoich komentarzy właśnie tam! Za wsparcie i często miłe słowa, za łzy wzruszenia i za śmiech, za każde „dziękuję’, które mi napisałaś po części teraz ja Tobie dziękuję z całego serca!!! Edycie za wystąpienie z mężem w Hiszpanii, za pomoc w pisaniu reakcji Riri na Jimma, za to, że wspierałaś, a komentarzami łechtałaś nieraz moje ego tak bardzo, że musiałam sobie zajarać i zrobić drinka jak czytałam Twoje komentarze, Anecie (występującej również pod pseudonimami: Lisek, zabójca Lajkonika, wkurwiony Lisek, zadowolony Lisek) za wszystko; za nienawiść do Lajkonika i Diany za komentarze na bloku i grupie za wsparcie, a głownie za posiedzenia w kuchni przy fajce. One More Song kochana!!!! Riri za wsparcie, gościnne wystąpienie w dwóch częściach, a właściwie trzech, mam nadzieję, że dobrze Jimma ugościłaś w Katowicach??? Dzięki!!! Kochane byłyście przy mnie, dawałyście wiarę w to, co robię, zasypywałyście mnie komplementami. KOCHAM WAS za to!!! Dziękuję również Carol za to, że przy melisce, ale dałaś radę i wytrzymałaś, za konstruktywne i rzeczowe komentarze, za to, że byłaś na blogu i na grupie! Betsy za szczere i często śmieszne komentarze, po których nie raz oplułam telefon. Aleksandra-Frankfurt am Main za zwrócenie uwagi na różnice kulturowe! Marusia za to, że czytałaś w moich myślach, za podobne gusta muzyczne (nigdy nie zapomnę o Jacku White i Pearl Jam Crazy Mary)!!! Jesień kochana Tobie, głównie za jeden komentarz najbardziej, ten, co mnie podbudował i sprawił, że uwierzyłam, że mogę pisać dalej. Ty wiesz… Mojej siostrze Sis (eM, eMsI), że pomimo, iż fanką nie jest to darła pyska na Stille Nacht bardziej ode mnie ;) I oczywiście za to, że czytała!!! Kocham Cię siostrzyczko!!! I wszystkim pozostałym: Monika, Kacha, Clarissa, Aśka88, Kasik, Ania, Ploteczka, Aga, dzaga10713, Marta, Maja, Marzena, Ala, Agila, Alien, Joanna, Hanka, Melania, , Minimini, Hania. Oraz wszystkim tym, które czytały anonimowo!!! Wam też dziękuję, że dobrnęłyście ze mną do końca!!! Wszystkim Wam bardzo dziękuję!!! Jeśli kogoś pominęłam, przepraszam! Możecie śmiało hejtować w komentarzach lub upominać się o wyróżnienie. Każda z Was na nie zasługuje. Każdej wręczyłabym medal i wybudowała pomnik gdybym tylko mogła!!! Vivian żyła nie dzięki mnie tylko dzięki Wam. To wy byłyście, baaa jesteście maszyną, którą napędza ten cały fanficowy czar!!! Ludzie!!! Inne autorki!!! Takich czytelników Wam właśnie życzę, takich jak ja miałam, bo każdy był swoistą indywidualnością, ale wspaniałą!!!

Łza mi się w oku kręci, że to już koniec. Może kiedyś powrócę z czymś nowym, z czymś zupełnie innym. Nie wiem, zobaczmy, ale na pewno I’LL KEEP YOU POSTED!!! Dzięki wariatki raz jeszcze!!!

A na deser poniżej bohaterowie jak mniej więcej ja ich widziałam. Oczywiście MNIEJ WIĘCEJ!!! Bo na przykład takiego Davida, jakiego ja sobie wyobrażam to nie znajdę nigdzie… Wrrrr… Poniżej zdjęcia, więcej zdjęć na grupie na Facebooku. Jutro tutaj wrzucę też więcej fotek. Zapraszam wszystkich na grupę na drineczka pożegnalnego! Miłego oglądania i do następnego!!! HASTA LA VISTA!!!

BOHATEROWIE

VIVIAN

Free-Rachel-Bilson-Wallpapers-4

1ca1aafe3281d0dcd_Rachel-Bilson kinopoisk.ru

PADDY

14939_957953404222987_729183647379872672_n 11178420_10202864353329704_874937077_n 1044065_4402187992682_1205497783_n

VIVIAN I PADDY

padviv3 padviv4padviv1

MATT

485069-alex-pettyfer 90cbf74c4b91abf794fbd8e9fadbca6c 1568cff93824f8fb51e7ccfe52fc465b

DAVID

Daniel-Gillies (1) Daniel-Gillies-Wallpaper-daniel-gillies-29420394-1024-768 db27eb69ef83210b25195aa7abc68198

ROSALIE

Emily Bett Rickards makes a face at the Hollywood Foreign Press Association party **NO Australia, New Zealand** Emily Bett Rickards 497ba77f11131244db812f0e5ad31689 Emily_Bett_Rickards

LIAM

ian-somerhalder-gq-may-2010 381501-ian-somerhalder Ian+Somerhalder+Elton+John+Foundation+Benefit+TuAXP8Z5-6tl

JULIA

Steve Granitz "Burlesque" Los Angeles Premiere - Red Carpet AnnaLynne+McCord+Kellan+Lutz+dating+Y49AzDf_EPYl

DIANA

4b279fa83995968437cb3d41d5bfed3c Adriana-Lima_Chgo_2010-12-10_photoby-Bielawski adriana-lima-profile

MERCY

rose-mcgowan-ginger-1809379049 charmed-rose-mcgowan-paige-charmed-dvdbash-1509648125 rose-mcgowan-1723178946 

SARAH

erica_durance_1270229557 (1) 2787_erica_durance The CW Network Summer TCA Party - Arrivals

FAITH

2244151_1323880899693.09res_199_300 177342.1 1775610_1311241182133.09res_266_400

NATHAN

ZQ-Widescreen-Wallpaper-zachary-quinto-11538007-2560-1600 zachary-quinto-heroes-reborn zachquinto4 (1)

OLIVIER

joseph-morgan-dermaphoria-movie-casting joseph-morgan-lips1 c3e68ad400060ad950e8937d

PHILLIP

932705-george-clooney  8

PANI MOORE (MAMA VIV)

image-1-jpeg sarandon_silenced susan sarandon

JOHN (MĄŻ SARAH)

austin-nichols-lips-02 a6f1b69efc21d104ddc7fa42747cc780 Austin_Nichols

NATALIE (DZIEWCZYNA DAVE’A)

ASHLEY GREENE at Moscow's DKNY Fashion Show 6aedbbd51fb577e0fae98361f20596e3 7001569-ashley-greene-hd

JOELLE

paddy-kelly_hochzeit_04 (1) big_f143fd8b79_zps163ee443 paddy-kelly_hochzeit_01

OLA I TAY

OLA i TAY

EDYTA I PIOTREK

63915_635240949827514_62874656_n

RIRI I JIMMY

ririjim

28 Komentarze

  1. hihihi no wiedziałam że autorka coś wymysli, piekne piękne
    Ola możesz być z siebie dumna, na razie nie wiem co napisać, piękne…
    a te zdjęcia haha przy Oli i Tayu padłam :)

  2. Przeczytałam i po tym jak pozbierałam szczękę z podłogi, wreszcie mogę coś napisać.

    Historia Viv od początku wywoływała we mnie emocje, których bym się nie spodziewała po fan fiction. To opowiadanie jest wyjątkowe pod wieloma względami – po pierwsze miejsce akcji (oczami wyobraźni widziałam ośnieżony lub wietrzny Budapeszt), po drugie bardzo wyraziste postacie (jak zobaczyłam Liama na zdjęciu to mi kolana zmiękły :P ) , po trzecie porywające dialogi, przy których nie raz się uśmiałam niemal do łez, po czwarte niezwykle wartka akcja. Muszę też docenić liczne zabiegi fabularne – skoki w czasie, wykorzystanie motywu snu, przeplatanie ze sobą kilku wątków, cliffhangery, wszystko to sprawiało, że na każdą kolejną część czekałam obgryzając paznokcie ;) Nie komentowałam często, ponieważ często miałam tyle myśli w głowie po przeczytaniu, że potrzebowałabym mniej więcej tyle czasu, co autorka na napisanie rozdziału, aby je umieścić w komentarzu ;) Zapewniam jednak, że czytałam wiernie.

    Na zakończenie dodam, że uwielbiam postać Davida, gdybym występowała w opowiadaniu, chyba on podbiłby moje serducho ;) , bardzo polubiłam też Liama. Znam zdanie Anetki o nim, ale dla mnie to bardzo pozytywna i ważna postać. Nie ukrywam, że kibicowałam związkowi jego i Viv i to wcale nie dlatego, że ma ciało niczym grecki posąg :P

    Dziękuję Ci Olu za chwile wzruszeń i jest mi niezwykle miło, że wspomniałaś o mnie w podziękowaniach. Naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczyłaś <3

    • Wow. teraz ja czytam i zbieram szczenę z podłogi. Juz wyjasniam miejsce akcji – chciałam bardziej skupić się na opisywaniu miejsc w których byłam i widziałam na własne ozy, bo jak człowiek widział to o wiele łatwiej zamknąć oczy, wyobrazić to sobie i potem przelać na papier. Pisanie o obcych mi miejscach jest o wile trudniejsze dlatego np w tych częściach gdzie pisałam z Olą (Hanviv) było mi ciężko i opisów mało, bo w Tulsie nigdy nie byłam. Dlatego też Budapeszt i Edynburg, bo tam byłam, a Kolonia no niestety jeszcze nie miałam tej przyjemności ;/ Cieszę się, że postacie są wyraziste i że tak sobie wyobrażałaś bohaterów. Starałam się Was zaciekawiać :) O to, że częstych komentarzy nie było nie mam pretensji, to żaden obowiązek, a poza tym jak już komentarz się pojawił z Twojej strony to warty przeczytania kilka razy :) No i tu się z Tobą zgadzam, me serce również bije dla Davida i może nie tyle do tego z obrazka, ale do tego charakteru :) Co do Liama, nie sadziłam, że ktoś go polubi oprócz mnie i na początku miałam zamiaru go zostawić z Viv, ale… No właśnie toż to był by lincz murowany ;) DZIĘKUJĘ!!!

  3. Spłakałam się! Dziękuję! Nie wiem czy napiszę dzisiaj coś więcej, kurwa, normalnie łzy mi ciekną! Nie będzie Vivian, no nie będzie już więcej. Takiego zakończenia, to serio się nie spodziewałam. No szok w trampkach! Jezusie, nie mogę! Na koniec jak padł strzał, to moje serce stanęło, na chwilę, ale jednak! A ja sama w domu, no! Boże Drogi, Ty to do wydawnictwa cholera, a nie na blogu zwykłym! KObieto,marnujesz się, a możesz mieć miliony monet! Czegoś takiego się nie spodziewałam. I w sumie tak: jestem zszokowana zakończeniem, to prawda, ale z drugiej strony przedziwne ono jest. Całe półtora roku (swoją drogą nie byłabym sobą, gdybym nie napisała, że słowo ‚półtora’ się odmienia), to było snem, to wszystko tak po kolei jej się śniło? Nie wiem? Upadła, Matt ją znalazł i już to poszło tyle czasu? Całe cierpienie po rozstaniu, to wszystko z Julią, Dianą, Mercy, Rosalie, o Panie! No tego, to bym się nie spodziewała! Ale, to co ja muszę zrobić w Hanficu teraz? Też moim się to śniło? Buhahahahaha! Oleńko, a Twoje podziękowania dla mnie to chyba będę czytać szesnaście razy. Naprawdę jako jedyna napisałam pod każdą częścią? O wow! To nie było z przymusu kochana, wierz mi. Ja wiem, że nawet jedno słowo, zdanie, cokolwiek, ale motywuje i nakręca pisarza do dalszego owocnego pisania. Wiem to! Ale nie dlatego pisałam koemntarze. Robiłam to dlatego, że chciałam! A Hanviv, to była naprawdę mega przygoda, coś, czego się nie spodziewałam i dopiero po tym, jak napisałyśmy pierwszy rozdział pierwszy raz usłyszałyśmy się przez telefon. I to tak, że Ty się śmiałaś i ja się śmiałam i nie mogłyśmy nic powiedzieć. Poznałyśmy się tak naprawdę dzięki blogowi i mimo że miałam okazję tylko raz spędzić z Tobą czas tak naprawdę z Tobą, to wspominam to po dziś dzień, jak mój M się wtedy nakręcił i gadaliśmy o Kellych do białego rana. (a teraz dołożył mi chipsów, dolał piwerka, wziął lyka i powiedział: ‚dobre, ale nie męskie’, bo ja piję Redds’a). Wiem, że się rozpisuję, ale cóż ja mogę? Nadal nie wierzę, że tak to się skończyło, to jest przecież aż niemożliwe. Skąd Paddy wiedział, że ma na imię Vivian i że jego do niej ciągnie? Oleńko, dziękuję Ci za te… Ile? Piętnaście mięsięcy? Popraw, jeśli źle liczę, jest to najlepsze opowiadanie, jakie było mi dane przeczytać. Wiem, że inne Autorki też to czytają, ale ja tak czuję, to jest normalnie majstersztyk! Jedyne, w którym nie spodziewałam się nigdy niczego, bo nie można się było spodziewać. Chylę czoła, dotykam podłogi, bo warto, naprawdę! I jeśli ktoś nie czytał tej opowieści, to niech żałuje, bo to tylko i wyłącznie jego strata! Zdjęcia… Vivian trochę podobna do tej z mojej wyobraźni, Rosalie – identyczna! David tak, pasuje mi do mojej wizji, Matt ździebko inaczej, Diana jak najbardziej, Julia… nawet nie pamiętam jej opisów, sorry, Mercy, Sarah, Faith ok, Philip i mama idealni, no genialni! Przy zdjęciu Oli i Tay’a po prostu wrzasnęłam jak siemasz! Normalnie mało nie padłam! Chyba wykorzystam u siebie. Zaraz zrobię ‚klik’ komentarza, a pewnie jak go przeczytam, to będzie bez ładu i składu. Ale co tam! Jestem po piwie, jest ostatnia Vivian i mam prawo. Podziękowania największe Oleńko należą się Tobie! Nawet nie wiesz, jakbym chciała się znaleźć teraz w P i Cię wyściskać! NAwet nie ejsteś sobie tego w stanie wyobrazić! Kocham tę opowieść całym serduchem! I ją i Ciebie i to, że dzięki niemu było mi dane Cię poznać! Oleńko! No nie wiem, co więcej, chyba the end…

    • O matko!!! Toż to książka!!! :DDDD Wow, najdłuższy komentarz w historii mego bloga :o Do wydawnictwa i zarabiać monety hahahaha teraz to ja się spłakałam!!! :DDD Walnęłaś jak łysy warkoczami o kant kuli :DDD Jak wspominałam na grupie to nie sen bardziej wizja ;) No ja mam nadzieję, że nie pisałaś komentarzy z przymusu, bo już wolałabym nie mieć komentarzy niż jakieś na siłę :P Ten śmiech Ola też doskonale pamiętam. pierwszy raz się słyszałyśmy a głupawka taka, że szok!!! hahaha!! Tak, spędziłyśmy tylko raz ze sobą tak naprawdę weekend, ale nie bój żaby odwiedzę Cię na łajbie!!! :D Jeeee ale komplement! Najlepsze to może nie jest, bo znam lepsze, ale i tak mi schlebiasz a ja rosnę w piórka!!! Nic nie muszę poprawiać kochana, tak jak piszesz to równe 15 miesięcy :) Hahaha zdjęcie Oli i Taya, hahahaaha też miałam ubaw jak je przerabiałam i wklejałam Was do parku w Tulsie… Tffuuuu co ja mówię, przecież to Padzik robił to zdjęcie jak oprowadzaliście go z Vivian :P Ojjj wile Ci zawdzięczam Oleńko. DZIĘKUJĘ!!!

  4. Olaaaa ,dziekuje za Viv…za Matts Davida ,Rose…Padzik ,Lazurka. Za wszystkich bohaterów nawet za wredna Dianę i Mercy. Za emocje za ten Budapeszt. Za każdym razem przenosiłam sie wlasnie tam. Bue raz czulam to powietrze stojąc z Viv w oknie . Plskalam razem z nią. Dla mnie to szok . Wymyśliłaś to po mistrzowsku,po prostu. W kosciele jak skladali przysięgę mialam ciarki. Jak wyszli z kościoła i Padzik zobaczyl Dianę…aaaaaa nie nie

    • Aniu i ja Tobie big thank you i big kiss :* Cieszę się, że byłaś ze mną i wspierałas dzielnie i tutaj i na grupie! Wiem, że lubiłas Viv i dałas mi to odczuć w 100% to ja DZIĘKUJĘ!!!

  5. Nie wierzę ze to koniec. Ciesze sie ze moglam czytac Twoje opowiadanie ,ze moglam przeżywać perypetie moich ulubieńców… Kocham Cię ♥♥♥ tak myślę o tej ostatniej części. A koncowka to jakby początek… Uklony Kochana…uściski ♥♥♥

  6. WOW! tego się nie spodziewałam, nawet przez myśl mi nie
    przeszło. Gratuluję pomysłu, lekkości pisania, wyobraźni.
    Bardzo podobały mi się zwroty akcji, opisy bohaterów.
    Super, że wyjaśniłaś wszystkie wątki, każdy szczegóły
    jak na przykład zdjęcia Viv i córki są bardzo do siebie podobne.
    Całe opowiadanie niesamowita przygoda, która dostarczała nam
    łez, śmiechu, emocji, przenosiła do świata Viv i za to DZIĘKUJĘ.
    Ostatni rozdział…brak słów. Po przeczytaniu poszłam spać
    i nie mogłam zasnąć myślałam o tym, ile bym dała aby
    zobaczyć swoje życie przed oczyma i dostać szansę aby zmienić
    kilka szczegółów bądź decyzji, sytuacji, które miały wpływ na dalsze
    losy. Dzisiaj byłabym szczęśliwą mężatką mojej największej i jedynej
    miłości ;) Pozdrawiam !

    • Dzięki Mela za miłe słowa. Zaczyna się majowy weekend a ja w końcu w spokoju zasiądę na balkonie i nadgonię CMS. Tak zdjęcia Viv i córki miały być podobne, ojj naszukałam się trochę aby to jakoś dograć wszystko :) Haha, ja tez jak pisałam ostatni rozdział to spać nie mogłam, ale nie zastanawiałam się nad tym co by było gdybym wiedziała, (choć jak teraz myślę to pewnie dokładnie tak samo jak u Ciebie by mi sie poukładało) ale bardziej o tym kto mnie zabije za tą kulę w cudowne Padzikowe ciało ;)DZIĘKUJĘ!!!

  7. Ola dziękuję!!! Jeszcze nie wyszłam z szoku po tym zakończeniu, którego chyba nigdy bym nie zgadła… W jedno opowiadanie wplotłaś wątki sensacyjne, kryminalne, komediowe, obyczajowe i romansowe – mistrzostwo!! Oj tak, nie raz czytałam jakiś rozdział po melisce, a i tak się wkurzałam, dając temu upust na grupie ;) Miałam przerwę w komentowaniu, ale nigdy w czytaniu. Podobnie jak Melania, również dużo dałabym za możliwość wglądu w przyszłość, zobaczenia konsekwencji swoich czynów i wyborów. Nie wiem kim i gdzie bym dziś była, ale na pewno uniknęłabym wielu błędów. Zakończenie, choć bardzo zaskakujące, jednocześnie bardzo pozytywne :) Vivian i Paddy jednak się spotkali. Tym razem jednak, w realnym życiu, był to już świadomy wybór Viv, a nie przypadek. Jednak, to i tak zadziałało przeznaczenie :)
    Wizja, której doświadczyła Vivian, pozwoli na uniknięcie tragedii w realnym życiu. Pięknie Ola! :*

    • Carol to ja dziękuję!!! I bardzo dobrze, że dawałaś upust na grupie, gdyby nie Ty i właściwie 2 czy 3 osoby ta grupa nie miałaby sensu. To wy napędzałyście ją własnymi przemyśleniami! Nie ważna przerwa w komentowaniu, ważny jest Twój powrót do mnie, bo to dopiero dla mnie komplement. Jasne, że dobrze by było podejrzeć, zarzucić żurawia w przyszłość by wiedzieć co będzie, na co mamy być gotowi, ale ja nie wiem czy bym się nie przestraszyła tego co mnie czeka, nie wiem sama czy lepiej wiedzieć czy nie. W takim przypadku jak Viv i Paddy zapewne lepiej wiedzieć, Kochana DZIĘKUJĘ!!!

  8. Dziękuje Ci Kochana!!! Za te cudowne emocje, które dane było mi przeżyć dzięki Tobie! Pamiętam początek Viv, jak mi się cholero nie przyznałaś, że to Ty piszesz…. ;) Ojj tego nie wybaczę ;) Nie byłam tutaj od początku, ale od kiedy tylko zaczęłam to utknęłam na dobre!!! Nie mogę uwierzyć, że to już koniec… I to jaki koniec!!! Nawet przez myśl by mi nie przeszło, że ta cała historia tak się skończy!!! Majstersztyk!!!! Nie wiem co jeszcze napisać, bo nawet jakbym walnęła litanie na pół strony to i tak w pełni nie odda wszystkiego czego bym chciała… a więc powiem tylko skromne, ale wiele znaczące DZIĘKUJE , ŻE DANE MI BYŁO TUTAJ BYĆ!!! <3

    • ja tez Ci dziękuję, jeeee jak my sobie tu wszystkie dziękujemy hahahaha. Buhahahaha, też pamiętam jak się nie przyznawałam, że ja to ja, ale i tak byłaś pierwsza, która wiedziała (tzn pierwsza, która wiedziała ode mnie, bo wcześniej szpieg Aleksandra Zet wyczaiła kim jestem ;)) Ale wiesz whyyy, już Ci tłumaczyłam, tak nie zachwalałabyś tylko jeb*a mi ostrą krytykę jak trzeba ;P Jasne, że nie byłaś od początku, ale ważne że byłaś!!!! To się dla mnie liczy najbardziej, ważne że rzucałaś fochem jak napisałam coś nie po Twojej myśli i że wysyłałaś serduszka gdy było tak jak chciałaś!!! Ja też Ci z całego serducha DZIĘKUJĘ!!!! <3 <3 <3

  9. Rozdział zwalił mnie z nóg. Już nie tylko zbieram szczękę z podłogi, ale jeszcze ją podeptałam i walnęłam na podłogę.
    Sen! Sny ich obojga. Historia zatoczyła coś jakby koło i zaczyna się od początku. Mam nadzieję, że ich drugie życie nie zakończy się tak jak pierwsze.
    Pokusiłabym się na Twoim miejscu o spisanie także ich drugiego życia. Bohaterowie mogliby nie dopuszczać do błędów, które znają i popełniać nowe, kolejne, stworzyć nową historię.

    Teraz trochę ogólnie:
    Zaczęłam czytać Twoją historię jako którąś już kolejną z serii napisanych o Kellych i po kilkunastu własnych częściach. Przyznam szczerze, że na początku mnie nie zachwyciła, ponieważ wydawała mi się taka jak inne – poznanie, przyjaźń, zakochanie itp., więc gdy dotarłam do linka z hf Oli przeskoczyłam na jej blog (ponieważ był o czymś innym) porzucając Twoją historię. Wróciłam po przeczytaniu hf i wtedy wraz z każdym nowym rozdziałem zachwycałam się Twoim opowiadaniem coraz bardziej. Czytałam jak wiesz skokami, ale za każdym razem, gdy tu wracałam nie mogłam oderwać się odczytania. Często oczy mi się zamykały, ale czytałam jeszcze kolejny rozdział i kolejny…
    Dziś skończyłam i trochę mi żal, że to już koniec, bo mogłabym czytać jeszcze kolejne 100 części.
    Piszesz cudownie. Wymyślona przez Ciebie historia jest piękna. Przede wszystkim jest technicznie dobra (oprócz kilku gwarowych słów, które gdzieś pomiędzy słowami wynalazłam) dzięki temu dobrze się ją czyta, bo nie trzeba zastanawiać się przy każdym zdaniu, co właściwie autor chciał napisać tylko trochę mu nie wyszło.
    Jestem zachwycona Twoim opowiadaniem i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś nam czytelnikom napiszesz.
    Za to, które stworzyłaś i pozwoliłaś przeczytać WIELKIE DZIĘKI.
    Pozdrawiam Ola

    • Tak jest Olis. Historia zatoczyła koło. Myśle, że ich drugie życie zostanie poprowadzone zupełnie inaczej. Kto wie, może kiedyś skorzystam z rady i spiszę ich drugie życie. Olis dziękuję, że wytrwałaś do końca mojego opowiadania. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek coś napiszę czy nie – dziś czuje się świetnie nie pisząc, a pozostając jedynie czytelnikiem. Pomysłów roi mi się mnóstwo w głowie, może przeleje na papier pewnego dnia, a może zostawie je i pozwolę im wyblaknąć. Olis dziękuje. Świetnie było ppo dłuższym czasie powrócić na swojego bloga i dyskutować z Tobą, świetnie było sobie odświeżyć. Twoje komentarze zachowam sobie, bo są rewelacyjne! Nie jeden raz śmiałam się jak głupi do sera czytając Twoje przemyślenia. uper, że tu wróciłaś!!! Jeszcze raz dziękuje!!! I pozdrawiam! :)

  10. Witam nie wiem czy jest sens pisać po tak długim czasie ale dopiero parę dni temu odkryłam twojego bloga i niestety przez przypadek bo przeczytałam rozdział c the end .To tak jakby obejrzeć zakończenie filmu a później cały film ale postanowiłam przeczytać i powiem tobie kochana ze super arcydzieło spłodziłaś wciągnęło mnie bardzo .A zakończenie nawet ciekawe inne od wszystkich i oto chodzi żeby być orginalną ,nie wiem czy to przeczytasz ale gratuluję weny i talentu z pozdrowieniami Sylwia

  11. Witam napisałam komentarz ale gdzieś mi go wcieło. Nie wiem czy to przeczytasz bo trochę czasu minęło ale dopiero teraz wpadłam przypadkiem na twojego bloga. Niestety zaczęłam od rozdziału C The End ale mimo tego postanowiłam przeczytać całość wiec pochłonelam w kilka dni całość i powiem tobie że mistrzostwo aż żal że się skończyło .A zakończenie fajne bardzo oryginalne całuje i pozdrawiam. Sylwia

    • Witaj Sylwiu :) Sens zawsze jest :) W ogóle tu nie zaglądam, chyba że mail mi krzyknie p nowym komentarzu to lece i odpisuje :) Dziękuje za miłe słowa no i zaczęłaś od koca wiec już wszystko wiedziałaś :P Tak sobie to wymyśliłam :) Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.